Najbardziej zakaźna mutacja koronawirusa jest w Polsce

„Delta” to najbardziej zaraźliwy wariant COVID-19 z dotychczas znanych. Jej współczynnik reproduktywności wynosi od 5 do 8. Dla porównania, wskaźnik
ten dla wariantu z Wuhan wahał się na poziomie 2,5. Fot. Pixabay

Mutacja koronawirusa nazywana „Deltą” przeniosła się z Indii już do 74 krajów. Eksperci szacują, że może ona odpowiadać za większość bieżących zakażeń COVID-19 na świecie. W maju Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wskazała „Deltę” jako wariant, który powinien budzić zaniepokojenie, gdyż powoduje cięższe objawy niż jego poprzednicy, w tym m.in.: bóle brzucha i stawów, mdłości, wymioty, utratę apetytu, a nawet słuchu. Jak się jednak okazuje, często daje on tylko objawy charakterystyczne dla zwykłego przeziębienia, przez co jest mocno zdradliwy.

Były szef Agencji Żywności i Leków (FDA), Scott Gottlieb, powiedział, że liczba osób zakażonych „Deltą” podwaja się średnio co dwa tygodnie, a wariant odpowiada obecnie za 10 proc. nowych przypadków w USA.

Lockdown i zamknięcie granic nie pomaga

W Wielkiej Brytanii stanowi on już jednak aż 90 proc. zakażeń, podczas gdy jego pierwsze przypadki zostały potwierdzone w lutym. 13 czerwca br. tamtejsze ministerstwo zdrowia zaraportowało o 7319 nowych przypadkach, a wszystko przy 60-
-procentowej zaszczepionej jedną dawką populacji i ponad 42 proc. po pełnym cyklu szczepień. Już nie tylko eksperci medyczni, nie tylko epidemiolodzy, ale i politycy mówią o koniecznym odłożeniu luzowania obostrzeń, planowanym na 21 czerwca. Brytyjczycy też, to coraz bardziej prawdopodobny scenariusz, nie będą tłumnie wyjeżdżać na zagraniczne wakacje.
„Delta” rozprzestrzenia się pomimo lockdownów i zamkniętych granic, czego dowodem jest wykrycie przypadków zakażeń tym wariantem w Melbourne w Australii, która izoluje się od reszty świata i wprowadziła surowe obostrzenia. W chińskim Kantonie urzędnicy odpowiedzialni za sektor zdrowotny poinformowali, że 12 proc. zakażonych „Deltą” pacjentów w ciągu trzech do czterech dni od wystąpienia pierwszych objawów zachorowało poważnie. To cztery razy więcej niż w przypadku poprzednich wariantów.

Wariant bardziej śmiertelny?

Zakażenie „Deltą” to jedno, ale, zdaniem naukowców, po jego przejściu zdecydowanie zwiększa się ryzyko epizodów zakrzepowo-zatorowych, częściej może pojawiać się zakrzepica i to jest objaw wymieniany jako najistotniejszy w kontekście tego wariantu. – Czy to faktycznie się potwierdzi? Na to potrzeba czasu, na razie to ostrożna obserwacja. Do wszystkich tych informacji należy podchodzić z dużą dozą niepewności, ponieważ wiemy, że nie jest regułą, by każda linia rozwojowa dawała różne objawy tej samej choroby. Są też obawy, że ten wariant może być również nieco bardziej śmiertelny. Tak przynajmniej wynika z publikacji, które są przedstawiane w Health England. W związku z tym raczej wątpiłbym, że to może być wariant łagodniejszy niż inne – tłumaczy doktor Bartosz Fiałek, popularyzator wiedzy medycznej, reumatolog, cytowany przez portal.abczdrowie.pl.

Ile „Delty” jest w Polsce?

Minister zdrowia Adam Niedzielski mówił pod koniec ubiegłego tygodnia, że wariant „Delta” jest obecny w Polsce w liczbie większej niż liczba palców u rąk. Pierwsze stwierdzone przypadki pojawiły się w kwietniu u polskiego dyplomaty przywiezionego z Indii w ciężkim stanie oraz kilkunastu zakonnic z Domu Sióstr Misjonarek Miłości Matki Teresy z Kalkuty z siedzibą w Katowicach i Zambrowie pod Warszawą.
W tej chwili – przy znacząco niższej liczbie przeprowadzanych testów, a więc i niższej liczbie sekwencjonowanych genomów, wirusa potwierdza blisko 80 przypadków. Może to i niedużo, ale fakty są takie, że „Delty” w Polsce przebywa. Nasz kraj jest już widoczny na mapie państw, w których ten wariant już się pojawił. Wydaje się, że w przypadku ograniczenia się jego rozprzestrzeniania kluczowe znów będzie testowanie. Cieszy fakt, że obecnie wykonujemy w Polsce ok. 40 – 50 tysięcy testów dziennie, a liczba pozytywnych wyników jest znikoma. Jest zatem niezwykle ważne, by liczba testów nie spadała, a testowanie odbywało się z głową, czyli by prowadzony był dokładny wywiad epidemiczny, a każdy pozytywny wynik podlegał sekwencjonowaniu. Tu Polska powinna brać przykład z innych krajów, które równolegle szczepią i testują. Tak jest chociażby w Danii czy wspomnianej wcześniej Wielkiej Brytanii, która może się pochwalić wynikiem ponad 2,8 mln testów na milion mieszkańców, a liczy ponad 68 mln mieszkańców. Polska, dla porządku, wykonała niespełna 440 tys. testów w przeliczeniu na milion mieszkańców. Niedostateczne testowanie było jednym z kluczowych czynników rozwoju (a na pewno skali) drugiej i trzeciej fali. Oby znowu się to nie powtórzyło…

Anna Moraniec

2 Responses to "Najbardziej zakaźna mutacja koronawirusa jest w Polsce"

Leave a Reply

Your email address will not be published.