
II LIGA. Wojciech Reiman, pomocnik Stali Stalowa Wola, o charyzmatycznym trenerze, dobrym zdrowiu i golach zdobywanych w każdych okolicznościach.
– Stal jest wiceliderem. Po 10 kolejkach macie 18 punktów. Dla pana ten wynik jest zaskoczeniem?
– Szczerze? Nie spodziewałem się, że tak dobrze zaczniemy. Ale mamy zespół z charakterem. Wychodzimy na boisko bez obaw, zawsze gramy o pełną pulę, nie kalkulujemy. I to się opłaca.
– Gdy słyszę o zespole z charakterem, moje myśli od razu krążą wokół trenera Pawła Wtorka.
– Nie bez powodu. Ten wynik to jego zasługa. Trener Wtorek ma charyzmę i nie pozwala nam bujać w obłokach. Goni do ciężkiej pracy, wymaga poświęcenia. Doceniamy to. Wypada się tylko cieszyć, że jesteśmy tak wysoko w tabeli, pielęgnować to i starać się nie popsuć.
– Żaden inny zespół w tej lidze nie ma tak wąskiej kadry, jak Stal Stalowa Wola. To także warto podkreślić.
– To prawda, że u nas rotacja jest niewielka. Z drugiej strony pamiętam, jak miałem 17 lat i czekałem w Stali Rzeszów na swoją szansę. Dziś juniorzy ze Stalowej Woli wchodzą do drużyny i nieźle dają sobie radę. Choć oczywiście jeśli chcielibyśmy w tej lidze namieszać, to musimy mieć więcej niż 13 wartościowych zawodników.
– Już dawno nie był pan tak skuteczny. Cztery gole to niezłe osiągnięcie jak na środkowego pomocnika.
– Trochę czasu upłynęło, zanim zacząłem grać na swoim poziomie. Tuż po przyjściu do Stalowej Woli złamałem rękę, potem naciągnąłem wiązadła w kolanie. Pech mnie nie opuszczał, ale na szczęście mam to już za sobą. Dziś ustabilizowałem formę, zdrowie dopisuje, więc łatwiej o gole. Cieszy mnie różnorodność, bo strzelam z rzutów karnych, wolnych oraz z gry. Mam nadzieję, że statystyki będą jeszcze bardziej okazałe.
– Atmosfera w szatni wicelidera nie może być zła. Snujecie jakieś ambitniejsze plany?
– Fajnie byłoby powalczyć o najwyższe cele, ale naprawdę nie wybiegajmy tak daleko w przyszłość. Sezon jest specyficzny, liga również, bo każdy może wygrać z każdym. Dziś jesteśmy na szczycie, jutro przegramy i zlecimy w dół. Ile punktów dzieli nas od strefy spadkowej? Cztery, no to sam pan widzi… Myślę tylko o tym, co będzie się działo w następnym meczu. Nawet nie wiem z kim gramy po Wigrach Suwałki.
– Z Siarką Tarnobrzeg, a potem z Pogonią Siedlce i Stalą Rzeszów. Coś mi się wydaje, że dopiero po tych meczach poznamy prawdziwą wartość Stali Stalowa Wola.
– Cóż, do każdego rywala trzeba podchodzić z szacunkiem. Osobiście wolę jednak grać z mocniejszymi. Jest więcej miejsca na boisku, można stworzyć widowisko, a chodzi przecież o to, żeby kibic się nie nudził. Tak czy owak, w tym sezonie na finiszu może być bardzo gorąco. Reorganizacja sprawia, że drużyny nie chcą się otwierać. W pierwszej kolejności myślą o obronie, bo na końcu każdy punkt może być na wagę złota.
– Stal pokazuje dwa oblicza. U siebie jesteście niepokonani, na wyjazdach nie wygraliście ani razu.
– To jest problem. Pasuje się w końcu przełamać. Może nastąpi to już w sobotę w Suwałkach?
– Atmosfera rozmowy jest prawie sielankowa. Jak spytam o pieniądze to się nie zmieni?
– Nie zmieni się. Porównując Stal Rzeszów do Stali Stalowa Wola stawiam wielki plus przy tym drugim klubie. Jeśli chodzi o finanse, w Stalowej Woli nie mam prawa na nic narzekać.
– Ma pan 25 lat, za sobą nieudaną przygodę z Polonią Bytom i pobyt w Podbeskidziu Bielsko-Biała, gdzie zagrał pan w sześciu meczach ekstraklasy. Myśli pan o tym, by raz jeszcze spróbować sił w wyższej lidze?
– Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie. Ale teraz nie zawracam sobie tym głowy. W polskich warunkach nie zawsze forma decyduje o awansie. To jednak temat na zupełnie inne opowiadanie.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


