
RZESZÓW, PODKARPACIE. Wstydliwe choroby wróciły, bo nie przywiązujemy do nich wagi.
Z każdym rokiem diagnozowane jest coraz więcej przypadków kiły. W 2016 r. Państwowy Zakład Higieny odnotował 1593 przypadki, o 255 więcej niż w 2015 roku. Przybywa też innych chorób przenoszonych droga płciową.
Niepokoją także dane dotyczące dzieci z wrodzoną kiłą. W zeszłym roku na świat przyszło szesnaścioro noworodków z syfilisem. O cztery więcej niż w 2015 r. – Ginekolodzy powinni zlecać badanie odczynu Wassermana dwukrotnie, w pierwszym trymestrze i pod koniec ciąży. I myślę, że w większości przypadków to robią. Ja spotkałem się tylko z jednym przypadkiem ciężarnej zarażonej kiłą, i z tego co pamiętam, dziecko urodziło się nieobciążone – mówi dr n. med. Bogdan Ostrowski, ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego w Szpitalu Miejskim w Rzeszowie.
Dlaczego nie zgłaszamy się do lekarza?
W pierwszym stadium zarażenia kiłą chorobę łatwo pomylić ze zwykłą alergią. Objawia się bowiem wysypką i grudkami. Choroby przenoszone drogą płciową należą również do schorzeń wstydliwych. – Pewne okolice ciała, zwłaszcza związane ze sferą seksualności czy wydalania są w naszym społeczeństwie uważane za wstydliwe – mówi dr n. med. Dariusz Mazurkiewicz, psychiatra z Rzeszowa.
Wstyd i lęk przed upokorzeniem utrudniają decyzję o podjęciu leczenia, co może spowodować liczne komplikacje zdrowotne, a nawet okazać się tragiczne w skutkach. Nieleczona kiła sieje np. spustoszenie w układzie nerwowym. Prowadzi też do zapalenia opon mózgowych i zaburzeń psychicznych.
Problem jest bagatelizowany nie tylko przez pacjentów. W pewnym momencie zaprzestano nawet dokładnego zbierania danych na temat kiły i kontaktów seksualnych chorych – wcześniej robiły to wojewódzkie przychodnie wenerologiczne. W dodatku, w przypadku niektórych zawodów, gdzie był bezpośredni kontakt z innymi ludźmi (np. sprzedawczyni w sklepie spożywczym, kucharz), trzeba było przedstawić aktualne badania – że nie jest się chorym. Dziś nie. A do dermatologa trzeba mieć skierowanie od lekarza rodzinnego. Ale najważniejszą przyczyną wzrostu zachorowań wydaje się zanik w świadomości społecznej obawy przed chorobami przenoszonymi drogą płciową.
– One dla młodych nie stanowią zagrożenia, a na lekcjach nikt im o tym nie opowiada – diagnozuje Magdalena Ankiersztejn-Bartczak, prezes Fundacji Edukacji Społecznej. – Młodzi ludzie nie używają prezerwatyw, popularne są środki antykoncepcyjne, które zapobiegają niechcianej ciąży, ale już przed chorobami nie chronią – dodaje.
Światowy problem pod lupą WHO
Wojnę chorobom przenoszonym drogą płciową zdecydowała się wytoczyć Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). W 2016 r. opracowała strategię ograniczenia ich rozprzestrzeniania się, co, według organizacji, jest obecnie narastającym problemem. Z diagnozy WHO wynika, że tą drogą każdego dnia rozprzestrzenianych jest ponad milion chorób. Szacuje również, że co roku wykrywanych jest 357 milionów nowych zakażeń: chlamydią, rzeżączką, kiłą lub rzęsistkowicą. Do tego ponad 290 milionów kobiet ma wirusa brodawczaka ludzkiego (HPV). Dlatego WHO zdecydowało się wprowadzić normy i standardy światowe w leczeniu i profilaktyce tego rodzaju chorób.
Anna Moraniec



6 Responses to "Nawet noworodki chorują na syfilis"