Narodowy Program Szczepień to największa porażka rządu

„Nie mamy szans na odporność populacyjną – stwierdził pod koniec tygodnia szef Rady Medycznej przy premierze, prof. Andrzej Horban. I szkoda, że tak późno to do niego dotarło. Gdyby to dotarło wcześniej, byłby jeszcze czas na podjęcie jakichś działań. Jakich? Nie wiem. Ale to nie ja doradzam premierowi i nie ja biorę za to pieniądze. Wiem tylko, że mamy jeden z najniższych w Europie poziom wyszczepienia społeczeństwa i to musi z czegoś wynikać. Trudno wszystko zwalić na antyszczepionkowców i ich abstrakcyjne i spiskowe teorie, bo oni działają nie tylko w Polsce. Problem wynikać może oczywiście, przynajmniej w jakiejś części, z braku kultury szczepień ochronnych wśród dorosłych, bo tej u nas nigdy nie było (na grypę co roku szczepiło się tylko
3 – 4 proc. mieszkańców). Pod uwagę należałoby wziąć także bierność dużej części Polaków 20 – 30 proc. w sferze życia publicznego. To osoby, które nie głosują, nie biorą udziału w życiu publicznym, nie czytają gazet, nawet nie oglądają telewizji. A jak nie czytają i nie oglądają, to jak mają do nich trafić apele polityków czy największych ekspertów, przekazywane podczas konferencji prasowych? Wśród nich jest właśnie gros osób nieszczepiących się na zasadzie „nie, bo nie”. Tymczasem znakomita większość z nich nie jest całkowicie wykluczona. Na pewno robią zakupy w aptekach. Chodzą, częściej lub rzadziej, do przychodni. Ba – wychodzą na ulice. Dlaczego więc tam nie mają szans spotkać się z przejrzystą, czytelną i trafiającą w sedno informacją na temat szczepień? Dlaczego materiały informacyjne na temat COVID-19 i szczepień przeciw COVID-19 nie czekają na obywateli w każdej przychodni, aptece, urzędzie, w sklepach wielkopowierzchniowych czy wreszcie w kościołach? Może tą drogą apele trafiłyby prędzej i celniej. Tego pewnie się już nie dowiemy, bo czwarta fala trochę się opóźnia i być może (oby!) nie będzie tak śmiertelna jak dwie poprzednie. A wtedy nikogo już nie uda się namówić na szczepienie. Szansą na wybrnięcie z impasu byłoby może jeszcze testowanie. Testy wykrywałyby osoby zakażone, a bezobjawowe, które chodząc (nie mają przecież kwarantanny) roznoszą wirusa i wcześniej czy później trafią na osobę, która może nie tylko trafić do szpitala, ale nawet umrzeć. Szkopuł w tym, że my również mało testujemy. Średnio ok. 40 tys. dziennie, czyli prawie nic. Na tle innych krajów wyglądamy niezwykle blado. W przeliczeniu na milion mieszkańców wyprzedzają nas nawet Rumunia i Słowacja. I w tym temacie też raczej nic się nie zmieni. Chyba że czwarta fala jednak zaatakuje, a szpitale zapełnią się chorymi. Wtedy być może powróci strach przed zachorowaniem. Zacznie się testowanie i szczepienie. Na zabezpieczenie się będzie już jednak za późno. Chyba, że przed piątą falą, wiosenną.

Redaktor Anna Moraniec

7 Responses to "Narodowy Program Szczepień to największa porażka rządu"

Leave a Reply

Your email address will not be published.