
RZESZÓW. Właściciel pit bulla, który zaatakował strażnika miejskiego, trafił do aresztu tymczasowego. Pies… wrócił do domu.
Niedawno opisywaliśmy Państwu sprawę ataku psa rasy pit bull terrier na strażnika miejskiego, do którego doszło kilka dni temu na osiedlu Zalesie. Nie tylko funkcjonariusz straży miejskiej został zaatakowany przez zwierzę. Trzy lata temu ten sam pies rzucił się i dotkliwie pogryzł kobietę. – Czy musi dojść do tragedii, żeby zwierze zostało w końcu odebrane właścicielowi, skoro ten nie potrafi się nim właściwie zająć? – z takim pytaniem dzwonili do naszej redakcji zbulwersowani sprawą Czytelnicy. – Następną ofiarą może być dziecko. I może nie skończyć się tylko na poszarpanej nodze czy ręce…
Do ostatniego ataku doszło w środę, 12 kwietnia. Strażnicy miejscy zostali wezwani na os. Zalesie przez mieszkańca, którego zdenerwowała nielegalna wycinka drzew na miejskim terenie. Gdy na miejsce przyjechało dwóch strażników, okazało się, że drzewo, owszem, było ścinane, ale nie było już osób za to odpowiedzialnych. Mężczyzna, który dzwonił z interwencją, miał zacząć krzyczeć do funkcjonariuszy, że nie zareagowali szybko na jego zgłoszenie i poszczuć ich swoim psem. Miał być pod wpływem alkoholu. 57-letni strażnik miejski został dotkliwie pogryziony w przedramiona i uda. Trafił do szpitala. To nie jedyny tego typu incydent. W styczniu 2014 r. dotkliwie pogryziona przez psa została inna mieszkanka Rzeszowa. Właściciel psa spacerował z nim bez kagańca. Mężczyzna był pijany. Sprawa trafiła do prokuratury, właściciel czworonoga dobrowolnie poddał się karze, a pit bull wówczas z nim pozostał.
Dlaczego pies nie został odebrany właścicielom?
– Co jeszcze musi się wydarzyć, żeby ktoś w końcu zadecydował, żeby zabrać psa temu człowiekowi? – bulwersuje się pani Bożena z Rzeszowa, która zadzwoniła do naszej redakcji. – Przecież jak ktoś posiada pozwolenie na broń i umyślnie postrzeli z niej kogoś, broń jest mu natychmiast odbierana. Tutaj pies zaatakował raz, zaatakował drugi i jak dalej pozostanie z właścicielem, to jaką mamy pewność, że nie zaatakuje znowu? Na przykład dziecka? I go nie zagryzie? Tak przecież nie można tego zostawić i prawdę mówiąc nie winię tu wcale psa, a właściciela, który nie potrafi się nim zająć, szczególnie gdy posiada psa takiej rasy.
Sprawą pogryzienia zajęła się Prokuratura Rejonowa w Rzeszowie. Właściciel czworonoga najbliższy miesiąc spędzi w areszcie tymczasowym, usłyszał zarzuty. Pies na dobę trafił do rzeszowskiego schroniska „Kundelek”. – 9-letnia suczka trafiła do nas na kwarantannę. Była mocno zestresowana, bardzo spokojna, wylękniała i posiniaczona. Nie była w ogóle agresywna w stosunku do naszych pracowników – mówi Halina Derwisz, kierownik schroniska. – Właścicielka zgłosiła się po odbiór psa i ten został jej oddany.
Teraz kwestia ewentualnego odebrania czworonoga właścicielom leży w gestii sądu. Pies mógł zostać odebrany po odbyciu kwarantanny, bo nie wpłynęło żadne pismo z prokuratury ani z policji, które wstrzymałoby oddanie zwierzęcia właścicielowi. Zgodnie z procedurami, zwierzę wróciło więc do domu.
Katarzyna Szczyrek



26 Responses to "Następnym razem może zagryźć kogoś na śmierć"