
STALOWA WOLA. Andrzej Gondek (38 l.), kiedyś koszykarz Stali Stalowa Wola, dziś prywatny przedsiębiorca, na początku kwietnia rozpocznie ekstremelny marsz przez najbardziej znaną pustynię świata.
Jako jeden z dwóch Polaków będzie walczył z piachem, zmęczeniem i wysokimi temperaturami na trasie Maratonu Piasków. Marathon des Sables, który w tym roku będzie miał 28. edycję, jest uważany za największe wyzwanie dla wyczynowców. 5 kwietnia, gdzieś na Sacharze – miejsce startu jest jeszcze tajemnicą – stanie 1056 śmiałków z 45. krajów świata. Przed nimi będzie 260 km trasy, podzielone na etapy. Najdłuższy będzie miał 80 km. Każdy z idących będzie niósł na plecach cały swój dobytek, głównie żywność. Organizatorzy zapewniają tylko opiekę medyczną i kilka litrów wody dziennie.
Żaden ze startujących nie myśli o nagrodzie, która w sumie i tak jest symboliczna. Największą satysfakcją jest przejście, honorem jak najwyższa lokata. – Jestem debiutantem na tej imprezie i pokora nakazuje mi myśleć tylko o dotarciu do mety – mówi urodzony w Stalowej Woli maratończyk. – Koszulka finishera wynagrodzi mi wszystkie poświęcenia. Koledzy jednak wmawiają mi, że mam szanse na miejsce w pierwszej połowie, a może gdzieś wyżej. Chcę więc iść z przodu i walczyć z wynikami, a przynajmniej je kontrolować.
Marokański supermaraton zakończy się 13 kwietnia. Gondek idąc przez piaski Sahary będzie zbierał pieniądze dla podopiecznych stalowowolskiego Ośrodka Rehabilitacji Dzieci i Młodzieży „Szansa”.
jam


