Nasze dzieci przebierają się w kościotrupy

Piotr SamolewiczGdzie nie spojrzeć, tam na człowieka spozierają wydrążone dynie. Na pierwszy rzut oka niewinne, nawet zabawne, ale gdy w nocy zostaną zaświecone, mogą przestraszyć wykrzywionymi grymasami. Bo właśnie nadchodzi Halloween! 

Nie przepadam za tym dniem, bo to pogańskie święto wykorzystywane przez przemysł do podtrzymywania masowej konsumpcji. Halloween nie niesie niczego wartościowego, tylko zabawę, która wymazuje ze świadomości jej uczestników, że świat jest na prawdę podwójny, składa się i z dobra, i zła. Jest materialny i duchowy i często przeraża.

Szaleństwo na punkcie Halloween rozkręca się do tego stopnia, że w sklepach można kupić zestawy czarodziejskie i wampiryczne dla dzieci. Nasze dzieci nie przebierają się już w krasnale, ale w czarnoksiężników albo w kościotrupy. Brrr.

Skoro Halloween, to trochę postraszę. Ta zabawa może się stać przesłanką do fascynacji ciemną stroną życia. Gdyby ciemne motywy z duchami, demonami, zombie, wampirami, czarownicami, trupimi czaszkami były obojętne i bez znaczenia, to filmowcy i producenci gadżetów uparcie by do nich nie wracali. A wracają.

Horror nie jest moim najważniejszym gatunkiem filmowym, ale są horrory, które warto oglądać, bo można w nich znaleźć nawet podłoże religijne. Do takich horrorów na pewno należy „Egzorcysta” Friedkina, przerażający film, który powstał na faktach, czy też subtelny „Szósty zmysł” Shyamalana. Oba filmy pokazują, że istnieje inny świat od tego widzialnego.

Lubię też horror Bernarda Rose’a „Candyman”. Nie dlatego, że występuje w nim aktorka o urodzie polskiej hrabianki (Virgina Madsen) czy też dlatego, że jego bohaterowie podczas intelektualnych dyskusji tak cudownie kopcą papierosy, ale dlatego, że pokazuje, jak cienka granica dzieli ludzi od niebezpiecznego świata duchów. Candyman to upiór czarnego mężczyzny żyjącego w XIX wieku, który hakiem zamiast prawej ręki mści się za to, że został skrzywdzony przez białego człowieka. Wystarczy pięć razy wypowiedzieć jego imię patrząc się w lustro, a zjawia się dysząc za plecami. Większość filmowych postaci kończy na czwartym razie, nie przekracza krytycznej granicy. Z wyjątkiem głównej bohaterki, etnolożki badającej legendę o Candymanie. Jej życie zamienia się w koszmar.

Piotr Samolewicz

6 Responses to "Nasze dzieci przebierają się w kościotrupy"