Nerwy mniejszego kalibru (ZDJĘCIA)

Fot. Wit Hadło

APKLAN RESOVIA – LEGIONOVIA. Trzy mecze w 7 dni – „Pasiaki” mają prawo być zmęczone.

Wprawdzie nie w tak dramatycznych okolicznościach, jak w środę w Krakowie, ale również nie bez nerwów, piłkarze Apklan Resovii pokonali w sobotę przed własną publicznością Legionovię. Dla gości była to już 10. porażka z rzędu, która zepchnęła ich na ostatnie miejsce w tabeli.

– Był to bardzo ciężki dla nas tydzień. Do spotkania z Legionovią przygotowywaliśmy się bardzo sumiennie. Nie było z naszej strony żadnego lekceważenia przeciwnika. Wiedzieliśmy, że po tak ciężkim tygodniu, mogło by być z tym różnie. Kibice na trybunach założyli, że wygramy lekko, łatwo i przyjemnie. Dlatego tak ważnym aspektem było właściwe podejście do tego spotkania. Jestem zadowolony z tego, jak zawodnicy zrealizowali plan na ten mecz. Widać było problemy, z jakim się borykaliśmy, czyli losowania Pucharu Polski (Resovia trafiła na Lecha Poznań – przyp. red.) i dwa bardzo ciężkie ostatnie mecze, który może nie odbyły się na fizyczności, ale na pewno na psychice. Było za dużo strat w naszym wykonaniu, ale potrafiliśmy wyciągać wnioski i mecz skończył się naszym zasłużonym zwycięstwem – przyznał po końcowym gwizdku Szymon Grabowski, trener Apklan Resovii.

Pierwsze minuty sobotniego meczu dość nieoczekiwanie upłynęły pod dyktando przyjezdnych. Jednak to nie oni, a gospodarze wyszli jako pierwsi na prowadzenie. Po strzale Szymona Fereta, Jakub Stefaniak „wypluł” piłkę, do której dopadł Adrian Dziubiński i z bliska wpakował ją do siatki. Miejscowi, najwyraźniej zadowoleni z jednobramkowej przewagi, w dalszej części meczu nie forsowali zbytnio tempa, mając na uwadze 120 minut, jakie przyszło im rozegrać w środę w Krakowie. Zmęczenie meczem pucharowym nie oznaczało jednak braku dogodnych sytuacji do podwyższenia prowadzenia. Takowe były, jednak zdecydowanie bliżej szczęścia byli przyjezdni, którzy z czasem coraz śmielej poczynali sobie pod bramką Filipa Majchrowicza i tuż przed przerwą mogli doprowadzić do remisu. Na szczęście debiutujący w meczu ligowym w barwach Apklan Resovii 19-latek przeniósł piłkę nad poprzeczką. Słupek przyszedł w sukurs Majchrowiczowi z kolei kwadrans po przerwie, a chwilę później gospodarze ratowali się przed utratą bramki wybiciem piłki z linii bramkowej po strzale Luki Jankovicia. Te dwa ostrzeżenia najwyraźniej podziałały mobilizująco na rzeszowian, którzy tym razem chcieli uniknąć nerwowej końcówki i w ostatnim kwadransie zadali kolejne dwa ciosy. Na 2-0 podwyższył Dawid Kubowicz, wykorzystując zamieszanie w polu karnym Legionovii, jakie powstało po wrzutce z rzutu rożnego. Wynik meczu ustalił już w doliczonym czasie gry wprowadzony na boisko kilkadziesiąt sekund wcześniej Kamil Twardowski. Młodzieżowiec Apklan Resovii w sytuacji sam na sam „objechał” bramkarza rywali i wpakował piłkę do pustej bramki. – Mimo fatalnej serii, jaką mamy, do drugiej bramki graliśmy z Resovią jak równy z równym. Myślę, że na boisku nie było widać tej różnicy, jaka dzieli obie drużyny w tabeli. Po raz kolejny tracimy dwie bramki ze stałych fragmentów, co jest naszą zmorą. Nie zasłużyliśmy na tak wysoką porażkę – przyznał po meczu Serhij Zajcew, szkoleniowiec Legionovii.

APKLAN RESOVIA 3
LEGIONOVIA 0
(1-0)
1-0 Dziubiński (14.), 2-0 Kubowicz (85.), 3-0 Twardowski (90.)

mj

[ngg src=”galleries” ids=”887″ display=”basic_thumbnail”]

Leave a Reply

Your email address will not be published.