Nauczyciele i rodzice nie mają złudzeń: – To się nie uda!

Komputer nie jest już zabawką, ale narzędziem do nauki.

PODKARPACIE. Minister Edukacji Narodowej każe realizować nowy materiał i wystawiać oceny…

„18 marca poczuliśmy się jak Robert Lewandowski, który w połowie meczu o Puchar Świata dostaje tyczkę i polecenie wykonania skoku na Olimpiadzie” – pisze otwarcie dyrektor jednej ze szkoły. Nauczyciele, rodzice, a przede wszystkim uczniowie będą jednak musieli odnaleźć się w tej rzeczywistości. Szkoły pozostają bowiem zamknięte aż do 14 kwietnia.

– Podjęliśmy decyzję o wstrzymaniu lekcji do świąt wielkanocnych. To trudna, ale ważna decyzja, by nie doszło do szerokiego rozpowszechnienia się koronawirusa – poinformował w piątek premier Mateusz Morawiecki. Z kolei szef MEN przyznał, że do tej pory brakowało narzędzi do prowadzenia zdalnego nauczania. Według ministra, dziś takie kształcenie odbywa się w 92 proc. szkół. O ile do tej pory skupiano się na powtórkach, teraz nauczyciele będą realizować podstawę programową oraz wystawiać uczniom wiążące oceny.

– Co w sytuacji, kiedy uczniowie nie mają komputera, albo brakuje dostępu do szybkiego Internetu? Co jeśli w domu jest jeden laptop, troje dzieci i dwoje rodziców, którzy pracują zdalnie? Jest jeszcze kwestia oceniania. Nie ma żadnego sposobu na zweryfikowanie samodzielności pracy. To jest wszystko nierealne – ocenia nauczycielka jednej z rzeszowskich podstawówek.

Rodzice mają dość

Jak kształcenie wygląda dziś? – Oboje z mężem pracujemy. On w tym trudnym czasie – po 12 godzin. A musimy jeszcze pomóc naszym synom: 10- i 12-letniemu. Każdy z nauczycieli ma swój sposób komunikacji i przekazywania materiałów. Gubię się w tych wszystkich platformach, linkach, mailach czy stronach. Często nie mam pojęcia, dla którego dziecka jest przysłane zadanie, bo nie ma takiej informacji. Codziennie dostaję po kilka e-maili z różnymi zadaniami, informacjami i każdego dnia drukuję to dzieciom – opowiada pani Katarzyna z Rzeszowa. To ich przytłacza. Są zestresowani. Jeszcze nie zdążą wykonać jednego zadania, a już dostają kolejne.

Pani Izabela ma 13-letnią córkę oraz 9-latka. – Jeśli nie usiądę nad 9-latkiem, to sam niewiele zrobi. Córę też muszę przypilnować, sprawdzić, co zrobiła. Niby ich nauczyciele nie zasypują pracami, ale i tak zajmuje to pół dnia – nie kryje matka.

Sfrustrowanych rodziców jest wielu. – Mój syn jest w 8 klasie. Oprócz zadań od nauczycieli musi codziennie rozwiązywać testy ze strony przygotowujące do egzaminów końcowych. Zdarza się, że muszę mu pomóc, nie mówiąc o tym, że bez wyraźnego polecenia nie usiądzie do lekcji – opowiada Marta z Łańcuta. Córka w 4 klasie kompletnie nie radzi sobie sama z zadaniami, które dostaje, więc spędzają nad nimi z mamą po kilka godzin dzienne. Z kolei najmłodszej pani Marta drukuje polecenia lub przepisuje je do zeszytu. – Ktoś musi jeszcze zrobić obiad i posprzątać dom. Tak nie da się funkcjonować! Gdyby za to wyrzucić z podstawy programowej  niepotrzebne treści, można by z powodzeniem zakończyć rok szkolny dziś. Świat się nie zawali z powodu szkoły, bo wali się realnie! – kwituje.

Nauczyciele jak dzieci we mgle

W szkołach tuż po zawieszeniu zajęć robiono wszystko, by nawiązać z uczniami kontakt. Korzystano z dziennika elektronicznego, poczty elektronicznej, aplikację Messenger, programu Office 365.- Staramy się nie dać zwariować i nie przeciążać uczniów. Zajmujemy się głównie powtarzaniem materiału, żeby młodzież nie marnowała czasu – mówił jeszcze w ubiegły piątek Marian Pietryka, dyrektor IX LO w Rzeszowie. Jak w praktyce wygląda nauka na odległość. – W jednym przypadku udaje się lepiej, w innym gorzej. W obecnej sytuacji nauka jest rzeczą wtórną. Nie chcę też, aby uczniowie siedzieli przed komputerem po 12 godzin dziennie – zapewnia dyr. IX LO.

Dziś nauczycieli czeka to, czego najbardziej się obawiali – dalsza praca online, do tego z nowym materiałem. – Resort pracuje nad tym, jak to rozwiązać, ale nie ukrywam, że mam krytyczny stosunek do tego, co się dzieje. Nie może być tak, że minister siada i na kolanie pisze wszystkie ustawy. Mamy uczyć zdalnie, ale to nie jest łatwe. Nie ma do tego sprzętu, nie ma odpowiedniego przygotowania. Sami staramy się robić, co możemy i stale udoskonalać nasz system, żeby to się udało – podkreśla dyr. Marian Pietryka.

Dyrektorzy proszą o wyrozumiałość. Oto fragment listu, jaki do nas dotarł, od jednego z nich: “To nie pierwszy raz, kiedy trzeba przezwyciężać nieoczekiwane przeszkody. Razem przeżyliśmy reformę oświaty, strajk nauczycieli i tzw. podwójny rocznik kandydatów do liceów i techników. Na początku zawsze były obawy, czasem bunt lub niepewność.  Cokolwiek będzie, poradzimy sobie z tym wspólnymi siłami. My nauczyciele, którzy również jesteśmy rodzicami, małżonkami czy dziećmi swoich schorowanych rodziców, rozumiemy Państwa i robimy wszystko, aby nie zawieść Państwa zaufania“. Trudno im odnaleźć się w nieoczekiwanej rzeczywistości. “18 marca poczuliśmy się jak Robert Lewandowski, który w połowie meczu o Puchar Świata dostaje tyczkę i polecenie wykonania skoku na Olimpiadzie Lekkoatletycznej… Chwilowo poddaliśmy się panice, ponieważ nie chcemy sprawić Państwu zawodu i stracić Państwa sympatii i zaufania. Z tego powodu błądząc jak dziecko we mgle, każdy z nas chciał dać uczniom narzędzie do samodzielnej pracy, którego sam nie otrzymał.“

XIX-wieczny system edukacji

Nauczyciele przekonują, że praca zdalna w domu i siedzenie przed laptopem zajmuje  więcej czasu niż prowadzenie lekcji w szkole. – Osobiście ograniczam się do minimum z materiałem – powtórek z tego, co już zrobione, ale to też wymaga sprawdzenia. Wiem,że niektórzy zrzucają teraz wszystko na rodziców. Jesteśmy rozliczani z tego kto, co, i ile zrobił, a koledzy za bardzo się tym przejęli – tłumaczy nauczycielka historii jednej ze szkół średnich w Rzeszowie.

– Ja do tej pory wysyłałam uczniom zadania, ale mój przedmiot nie jest egzaminacyjny, więc nie czułam takiej presji – mówi nauczycielka ze szkoły podstawowej. Od poniedziałku chce nagrywać filmy, bo to najlepszy sposób na realizację nowego materiału. – Kolega z pracy przygotował lekcję na YouTube, taką o jakiej pewnie marzą rodzice. Z prezentacją, filmem, który chciał pokazać w trakcie. Do tego w tle sam wszystko omawiał. Nie jest informatykiem. Zajęło mu to ponad 10 godzin – podkreśla nasza rozmówczyni. Inny jedzie dziś kupić laptopa, żeby móc w ogóle pracować. Jak wygląda lekcja na żywo z 28 uczniami? – Jeśli dobrze pójdzie połowie dzieciaków uda się zalogować. Po czym Kasia coś naciska i ją „wyrzuca“. Antkowi zawiesza się strona, a nauczyciel mieszka na wsi i modli się, żeby dotrwać do końca, bo Internet ledwo zipie. Tak wygląda rzeczywistość. I nie jest to wina nauczyciela, rodzica, ani ucznia – zauważa. – Nasz system edukacji jest w XIX w., tymczasem z dnia na dzień chce się go przenieść do XXI.

Wszyscy starają się znaleźć odpowiednie form zdalnej pracy, tak aby młodzież nie straciła tego czasu. Belfrowie podkreślają, że dzieci, które uczą, traktują jak własne: “Bardzo nam brakuje ich śmiechu, wyścigów do stołówki, czasem przepychanek słownych czy po prostu zwykłego: „Dzień dobry”. Szkoła bez uczniów to pusta, bezduszna, betonowa bryła“.

Wioletta Kruk

16 Responses to "Nauczyciele i rodzice nie mają złudzeń: – To się nie uda!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.