Nagrodzeni za walkę do końca (ZDJĘCIA)

Pierwsze 3 punkty w sezonie zapewnił Stali Łukasz Szczoczarz, który mecz z Avią rozpoczął na ławce. Fot. Wit Hadło
Pierwsze 3 punkty w sezonie zapewnił Stali Łukasz Szczoczarz, który mecz z Avią rozpoczął na ławce. Fot. Wit Hadło

STAL RZESZÓW – AVIA ŚWIDNIK. Biało-niebiescy mieli trochę szczęścia, ale wygrali zasłużenie.

Piłka krążyła jak po sznurku, od obrony do ataku. Sławomir Szeliga uderzył z bliska, bramkarz Avii odbił futbolówkę, ale wprost pod nogi Łukasza Szczoczarza, który wpakował ją do siatki. Tak wyglądała akcja dająca Stali pierwsze w sezonie 3 punkty. Akcja przeprowadzona na chwilę przed końcowym gwizdkiem.

Drużyna z miasta helikopterów to niewygodny przeciwnik. Mało tam wirtuozów, za to z dyscypliną taktyczną piłkarze są za pan brat. Rzeszowianie doświadczyli tego na własnej skórze, próbując skruszyć świdnicki mur.

Najpierw skrzydła, potem „Szczotka”
Na środku boiska było tłoczno jak na kairskim suku, więc gospodarze uruchamiali skrzydła. Jednak przed przerwą wyprodukowali ledwie dwie akcje, które mogły przynieść bramkę. Łukasz Gieresz nie dał się jednak pokonać Sebastianowi Brockiemu, zaś Maciejowi Maślanemu zabrakło pomysłu na zakończenie przeboju, w trakcie którego minął trzech rywali. Kapitalnie mogła się zacząć II połowa, jednak bramkarz Avii popisał się fantastyczną interwencją po półwoleju „Brokiego”. Nadal aktywni byli Peter Suswam i Michał Szymański, ale bohaterem został rezerwowy w tym meczu Łukasz Szczoczarz. Zanim sprawił, że piłkarze Avii padli zrozpaczeni na murawę, spudłował przy próbie lobowania oraz główkując z paru metrów. Zdobył też gola, lecz ze spalonego.

Świdniczanie zagrażali miejscowym z rzadka, a jeśli już trzeba było bić na alarm, to po pomyłkach doświadczonego stopera Arkadiusza Barana albo na skutek braku komunikacji obrońców z debiutującym między słupkami Dawidem Kaszubą. – Chłopak czuł tremę, ale z czasem był coraz pewniejszy – ocenił Marcin Wołowiec, szkoleniowiec biało-niebieskich.

Sam meczu nie wygra
– Cieszą mnie dwie rzeczy: że wygraliśmy i że nikt nie zemdlał w tym upale. Nie pamiętam, żebyśmy grali przy tak wysokich temperaturach – podkreślał trener Stali. – Tempo nie było więc zbyt wysokie, ale momentami przyspieszaliśmy. Mieliśmy kilka okazji, opatrzność nad nami czuwała i po koronkowej akcji zdążyliśmy strzelić gola – dodał.

– Przegraliśmy w najgorszy sposób. Straciliśmy bramkę, gdy sędzia szykował się już do zakończenia meczu – nie mógł odżałować Jacek Ziarkowski, opiekun Avii. – Brakło determinacji. Przy tej kluczowej akcji w pewnym momencie mieliśmy przewagę dwa na jeden, ale nie zatrzymaliśmy stalowców.

Smażący się w ukropie na totalnie nasłonecznionej trybunie wschodniej kibice (dlaczego nie zrobiono wyjątku i nie wpuszczono ludzi na przeciwległą stronę?) przyszli na mecz również dla Sławomira Szeligi. Były kapitan Cracovii po ponad 9 latach wrócił do Stali i… miał pewne problemy. – Świdniczanie pilnowali go jak oka w głowie, ale ja nie oczekuję, że Sławek w pojedynkę będzie wygrywał mecze. Ważne, aby cały zespół funkcjonował jak należy. Tak jak przy akcji bramkowej, w której brało udział kilku zawodników – wytłumaczył Wołowiec.

STAL Rzeszów 1
AVIA Świdnik 0
(0-0)
1-0 Szczoczarz (90. + 3)
STAL
: Kaszuba – Konrad Hus, Baran, Drelich, Suswam – Szymański (57. Lisańczuk), Kanach, Szeliga, Maślany (64. Szczoczarz), Brocki – Prędota.
AVIA: Gieresz (83. Zawiślak) – Byszewski, Maciejewski, Grzegorczyk, Kazubski – Oziemczuk, Orzędowski, Dobrowolski (90. Joć), Białek, Wołos (60. Szymala) – Mazurek.
Sędziował: Karol Iwanowicz (Lublin). Żółte kartki: Maślany, Konrad Hus – Kazubski. Widzów: 200.

tsz

[print_gllr id=156765]

One Response to "Nagrodzeni za walkę do końca (ZDJĘCIA)"

Leave a Reply

Your email address will not be published.