
STALOWA WOLA. W tytule nie ma żadnej przesady. Na Baja Carpathia przyjeżdżają kierowcy startujący w najtrudniejszym rajdzie świata i pretendenci do wyjazdu na pustynie.
Potwierdzał to kiedyś w rozmowie z „SN” Adam Małysz, którego w tym roku na starcie zabrakło. W tym roku przyjechało aż 83 kierowców ze swoimi ekipami, kuszonych odcinkami specjalnymi na bezdrożach poligonu wojskowego między Bojanowem i Nową Dębą oraz jednym w Stalowej Woli. W sobotę na nadsańskie błonia, gdzie odbywała się jazda na czas, nie sposób było dojechać. Ryczały konie mechaniczne motocykli, quadów i różnych czterokołowych terenówek. Po raz pierwszy na starcie w Stalowej Woli miały stanąć samochody ciężarowe – wtedy to już byłby półDakar – ale są one u nas jeszcze rzadkością i trudno byłoby zorganizować dla nich odrębną kategorię.
Wśród zawodników była prawie cała krajowa czołówka, a do tego Czesi, Węgrzy, a nawet Francuzi i Duńczycy. Faworytem był Miroslav Zapletal, Czech jadący z polskim pilotem Bartoszem Momotem. Wygrywał już w poprzednich latach Carpathię i żeby tacy, jak on nie jechali na pamięć, w tym roku trasa odcinków poligonowych została zmieniona.
jam


