Nasi tam byli?

Zagorzały węgierski homofob, a jednocześnie przykładny mąż i ojciec
– József Szájer – jeden z założycieli Fideszu oraz architekt węgierskiego autorytaryzmu, brał udział w gejowskiej orgii w Brukseli. Impreza odbywała się w piątkowy wieczór w centrum miasta i była na tyle huczna, że sąsiedzi wezwali policję. Wśród 25 osób, które nie zachowywały zasad reżimu sanitarnego, miało tam przebywać również dwóch innych dyplomatów: O.D. (ur. w 1977 r.) i B.P. (ur. w 1987 r.). Jak podają źródła Uny Hadari, dziennikarki „Politico” – byli to Polacy. Obaj zasłonili się immunitetem dyplomatycznym i poza heheszkami o zacieśnianiu relacji polsko-węgierskich – nic więcej nie zostało ujawnione.

Jak się później okazało, organizator spotkania David Manzheley planował orgię na 10 osób, ale okazało się, że zaproszeni goście przyprowadzili osoby towarzyszące i sytuacja wymknęła się spod kontroli. „Policjanci byli bardzo nieuprzejmi, obrażali nas. Od razu zażądali od nas dokumentów tożsamości. Tylko jak mogliśmy natychmiast je okazać skoro nikt nawet nie miał na sobie majtek?”- skarżył się później Manzheley.

József Szájer salwował się ucieczką po rynnie, niestety przechodnie wydali go policji i na nic się zdały tłumaczenia, że nie ma przy sobie dokumentów i tylko tamtędy przechodził.
Węgierski polityk zrezygnował z funkcji deputowanego do Parlamentu Europejskiego jeszcze przed ujawnieniem skandalu. Wcześniej był europarlamentarzystą nieprzerwanie od 2004 roku.

I tak jak niewiele mnie obchodzi kto z kim sypia i w jakiej konfiguracji – o ile wszystkie osoby są pełnoletnie i wyrażają taką wolę – to w tym przypadku nachodzi mnie pewien dysonans poznawczy. Szájer był jednym z autorów homofobicznej poprawki do konstytucji Węgier z 2012 roku – która miała odtąd stać na straży rodziny i jej świętości.

„Nie chciałbym dokładać się do nagonki. Dużo mogą Państwo znaleźć o nim w sieci. Ale to prawda, że domagał się zdecydowanej polityki państwa wobec LGBT, mówiono o tym, że pisano konstytucję (konserwatywną przecież) na jego tablecie. To jeden z inżynierów Fideszu w 2010” – tak na Twitterze komentuje politolog Dominik Héjj.

A teraz ucieka z gejowskiej orgii po rynnie, z narkotykami w plecaku, porzucając w środku dwóch bratanków z Polski? Jak to wytłumaczyć? Może tak samo, jak polskich biskupów, którzy zamiast głosić Ewangelię, z powagą głoszą „tęczową zarazę”. Nie zastanawia Was ta fiksacja na osobach LGBT? Wydawało mi się, że w Kościele katolickim nadal aktualna jest wiara w jednego Boga i że mamy kochać bliźniego swego jak siebie samego. Czemu więc tak mało o miłości Boga i bliźniego, a tak gorliwie o tych strasznych gejach?

Na koniec jeszcze pierwsza reakcja TVP Info: „Sex-party w Brukseli. Wśród zatrzymanych nie ma Polaków.” No cóż – Polaków również nie ma aktualnie wśród ofiar bombardowania w syryjskim Idlib ani też między topielcami wyłowionymi po katastrofie łodzi na Morzu Śródziemnym. Dlaczego więc to ważne, żeby zaznaczyć że nie było ich również na imprezie w Brukseli?
Godzinę później sprostowanie: „Tam byli też Polacy”.

Redaktor naczelny Super Nowości Jakub Karyś

21 Responses to "Nasi tam byli?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.