Nie bujamy w obłokach

Wojciech Reiman (z lewej) to lider Stali Stalowa Wola, najwyżej notowanego aktualnie zespołu Podkarpacia. Fot. Tomasz Szeliga
Wojciech Reiman (z lewej) to lider Stali Stalowa Wola, najwyżej notowanego aktualnie zespołu Podkarpacia.

II LIGA. Wojciech Reiman, pomocnik Stali Stalowa Wola, o charyzmatycznym trenerze, dobrym zdrowiu i golach zdobywanych w każdych okolicznościach.

– Stal jest wiceliderem. Po 10 kolejkach macie 18 punktów. Dla pana ten wynik jest zaskoczeniem?
– Szczerze? Nie spodziewałem się, że tak dobrze zaczniemy. Ale mamy zespół z charakterem. Wychodzimy na boisko bez obaw, zawsze gramy o pełną pulę, nie kalkulujemy. I to się opłaca.

– Gdy słyszę o zespole z charakterem, moje myśli od razu krążą wokół trenera Pawła Wtorka.
– Nie bez powodu. Ten wynik to jego zasługa. Trener Wtorek ma charyzmę i nie pozwala nam bujać w obłokach. Goni do ciężkiej pracy, wymaga poświęcenia. Doceniamy to. Wypada się tylko cieszyć, że jesteśmy tak wysoko w tabeli, pielęgnować to i starać się nie popsuć.

– Żaden inny zespół w tej lidze nie ma tak wąskiej kadry, jak Stal Stalowa Wola. To także warto podkreślić.
– To prawda, że u nas rotacja jest niewielka. Z drugiej strony pamiętam, jak miałem 17 lat i czekałem w Stali Rzeszów na swoją szansę. Dziś juniorzy ze Stalowej Woli wchodzą do drużyny i nieźle dają sobie radę. Choć oczywiście jeśli chcielibyśmy w tej lidze namieszać, to musimy mieć więcej niż 13 wartościowych zawodników.

– Już dawno nie był pan tak skuteczny. Cztery gole to niezłe osiągnięcie jak na środkowego pomocnika.
– Trochę czasu upłynęło, zanim zacząłem grać na swoim poziomie. Tuż po przyjściu do Stalowej Woli złamałem rękę, potem naciągnąłem wiązadła w kolanie. Pech mnie nie opuszczał, ale na szczęście mam to już za sobą. Dziś ustabilizowałem formę, zdrowie dopisuje, więc łatwiej o gole. Cieszy mnie różnorodność, bo strzelam z rzutów karnych, wolnych oraz z gry. Mam nadzieję, że statystyki będą jeszcze bardziej okazałe.

– Atmosfera w szatni wicelidera nie może być zła. Snujecie jakieś ambitniejsze plany?
– Fajnie byłoby powalczyć o najwyższe cele, ale naprawdę nie wybiegajmy tak daleko w przyszłość. Sezon jest specyficzny, liga również, bo każdy może wygrać z każdym. Dziś jesteśmy na szczycie, jutro przegramy i zlecimy w dół. Ile punktów dzieli nas od strefy spadkowej? Cztery, no to sam pan widzi… Myślę tylko o tym, co będzie się działo w następnym meczu. Nawet nie wiem z kim gramy po Wigrach Suwałki.

– Z Siarką Tarnobrzeg, a potem z Pogonią Siedlce i Stalą Rzeszów. Coś mi się wydaje, że dopiero po tych meczach poznamy prawdziwą wartość Stali Stalowa Wola.
– Cóż, do każdego rywala trzeba podchodzić z szacunkiem. Osobiście wolę jednak grać z mocniejszymi. Jest więcej miejsca na boisku, można stworzyć widowisko, a chodzi przecież o to, żeby kibic się nie nudził. Tak czy owak, w tym sezonie na finiszu może być bardzo gorąco. Reorganizacja sprawia, że drużyny nie chcą się otwierać. W pierwszej kolejności myślą o obronie, bo na końcu każdy punkt może być na wagę złota.

– Stal pokazuje dwa oblicza. U siebie jesteście niepokonani, na wyjazdach nie wygraliście ani razu.
– To jest problem. Pasuje się w końcu przełamać. Może nastąpi to już w sobotę w Suwałkach?

– Atmosfera rozmowy jest prawie sielankowa. Jak spytam o pieniądze to się nie zmieni?
– Nie zmieni się. Porównując Stal Rzeszów do Stali Stalowa Wola stawiam wielki plus przy tym drugim klubie. Jeśli chodzi o finanse, w Stalowej Woli nie mam prawa na nic narzekać.

– Ma pan 25 lat, za sobą nieudaną przygodę z Polonią Bytom i pobyt w Podbeskidziu Bielsko-Biała, gdzie zagrał pan w sześciu meczach ekstraklasy. Myśli pan o tym, by raz jeszcze spróbować sił w wyższej lidze?
– Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie. Ale teraz nie zawracam sobie tym głowy. W polskich warunkach nie zawsze forma decyduje o awansie. To jednak temat na zupełnie inne opowiadanie.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.