Nauczyciele popierają pomysł masowego L4

– Nauczyciele chętnie przystępują do ankiet. Co zaskakujące, najwięcej opowiada się za zwolnieniami lekarskimi w czasie egzaminów i matur – zauważa Stanisław Kłak, prezes podkarpackiego ZNP. Fot. Paweł Dubiel

PODKARPACIE, KRAJ. Pracownicy oświaty nadal nie otrzymali satysfakcjonujących podwyżek, dlatego planują kolejne formy protestu.

Nauczyciele wypowiedzieli się na temat możliwej formy protestu. ZNP ma na razie wstępne dane z 18 oddziałów na 134, ale wyniki nie pozostawiają złudzeń. Za akcją podobną do przeprowadzonej przez policjantów – branie zwolnień lekarskich w okresie egzaminów i matur opowiedziało się 39,3 proc. Akcję polegającą na nieprzystąpieniu do sprawdzania egzaminów i matur popiera 13,5 proc., natomiast strajk ogólnopolski 28,3 proc.

Nauczyciele nadal nie otrzymali satysfakcjonujących podwyżek, dlatego planują kolejne formy protestu. Co z egzaminami, jeżeli będą wtedy na zwolnieniach? Czy odbędą się w innym terminie? – Trudno mi powiedzieć, jak by to wyglądało, bo to pierwsza taka sytuacja. Jeśli będzie później ogłoszony nowy egzamin, powtórzymy akcje. Do skutku – deklaruje Stanisław Kłak, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego na Podkarpaciu.

Według ostatnich informacji udostępnionych przez MEN, rok szkolny 2018/2019 to większa liczba przedszkoli, większa subwencja, podwyżki, a także więcej etatów. Nauczyciele nie dostrzegają jednak tego sukcesu. – Jeżeli chodzi o subwencję oświatową, to nic się nie zwiększyło. Samorządom brakuje na wiele zadań, które są wprowadzone do gmin. Gdyby miały te pieniądze, mogłyby podwyższyć wynagrodzenia pracownicze, a nie podwyższają – mówi Stanisław Kłak.

Wyjaśnia też, skąd wzrost zatrudnienia – To jest manipulowanie danymi. W tamtym roku w SIO liczba nauczycieli na Podkarpaciu wzrosła o 966 nauczycieli. Tylko że 2056 nauczycieli było na urlopach dla poratowania zdrowia, urlopach rodzicielskich, czy zwolnieniach lekarskich. Na to miejsce trzeba było zatrudnić na zastępstwo 2056 nauczycieli – zauważą. Jeśli teraz od tej liczby odejmiemy 966, okaże się że ubyło 1116 nauczycieli. Ci, którzy są na zwolnieniach w systemie widnieją jako zatrudnieni, ale za nich ktoś musi wykonywać pracę. To powoduje, że liczba nauczycieli wzrosła.

Nauczyciele sami finansują podwyżki?
W tym roku zgodnie z tzw. rozporządzeniem płacowym MEN od 1 kwietnia stawki minimalnego wynagrodzenia zasadniczego wzrosły o 5,35 proc. Realnie na rękę stażysta dostał – 86 zł, nauczyciel kontraktowy – 87 zł,  mianowany – 99 zł, a dyplomowany – 117 zł. ZNP zauważa, że podwyżki dla nauczycieli zostały w pewnej części sfinansowane przez… samych nauczycieli pieniędzy, które im zabrano. – Ministerstwo zaoszczędziło na odebranym zasiłku na zagospodarowanie, wydłużonym stażu, czy na dodatku mieszkaniowym. Z tego płac została sfinansowana część podwyżek. Pani minister to potwierdziła – podkreśla prezes Kłak. – Jeżeli teraz odbierze się nam dodatki uzupełniające, automatycznie będziemy mieć dodatkowe finansowanie płac. Jakie więc pieniądze daje ministerstwo na podwyżki? Symboliczne – nie ma złudzeń prezes ZNP.

Pracownicy oświaty domagają się  podwyżek na poziomie 1000 zł. W przeciwnym wypadku nie zawahają się zaostrzyć działań.

Wioletta Kruk

4 Responses to "Nauczyciele popierają pomysł masowego L4"

Leave a Reply

Your email address will not be published.