
PIŁKA NOŻNA. III LIGA. Rozmowa z Marcinem Wołowcem, trenerem Stali Rzeszów.
– Prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc dzwonił z gratulacjami?
– Jeśli zadzwoni, to raczej do działaczy. Ja nie jestem od spraw organizacyjnych.
– A Józef Wojciechowski?
– Proszę pana, do mnie dzwonią znajomi, piszą kibice. Gratulują osiągniętego celu, doceniają, że wyprzedziliśmy Resovię. Tylko że ja twardo stąpam po ziemi i wiem, iż na tym nie możemy poprzestać. Został nam jeszcze mecz z MKS Trzebinia/Siersza. Bardzo ważny, bo jeśli wygramy, zmniejszymy dystans do lidera.
– Wygraliście wyścig o kasę z ratusza. Na jak wysoką nagrodę możecie liczyć?
– Pojęcia nie mam, ale nie ulega wątpliwości, że przydadzą się każde pieniądze. Gdy przystępowaliśmy do wyścigu z Resovią – ach, jakże to określenie mnie irytuje! – nie zamieniłem z prezesem pół słowa na temat dotacji. Nie lubię zapeszać, a roboty było w bród.
– Stal otrzyma wsparcie, ale pod pewnymi warunkami. Prezydent wspominał o wymianie działaczy, wprowadzeniu do klubu miejskich urzędników. Pan się nie boi? Przecież trenera też mogą przynieść w teczce.
– Stanowisko trenera to łakomy kąsek, niezależnie od tego, czy w klubie są pieniądze. Jestem przygotowany, że mogą się toczyć rozmowy na temat zmian, ale mam nadzieję, że będę mógł wykonywać swoją robotę w Stali do samego końca. Podchodzę do tego ze spokojem. Kto bowiem nie ubrał moich butów, nie spędził godzin na analizach i przygotowaniu drużyny, nie dźwigał presji związanej z wygrywaniem, ten nie wie, na czym ta praca polega. Najłatwiej siedzieć w fotelu i mądrzyć się. Nie boję się. Jeśli będzie trzeba odejść, odejdę z podniesionym czołem. Zostawię w spadku bardzo dobry zespół.
– Różne miewaliście okresy, ale w godzinie najcięższej próby zaimponowaliście. W ostatniej kolejce ograliście niepokonany u siebie KSZO…
– Byłem dumny z moich piłkarzy. Wygraliśmy na boisku lidera, który stracił tam ledwie 2 bramki. Chłopcy udźwignęli ciężar, cieszymy się, lecz nie bujamy w obłokach. Sport nauczył nas pokory.
– Piotrowi Prędocie liczyliśmy minuty bez gola, tymczasem przebudził się w najważniejszym momencie. Kamień spadł panu z serca?
– Piotr w każdym meczu walczył jak lew i zawsze dawał drużynie jakość. Celownik się rozregulował, lecz ani przez moment nie pomyślałem, by – ulegając podpowiedziom wielu osób – posadzić go na ławce. Wiele razy żartowaliśmy z Piotrkiem, że miałem z nim to, co Jose Mourinho ze Zlatanem Ibrahimovicem. Szwed też się zaciął, ale „The special one” nie odesłał go do rezerw (śmiech).
– Znaleźliście się wyżej od Resovii, lecz to nie oznacza zwycięstwa w lidze. Podziela pan opinię, że dopiero teraz zaczną się schody?
– Tak. Za nami ledwie połowa drogi. Wiosną nie zdobędziemy kompletu punktów, choćby dlatego, że liga jest szalenie wyrównana. Po reformie poziom poszedł w górę. Dziś nie brakuje zespołów, które mogą urwać punkty faworytom. Z tego powodu konieczne jest poszerzenie kadry. Potrzebujemy zawodników, dzięki którym zyskam większe pole manewru. Kilku mam już na oku.
– Możemy się spodziewać rewolucji w szatni?
– Dopóki będę trenerem, nie będzie żadnej rewolucji. Od początku stawialiśmy sprawę jasno: zespół, który wygra jesienną rywalizację z Resovią, przystąpi wiosną do walki o mistrzostwo. Zmiany nastąpią, ale wszystko zostanie zrobione z głową.
Rozmawiał Tomasz Szeliga



2 Responses to "– Najtrudniejsze przed nami"