Nakłaniają dzieci do rozbierania się przed kamerą!

Dla wielu młodych ludzi to ich nowe autorytety. Fot. YouTube
Dla wielu młodych ludzi to ich nowe autorytety. Fot. YouTube

KRAJ, PODKARPACIE. Bicie własnej matki i dziewczyny, wyzwiska, życzenia gwałtu – tak drastyczne sceny oglądają nasze dzieci w Internecie. Cwaniacy na takich filmikach zarabiają nawet 20 tys. zł miesięcznie.

Mówi się, że ich transmisje to już dno Internetu. Dlaczego? Bo nie mają oporów przed niczym. Wyzwiska pod adresem partnerki, rozbicie jej na głowie butelki czy nakłanianie niepełnoletnich do rozebrania się przed kamerą – to tylko kilka przykładów, tego do czego są zdolni się posunąć. A wszystko to na żywo i na oczach widzów… nawet najmłodszych. Kim są patostreamaerzy i jakim cudem na tym wszystkim zarabiają?

Sam stream to transmitowanie przekazu na żywo w Internecie. Jak nietrudno się domyślić, przedrostek „pato” świadczy o patologicznych treściach, które są prezentowane. Przykłady? Jeden z najbardziej popularnych patostreamerów – Gural, którego śledziło ponad 250 tysięcy osób wulgarnie namawiał niepełnoletnią do rozbierania się przed kamerką internetową wmawiając, że tylko on to widzi. W rzeczywistości stream był oglądany przez kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy osób. Gdy dziewczynka odmówiła, „gwiazdor” życzył jej, by została zgwałcona. Po tym zdarzeniu jego konto zostało zablokowane.

Gdy media nagłośniły sprawę, YouTube zaczął blokować kolejne konta. M.in. Rafonixa, którego śledziło ponad 500 widzów. Na swoich transmisjach wielokrotnie obrażał inne osoby, opowiadał o korzystaniu z usług prostytutek, kradzieżach czy braniu narkotyków. Jednym z jego widzów był nawet 4-letni chłopiec. Nauczył go wierszyka, w którym przeklinał, a na do widzenia pokazał Rafonixowi środkowy palec.

– „Fenomen” tego typu kanałów związany jest z kilkoma czynnikami, jak sądzę. Pierwszy to zwykła ciekawość świata obcego, egzotycznego dla wielu, po drugie, efekt działania „owocu zakazanego”. Po trzecie, na pewno kolejna internetowa moda – mówi dr Barbara Przywara, socjolog z WSIiZ. Dlaczego właśnie tacy ludzie przyciągają? – Przypomina to różnego rodzaju reality shows, jak choćby „Big Brother”, gdzie także wielu widzów śledziło różne przecież zachowania uczestników programu. Takie treści zawsze znajdują swoich fanów – część z nich na pewno odbiera to jako rodzaj zabawy, żartu, wyreżyserowanej rozrywki. Dla wielu jest ciekawość obcego świata – zauważa socjolog.

Kto za to płaci?
Znana była też para: Rafatus i jego dziewczyna Marlenka, którzy przyciągali widzów kłótniami, wyzwiskami, histerycznymi krzykami kobiety oraz biciem siebie nawzajem. Jak tłumaczyli w jednym z programów telewizyjnych, nikogo nie zmuszają do oglądania swoich streamów. Skoro jednak ludziom się to podobało, a oni mogli zarobić, to czemu nie skorzystać? Jak na tym zyskują? Otóż oglądając stream, można wspomóc „twórcę” i wysłać mu przelewem, SMS-em albo za pomocą serwisu PayPal określoną kwotę. Tzw. donejty, które wpłacają to zwykle 5, 10 zł, ale jeśli streamy ogląda średnio 5 tysięcy osób dziennie, a każdego dnia stu z nich wpłaci po 5 zł, to łatwo policzyć, że miesięcznie mogą zarobić nawet kilkanaście tysięcy złotych. Największe „gwiazdy” zyskują nawet więcej, co jeszcze bardziej nakręca ich do patologicznych zachowań. Wystarczy, że pobiją matkę, namówią ją do wypicia duszkiem butelki piwa, albo wyrzucą telewizor przez okno. Streamerzy często ustalają, że jeśli zbiorą daną kwotę, wykonają określone „zadanie”.

Kolejny aspekt to to, że najmłodsza widownia widzi w powyższych ludziach celebrytów, a nawet autorytety. – To co niebezpieczne, to fakt, że widzami są często dzieci, dla których te treści są kompletnie nieodpowiednie. Druga kwestia, to płacenie za niektóre streamy – dziś nawet dzieci mogą dokonywać płatności online, a mając średnią często orientację w wartości pieniądza mogą swoje oszczędności przeznaczać na tego typu „rozrywkę” w sieci. Myślę, że warto, aby rodzice mieli wiedzę o tym, co oglądają ich dzieci – warto z nimi o tym rozmawiać – podkreśla dr Przywara.

Wioletta Kruk

Leave a Reply

Your email address will not be published.