Po trzech z rzędu porażkach wicemistrzowie Polski z Rzeszowa przełamali niemoc i odnieśli zwycięstwo. W piątek pokonali w Bielsku-Białej BBTS, choć swoją grą nie zachwycili. – Mecz nie wyglądał rewelacyjnie w naszym wykonaniu, ale najważniejsze, że już pojawiły się uśmiechy na naszych twarzach, no i mamy zwycięstwo i trzy punkty – mówi Dawid Konarski, kapitan Asseco Resovii.
Podopieczni trenera Andrzeja Kowala grali w Bielsku-Białej poprawnie, ale jednak daleko od swoich szczytowych możliwości. W zespole gospodarzy zupełnie nie funkcjonowało przyjęcie, a to ciągnęło za sobą problemy w pozostałych elementach gry. – Potrzebowaliśmy tego zwycięstwa. Gra nie była wspaniała, ale jest światełko w tunelu do powrotu do dobrej gry – mówi powracający po kontuzji Dawid Konarski, atakujący Asseco Resovii, której przewaga przez dwa sety nie podlegała dyskusji.
„Byli do ugryzienia”
Bielszczanie mieli olbrzymie problemy z przyjęciem (16 proc. skuteczności) zagrywki rywali. Nie do zatrzymania byli środkowi Dawid Dryja i Piotr Nowakowski, a na skrzydle świetnie dysponowany był Marko Ivović. – Niestety, te dwa pierwsze sety oddaliśmy przyjęciem, a to jest zaskakujące, bo rywale wcale tak dobrze nie zagrywali, jak się tego spodziewaliśmy – mówi Grzegorz Pilarz, rozgrywający BBTS. – Resovia była jak najbardziej do „ugryzienia”. Zagrali bardzo przeciętnie, na zagrywce powiedziałbym fatalnie. Liczba ich błędów w serwisie (20 – przyp. red) naprawdę szokowała, ale cóż, zrobili to, co do nich należało – przyjechali po trzy punkty i wygrali – stwierdza kapitan BBTS-u, który przed tygodniem wysoko postawił poprzeczkę Jastrzębskiemu Węglowi. – Wówczas graliśmy dużo lepiej i gdybyś utrzymali taką dyspozycję jak z Jastrzębiem, to w meczu z Resovią sięgnęlibyśmy po trzy punkty – dodaje Pilarz.
Na własne życzenie
Gra w piątkowym pojedynku bardziej wyrównała się od seta numer 3, choć początkowo przebiegała pod dyktando podopiecznych trenera Andrzeja Kowala. Zanosiło się, że spotkanie w hali pod Dębowcem zakończy się w trzech setach, ale kilka prostych błędów resoviaków (autowe ataki) sprawiło, że rywale złapali wiatr w żagle i wygrali tę partię. Jednak w kolejnej wicemistrzowie Polski nie dali już sobie wydrzeć kompletu punktów.
– W naszej sytuacji styl nie ma znaczenia i liczył się komplet punktów. To się udało zrealizować. Potrzebujemy pewności siebie, a nią dają zwycięstwa. Myślę więc, że ten mecz pomoże nam wrócić do swojej gry – mówił podczas pomeczowej konferencji prasowej trener Andrzej Kowal.
Za mało od siebie
Mocno zdegustowany postawą swojego zespołu był natomiast Piotr Gruszka. – Przez większość czasu walczyliśmy sami ze sobą i ze swoimi umiejętnościami – mówi szkoleniowiec BBTS-u. – Aż oczy mnie bolały, jak odbijaliśmy niektóre piłki. Żałuję, że nie zdobyliśmy punktów, ale niestety, jak się mało od siebie daje, to ciężko jest myśleć o czymkolwiek. Największy problem polega na tym, że Resovia nie zagrywała mocno. To jest przykre i to boli. Bo jeżeli oni „kopaliby” zagrywką, to rozumiem, ale zagrywali kierunkowo w zawodników, w których mieli serwować i to wystarczyło. My nie dogrywaliśmy piłki do siatki i to był nasz duży problem. Nic dziwnego, że musiało się to tak skończyć – stwierdza Piotr Gruszka.
BBTS Bielsko-Biała 1
ASSECO RESOVIA 3
(20:25, 20:25, 25:23, 23:25)
BBTS: Pilarz, Ferens 19, Polański 5, Gonzalez 17, Kapelus 11, Sobala oraz Dębiec (libero), Błoński, Neroj 1, Bućko 1, Buniak 1.
RESOVIA: Drzyzga 1, Penczew 10, Dryja 9, Schops 16, Ivović 18, Nowakowski 18 oraz Ignaczak (libero), Konarski 2, Tichacek, Holmes 1, Buszek.
Sędziowali: T. Lis i M. Kolendowski (obaj z Krakowa). Widzów: 2 tys. MVP meczu: Marko Ivović.
rm


