
– oburza się StanisŁaw KŁak, prezes ZNP na Podkarpaciu. Fot. archiwum
Minister Przemysław Czarnek od kilku dni mówi w wywiadach o miliardach złotych na podwyżki dla nauczycieli. Związek Nauczycielstwa Polskiego postanowił to sprawdzić, analizując projekt przyszłorocznego budżetu. „Zapowiedzi szefa MEiN nie potwierdzają się. Nie ma tych pieniędzy w przyszłorocznej subwencji oświatowej” – poinformowali związkowcy.
W projekcie ustawy budżetowej na rok 2022 kwota bazowa dla nauczycieli jest taka sama, jak ta obowiązująca od 1 września 2020 r. i wynosi 3 tys. 537,80 zł. „Oznacza to brak zabezpieczenia środków finansowych w budżecie państwa na rok 2022 na podwyżki dla nauczycieli. Oznacza to także zdecydowany spadek siły nabywczej wynagrodzeń nauczycielskich z powodu wysokiej inflacji wynoszącej 5,4 proc. Wniosek z tego taki, że przyszłoroczna subwencja nie zabezpiecza nawet utrzymania siły nabywczej wynagrodzeń nauczycieli w roku 2022” – komentuje ZNP.
Część oświatowa subwencji ogólnej dla jednostek samorządu terytorialnego zaplanowana na rok 2022 jest o 2,6 proc. wyższa od tegorocznej subwencji. Zdaniem związkowców, również nie zabezpiecza prawidłowej realizacji zadań edukacyjnych przez samorządy, biorąc pod uwagę choćby konieczność zabezpieczenia szkół w czasie pandemii czy dodatkowych zadań nauczycieli związanych z nadrabianiem zaległości.
– Z projektu przyszłorocznego budżetu wynika, że w subwencji oświatowej nie ma pieniędzy na podwyżki dla nauczycieli. Domniemywam, że część zostanie wygospodarowana w związku ze zwiększeniem pensum. Doprowadzi to do niesnasek między nauczycielami – przewiduje Stanisław Kłak, prezes ZNP na Podkarpaciu. Powód? – Wszyscy nauczyciele mają mieć pensum podwyższone o 2 godziny, a prowadzący zajęcia mniej wymagające jak: muzyka, plastyka czy wychowanie fizyczne – o dodatkowe 2 godziny. To nie uspokoi sytuacji – nie ma złudzeń.
A z brakiem belfrów mierzy się coraz więcej szkół. – Również na Podkarpaciu pracownicy uciekają i wielu dyrektorów ma problemy z zatrudnieniem. I sięgają po emerytów. W jednej z gmin powiatu przemyskiego nauczyciel, który nigdy nie uczył chemii, będzie prowadził lekcje z tego przedmiotu. Przez lata nie uczył, a podstawa programowa się zmieniała. Inny przykład – pani pracowała w ubezpieczeniach. Nigdy nie uczyła. Nagle ściąga się ją do szkoły i daje ponad 20 godzin – opowiada Stanisław Kłak.
Prognozuje, że jeżeli tak dalej pójdzie i nie będzie podwyżek, z zawodu odejdzie jeszcze więcej osób. Choć zdaje się, że i o tym myślą rządzący. – To, że pracownicy w części sami sfinansują sobie podwyżki, to żadna nowość. Ale jeśli zwiększy się pensum, możliwe, że niektórzy zostaną wyrzuceni na bruk – twierdzi prezes podkarpackiego ZNP.
Nastoje wśród belfrów nie są optymistyczne, jednak nie zanosi się na to, by kolejny raz odeszli od tablicy. – Będziemy prowadzić konsultacje, ale nie ma chęci wyjazdu na manifestację – przyznaje Stanisław Kłak. Gdyby ruszyła cała budżetówka i wszystkie związki w oświacie zdecydowały się na wspólny protest, miałoby to sens.
wk



5 Responses to "Nauczyciele sfinansują własne podwyżki?"