Najważniejszy jest komplet punktów

Fot. Paweł Bialic
Fot. Paweł Bialic

PLUSLIGA. Mistrzowie Polski nie bez problemów pokonali AZS Politechnikę.

Mistrzowie Polski zgodnie z planem zainkasowali komplet punktów. Grający bez dwóch podstawowych zawodników (kontuzjowani Maciej Pawliński i Dawid Gunia) i tylko z jednym rozgrywającym zespół z Warszawy napędził jednak nieco strachu ekipa Asseco Resovii.

– Cieszymy się z trzech punktów, bo nasza gra była bardzo chimeryczna, szczególnie w pierwszym secie – mówi szkoleniowiec resoviaków, Andrzej Kowal. Mimo że AZS Politechnika przegrała kolejny mecz z rzędu, w Rzeszowie pozostawiła po sobie dobre wrażenie. – Trudno to jakoś racjonalnie wytłumaczyć, ale mamy jakieś problemy z koncentracją w pojedynkach z teoretycznie słabszymi rywalami – mówi Łukasz Perłowski, środkowy Asseco Resovii. – Zupełnie inaczej to wygląda w meczach takich jak ten ostatni w Bełchatowie, gdzie ta adrenalina jest naturalna, a w innych spotkaniach musimy ją jakby wydobywać. Staramy się w każdym meczu grać jak najlepiej, ale różnie z tym bywa. Najważniejsze są trzy punkty – dodaje Perłowski, który już przed tygodniem w meczu w Bełchatowie pokazał, że jego forma idzie w górę.

Perłowski do kadry
W pojedynku z Politechniką środkowy Asseco Resovii zdobył 17 pkt, z czego aż 8 blokiem (na 11 pkt całego zespołu w tym elemencie) i miał 88 procentową skuteczność ataku. – Złapałem dużą pewność siebie i fajnie to wychodzi. Staram się pomagać na ile mogę, w Bełchatowie się nie udało ale teraz już było OK – mówi Perłowski. Jego dobrą grę zauważył ostatnio mistrz olimpijski Ryszard Bosek, który wytypował go nawet do reprezentacji Polski na przyszłoroczny mundial.

– Stąpam twardo po ziemi i nie myślę na razie o kadrze. Koncentruję się na grze w klubie. Nagrodą, jaką jest powołanie, to konsekwencja dobrej gry w sezonie ligowym, dlatego jak będzie wszystko układało się dobrze, będziemy wygrywali mecze i odnosili sukcesy, to zobaczymy, co później z tego wyniknie – stwierdza Perłowski, którego zespół dość niespodziewanie w pierwszym secie musiał uznać wyższość rywala. – Grali dobrze, mieli stabilne przyjęcie, a my nie robiliśmy im szkód zagrywką. Później to się już odwróciło na naszą korzyść i jak odrzuciliśmy ich od siatki to gra była zdecydowanie lepsza – opisuje środkowy mistrzów Polski.

Gontariu się przypomniał
– W każdym z setów walczyliśmy jak równy z równym – opisuje Marcin Nowak, środkowy Politechniki. – Musimy jeszcze poradzić sobie w takich momentach, gdy przeciwnik zdobywa seriami punkty, bo wówczas nasza gra się załamuje i nie jesteśmy już w stanie walczyć w końcówkach setów. Młodzi muszą zrozumieć, że nawet jak straci się 3-4 punkty, to nie oznacza to, że mamy się poddawać i oddać seta. My starsi w tym zespole jesteśmy od tego, żeby im przypominać, że walczy się do końca – mówi środowy AZS Politechniki, w szeregach której z jak najlepszej strony chciał się pokazać były zawodnik mistrzów Polski, Adrian Gontariu.

Rumuński atakujący w trakcie III seta zebrał prawdziwe owacje na stojąco od kibiców po tym, jak piłka po jego serwisie wylądowała… pod siatką na linii środkowej boiska. Po tym zagraniu z uśmiecham na ustach uniósł ręce niczym bokser w geście triumfu. Później jednak do śmiechu już mu nie było, a jego skuteczność ataku z seta na set była coraz niższa (38 proc.).

Asseco Resovia – AZS Politechnika Warszawska 3-1 (23:25, 25:14, 25:19, 25:20)

Resovia: Drzyzga, Veres 16, Perłowski 17, Schops 22, Achrem 11, Nowakowski 6 oraz Penczew (libero), Masłowski (libero), Konarski, Tichacek
AZS: Zatko 5, Szalpuk 15, Gontariu 11, Kolew 15, Smoiliński 2 oraz Olenderek (libero) Adamajtis 4, Kaczorowski, Potera, Sacharewicz 2.

Sędziowali A. Kuchna (Katowice) i W. Niemczura (Birówka). Widzów 4200. MVP meczu : Jochen Schops.

mj

Leave a Reply

Your email address will not be published.