Minister edukacji narodowej Joanna Kluzik-Rostkowska wymyśliła sobie wizję rządowego podręcznika i – co zdziwiło wielu – udało się ją zrealizować. Z jakim skutkiem? Z takim, że „Nasz Elementarz” jest w szkołach, ale na tym kończy się prostota, z jaką MEN próbowało wprowadzić książeczki.
„Dyrektor zamknął książki w bibliotece, a rodzicom każe drukować pojedyncze strony dla dzieci w domu”, „Straszono mnie, że jak córeczka zniszczy elementarz, to będę musiała płacić 2 tys. zł kary, dlatego będziemy korzystać z innych książek”, „Nauczyciele każą nam się składać po 50 zł na dodatkowe książki, bo twierdzą, że te nie nauczą naszych dzieci czytać, pisać i liczyć” – mówią rodzice pierwszoklasistów, którzy we wrześniu mieli odetchnąć od wydawania kilkuset złotych na podręczniki. Ani oddechu, ani spokoju nie mają.
Nauczyciele i „inni fachowcy” kwestionują poziom „Naszego Elementarza”. Jedni twierdzą, że książka jest zbyt prosta i cofnie dzieci w rozwoju, inni, że za dużo wymaga się od biednych sześcioletnich dzieciaków, które nadal chcą bawić się klockami i lalkami. Czy nauczenie dzieci literek i cyferek jest aż tak skomplikowane, że trzeba do tego drogich podręczników, zestawów ćwiczeń i nie wiadomo jakich jeszcze pomocy naukowych? Przecież to nie książka ma nauczyć dzieci pisać, czytać i liczyć. Od tego są ludzie.
Drodzy Nauczyciele, pamiętacie, jak uczyliście nas, pokolenie dzisiejszych 20- i 30-latków? Mieliśmy wtedy jedną książeczkę i zeszyt w cienkie linie. Pisania uczyliście nas Wy, a nie książki i zestawy ćwiczeń. Jesteście tak dobrze wykształceni, że nie powinniście mieć problemu z przekazaniem dziecku alfabetu i pokazaniem, jak ładnie pisać literki. Myślę, że taki krótki powrót o 20 lat wstecz przypomni Wam, jaką mieliście wtedy siłę. Mieliście zapał i głowy pełne pomysłów na zabawę i ćwiczenia, dzięki którym szybko nauczyliśmy się pisać, czytać i liczyć. Nie potrzebowaliśmy do tego stosu ćwiczeń… Wy też nie potrzebowaliście.
Blanka Szlachcińska



2 Responses to "Nauka literek i cyferek przerasta nauczycieli?"