
KRAJ, PODKARPACIE. Są choroby, których leczenie kosztuje rocznie miliony zł. Urzędnicy nie chcą refundować tak drogiego leczenia.
2 mln 633 tys. 361 zł zapłacił POW NFZ za leczenie jednego pacjenta cierpiącego na chorobę Huntera (mukopolisacharydoza), ośmiu chorych na zespół Gauchera kosztowało fundusz 5 mln 253 tys. 526 zł, kuracja prowadzona u 120 chorych na chłoniaki pochłonęła kolejne 3 mln 519 tys. 478 zł. Przy 1 mld 619 mln zł przeznaczonych na lecznictwo szpitalne na Podkarpaciu, w tym właśnie programy lekowe, to zawrotna suma.
Ministerstwo Zdrowia nie chce już wpisywać na listę refundacyjną drogich leków dla nowych grup chorych. – Nie znajduję argumentów za tezą, że osoby cierpiące na choroby rzadkie mają lepsze prawo do pieniędzy ze składek zdrowotnych niż pacjenci z chorobami częstymi – powiedział wiceminister Igor Radziewicz-Winnicki, odpowiedzialny za politykę lekową.
Koszt leczenia 3,5 mln zł
Dlaczego leki na choroby rzadkie są jednak takie drogie? Ponieważ mają zazwyczaj tylko jednego producenta na świecie, który dyktuje wysoką cenę. Tak jest np. z mukopolisacharydozą, na którą choruje w Polsce 61 dzieci (leczenie jednego kosztuje średnio od 700 tys. do 1,5 mln zł rocznie, w zależności od wagi, najdroższy chory aż 3,5 mln zł). A według przepisów nie powinno przekraczać 120 tys. zł (tzw. próg efektywności kosztowej zapisany w ustawie refundacyjnej). Według tego, leki na mukopolisacharydozę powinny więc zostać skreślone z listy refundacyjnej, co wywołałoby jednak falę protestów. Dlatego skreśleń nie będzie. Ministerstwo postanowiło działać inaczej. Z jednej strony stara się ograniczyć grupę chorych, którym płaci za drogie leki. Przykład to vemurafenib (kuracja za 140 tys. zł) stosowany w leczeniu czerniaka u pacjentów z mutacją genu BRAF. Jest na liście refundacyjnej od dawna, ale od marca będzie dostępny tylko dla tych, którzy dopiero co zachorowali. Pacjenci, którzy mają wznowę, już go nie dostaną. Z drugiej strony resort nie chce na liście nowych leków, do których NFZ musiałby dużo dopłacać. I tak w ciągu ostatniego pół roku pojawiło się w refundacji tylko pięć nowych substancji, choć pozytywnych rekomendacji było kilkakrotnie więcej.
MZ oszczędza
I to nie tylko na lekach, których jednostkowa cena jest wysoka. Przykładem leki dla cukrzyków, które opóźniają rozwój choroby i moment, w którym konieczne jest branie insuliny. Na liście refundacyjnej jest prawie 50 leków zawierających metforminę. Miesięczna dawka to średnio 10 zł. Co szósty, siódmy chory reaguje jednak źle na metforminę. Ma bóle brzucha, wzdęcia i biegunki. Wyjściem są odkryte niedawno leki inkretynowe: zwiększają wydzielanie insuliny tylko wtedy, gdy jej w organizmie brakuje. Miesięczna kuracja – 250 zł. We wszystkich krajach Europy leki inkretynowe są refundowane, w Polsce nie, mimo pozytywnych rekomendacji. – Skoro leki inkretynowe są 25 razy droższe od metforminy, to pacjenci na nich powinni być 25 razy zdrowsi – przekonuje Radziewicz-Winnicki.
Anna Moraniec



6 Responses to "„Najdroższy” pacjent kosztuje blisko 3 mln zł"