
Uderzenie było tak mocne, że Hubert Centkowski stracił przytomność. Dostał pięścią w twarz. Wszystko dlatego, że stanął w obronie kobiety szarpanej przez męża. Usłyszał, że żaden pedał nie będzie mówił jak tresować żonę… To nie był pierwszy raz. Pięć lat temu zapytał swojego partnera: „Miśku, masz drobne?”. Dostali wtedy obaj. „Dojedziemy cię, pedale” usłyszał z kolei Paweł Passini, którego zaatakowała grupka osób jadących – jak przypuszcza – na protest narodowców „Stop agresji LGBT”. On wracał z lotniska, bo odwoził córkę na samolot. Choć w autobusie byli ludzie, nie zareagował nikt…
Hubert Centkowski, producent telewizyjny z Rzeszowa, i Paweł Passini, ceniony reżyser teatralny, którego zeszłoroczny spektakl #chybanieja zaprezentowany na deskach rzeszowskiego teatru wywołał olbrzymie emocje, opowiadają Super Nowościom o aktach agresji, których niedawno doświadczyli.
„A mówią, że to #LGBT jest agresywne?!”
Tymi słowami zaczyna się post Huberta, który kilka dni temu wrzucił na Facebooka. „To ciekawe, bo to mi zrobił heteroseksualny facet, ojciec dwójki dzieci z bitą co jakiś czas publicznie żoną. Doprawdy bardzo ciekawe…” – czytamy dalej w poście do którego Hubert dołączył zdjęcie z podbitym okiem i szwami na łuku brwiowym. Jak to było? Próbował pomóc kobiecie i usłyszał: „Nie będzie mi tu żaden pedał mówił, jak ja mam żonę tresować”. – No więc. Dostałem po ryju. Drugi raz. Homofobia w Polsce ma się świetnie. Mocni w łapach faceci są przekonani, że mogą lać żony, ciągnąć je za włosy w miejscu publicznym i nikt nie zareaguje. Owszem zareaguje. Gej zareaguje. W ryja nie dostałem dlatego, że postanowiłem kobiecie pomóc, dostałem dlatego, że gej śmiał się przeciwstawić. 7 szwów. Poobijane żebra. Liczne otarcia. Zostanie męska blizna, ale i pewność, że najgorszą reakcją jest brak reakcji…”.
Do pobicia doszło w sobotę w ubiegłym tygodniu w jednym z hoteli w Uniejowie w woj. łódzkim, do którego Centkowski wybrał się z partnerem na urlop. – O mnie i Danielu wiedzieli w hotelu wszyscy. Mieliśmy jeden pokój, jedliśmy razem kolacje, nie ukrywamy faktu, że jesteśmy razem – wyznaje i opowiada: – Tamtego wieczora siedzieliśmy większą grupą z innymi gośćmi hotelowymi. Znaliśmy się z twarzy, bo byliśmy tam już od kilku dni. Usiedliśmy na wieczornego drinka. Ja, obok kobieta, która później została zaatakowana, dalej jej przyjaciółka, mąż oraz moi znajomi.
Rozmawiali na różne tematy. Dyskusja zeszła też na LGBT. – Mówiłem, że środowisko od 25 lat walczy o równość, więc też nie ma co się dziwić, że robią takie, a nie inne rzeczy, żeby zwrócić na siebie uwagę – opowiada Hubert. – Mąż tej kobiety siedział prawie naprzeciwko mnie, odburkiwał coś pod nosem na temat ideologii i nawracania ludzi. W pewnym momencie wstał, szarpnął żonę, złapał za włosy i zaczął ciągnąć ją do hotelu. Krzyczała „pomocy! Co ty robisz?!”, a ja siedząc najbliżej dopadłem do nich, ale nie po to żeby go uderzyć, ale ich rozdzielić, żeby puścił tę kobietę.
To ostatnia rzecz którą pamięta… – Uderzył mnie z taką siłą, że straciłem przytomność. Cucił mnie ochroniarz z hotelu, bo Daniel akurat wtedy kiedy to się wydarzyło był w pokoju – relacjonuje – Potem dowiedziałem się, że tego człowieka musieli pacyfikować, że zamknęli go w pokoju hotelowym oddzielając go dzięki Bogu od żony – opowiada.
Hubert zalał się krwią. Przyjechała karetka, straż miejska i policja. Złożył zeznania. – Chcieli zabrać mnie do szpitala, ale byłem w takim szoku, że nie chciałem nigdzie jechać, tylko po założeniu mi opatrunku powiedziałem do Daniela, że natychmiast chcę się pakować i wracać do domu, bo nie ma mowy że tu zostanę.
Tyle, że do domu mieli jakieś 400 km., była noc i wypili już drinka. Musieli zostać.
Położyli się spać. – Noc minęła spokojnie – wspomina. – Obudziłem się o piątej rano, zdjąłem opatrunek i się okazało, że w czole mam dziurę. I to tak dużą, że zmieściłbym w niej pięć złotych. Obudziłem Daniela i o szóstej rano byliśmy już na SORze, żeby mnie zszyli. Dostałem zastrzyk przeciwtężcowy.
Chcieli go zostawić ale… – Była niedziela, do domu daleko, nie wiedziałem jak długo będą mnie trzymać, a obaj mieliśmy iść do pracy w poniedziałek. Wyszedłem na własne żądanie.
Wrócili do hotelu, żeby się spakować. Na korytarzu spotkał kobietę w której obronie stanął zeszłego wieczora. – Powiedziała tylko jedno, czy może mnie przytulić i mi podziękować – wspomina.
Zostawił jej swój numer telefonu. Gdy byli w drodze powrotnej, zadzwonił mąż kobiety. – Przedstawił się, powiedział, że jest sprawcą tego wydarzenia. Zaczął mnie przepraszać, tłumaczyć się alkoholem. Napisałem później do niego maila, żeby skupił się na swojej rodzinie, na żonie i żeby ratował to co da się jeszcze uratować…
To nie był pierwszy raz, kiedy Hubert został napadnięty. Pięć lat temu zostali pobici w Krakowie razem z partnerem. Daniel wrzucił wtedy do internetu dramatyczny film.„Wyglądam tak… Pobili mnie i mojego partnera” – mówi na nim zakrwawiony – „Wypierd**ajcie stąd wiecie? Jeżeli jesteście gejami, lesbijkami, trans, gender wyp***ajcie. W Polsce nie mamy prawa bytu. Pierwszy raz mnie pobili, wiecie? Pierwszy raz, ale dotkliwie”.
Dwóch młodych mężczyzn zaatakowało ich w samym centrum miasta, gdy wracali z imprezy. – Chcieliśmy kupić wodę i zobaczyliśmy, że sklep jest otwarty – opowiada Hubert. – Ja wszedłem do środka, a Daniel został na zewnątrz paląc papierosa. Sprzedawca nie miał wydać reszty, dlatego wychyliłem się ze sklepu i rzuciłem do niego: „„Misiek, czy masz drobne?”.
To zwróciło uwagę agresorów, którzy stali pod sklepem. – „Jesteście pedałami?!”, zaczęli krzyczeć do nas. Daniel przyznał, że jesteśmy razem i się zaczęło – wspomina Hubert. Zaczęło się od wyzwisk, a skończyło na rękoczynach. – Gdy przechodziliśmy przez ulicę jeden z nich podbiegł i zaczęli nas lać. Gdy udało nam się oswobodzić i zadzwonić pod 112 dobiegł drugi i we dwóch nas bili. Najwięcej ciosów dostał Daniel.
Na filmiku widać, że we krwi ma całą twarz. – Ja miałem rozcięty łuk brwiowy, wargę i otarcia, bo mnie bronił – wspomina Hubert. Choć atak widziało kilka osób, nie zareagował nikt w tym właściciel sklepu pod którym to się stało. – Stał i palił papierosa… – opowiada.
Hubert przyznaje, że przynajmniej raz na dwa tygodnie słyszy o kimś z jego towarzystwa, że został zaatakowany, pobity czy zwyzywany. – To co się dzieje w tej chwili w Polsce przekracza wszelkie wyobrażenia i to do tego stopnia, że ogromna rzesza naszych znajomych albo już zaplanowała albo planuje wyjazd zagranicę. Oczywiście niczego to nie rozwiąże.. – przyznaje nasz rozmówca. – Nie mówię tylko o środowisku LGBT, bo w gronie osób które wyjeżdżają z Polski są też pary heteroseksualne, które wychowują dzieci i które nie chcą aby dorastały w takim kraju, w takich warunkach…
– Takich przypadków jak mój jest zdecydowanie więcej, ale nie wszyscy mają na tyle odwagi by mówić o tym głośno i pokazać twarz – dodaje na koniec rozmowy. – Nie wszyscy chcą bądź mogą o tym powiedzieć. Myślę, że osób, które doświadczyły aktów agresji, a o których nie wiemy, jest mnóstwo…
Jakby byli na interaktywnym spektaklu…
„Przed chwilą kibole Legii okradli i próbowali mnie pobić w autobusie komunikacji miejskiej. Zero reakcji pasażerów. Krzyczałem, żeby wezwać policję. Cisza” – to post Pawła Passiniego, który kilka dni temu zamieścił na swoim Facebooku wywołując burzę w sieci.
Reżyser został zaatakowany w niedzielę 16 sierpnia w jednym z warszawskich autobusów. Wracał z Okęcia po tym jak odprowadził córkę na samolot. Chciał dostać się do mieszkania na Powiślu, spakować i jechać do Lublina, gdzie mieszka. – To było około godziny 14.30 – wspomina. – Wsiadłem do autobusu na przystanku Pole Mokotowskie. Moją uwagę zwróciły siedzące na końcu osoby, chyba rodzina: starszy brat albo ojciec, dwóch synów i dziewczyna jednego z nich, a może siostra. Siedzieli bez maseczek, pili piwo, dwóch z nich w koszulce Legii Warszawa, jeden z jakimś szalikiem. Mieli polską flagę. Usiadłem naprzeciwko nich słuchając muzyki przez słuchawki i trzymając w rękach telefon… być może w taki sposób, że – jak się później okazało – wydawało się im, że ich filmuję. Niestety tego nie robiłem. Rozejrzałem się wokół, po pasażerach zadając sobie pytanie, czy tylko ja widzę, że w autobusie w środku dnia siedzą „prawdziwi Polacy” i piją piwo… Zanurzyłem się w myślach i w pewnym momencie zobaczyłem nachylające się nade mną twarze tych ludzi. Próbowali mi wyrwać telefon.
Wywiązała się szarpanina podczas, której jak opisuje Passini, stracił słuchawki. – Ja siedziałem, oni stali nade mną, nie mogłem nic zrobić. Zacząłem krzyczeć do pozostałych pasażerów „proszę wezwać policję”, ale nikt nie reagował. To trwało jakiś czas, a reakcji nie było żadnej! – nie kryje emocji reżyser. – Wyrwałem się i pobiegłem do kierowcy, którą była kobieta. Darłem się, żeby wezwała policję, ale ona zaczęła mi tłumaczyć, że będzie musiała powiadomić centralę, że to będzie trwało, trzeba będzie anulować cały kurs i będzie lepiej jeżeli sam to zrobię… Przez cały ten czas autobus milczał. Nie zareagował nikt, jakby ci ludzie byli na jakimś spektaklu interaktywnym w teatrze… W tym czasie moi prześladowcy zdążyli posiedzieć jeszcze przez chwile, popatrzeć na ta sytuację, wyjść z autobusu po czym wrócić, podejść do okna i krzyknąć do mnie „dojedziemy cię, pedale!” pokazując coś w moim kierunku i niezatrzymani przez nikogo zejść spokojnie do przejścia podziemnego w stronę dworca Warszawa-Centralna.
Gdy to się działo, w odległości ok. 50 m., tuż za skrzyżowaniem stał policyjny radiowóz. – Widziałem go z autobusu – mówi Passini. – Naprawdę nie oczekiwałem, żeby ktoś będzie się ze mną szamotać, albo że pani kierująca wyskoczy z kabiny i mi pomoże, tylko żeby chociaż ktoś wyciągnął telefon i zadzwonił na policję, albo żeby ta pani zaczęła trąbić co zwróciłoby uwagę funkcjonariuszy… Tymczasem ona zasugerowała mi, żebym wysiadł i poszedł do radiowozu, co wiązałoby się z tym, że musiałbym przejść tym samym przejściem którym szli tamci ludzie… to było absurdalne – relacjonuje i dodaje: – To było takie typowe zachowanie „rasy panów”, którym wszystko wolno.
Sprawę napaści Passini zamierza zgłosić na policje, wystąpi o nagranie z kamer monitoringu. – To, czy uda się ich dorwać, jest osobną sprawą. To w ogóle nie powinno się wydarzyć! – stwierdza. – Poziom agresji i to, że w każdym momencie ktoś może nas pobić, zabrać coś z ręki czy wystartować do kogoś tylko dlatego że mówi w obcym języku, wygląda tak, a nie inaczej, czy budzi czyjeś wątpliwości jest nie do pojęcia! Jest chyba na to jakieś przyzwolenie, że ludzie truchleją i wydaje się im że tak ma być… Do tej pory nie mogę uwierzyć w to, że kiedy się darłem w tym autobusie, nie zareagował absolutnie nikt. Ci goście byli zupełnie bezkarni. A tak być przecież nie może. Trzeba mówić o tym, że nie jesteśmy bezsilni, że oni wcale nie są tacy odważni, trzeba próbować się przeciwstawić.
Po zajściu Paweł Passini pojechał pociągiem do Lublina. W trakcie podróży, – Zobaczyłem na Facebooku, że jest transmisja z nielegalnej demonstracji narodowców „Stop agresji LGBT”, która odbywała się na Krakowskim Przedmieściu – opowiada. – Zobaczyłem tam takich samych ludzi jak ci, którzy mnie zaatakowali. Wyglądali dokładnie tak samo… Mieli polskie flagi, szaliki, koszulki Legii…
Katarzyna Szczyrek



36 Responses to "Nie będzie mi tu mówił jak mam żonę tresować"