
PRZEMYŚL, RZESZÓW. Uniewinnieni celnicy chcą odszkodowań i ukarania prokuratorów.
– Nie będę opowiadać o tym, jak się czułem, kiedy nagle zostałem zatrzymany, jak jakiś bandyta – mówi stanowczo Andrzej Kozioł, celnik z Medyki. – Nie chodzi o wylewanie swoich żalów, ale o sprawiedliwość! – podkreśla. – U nas można człowieka niewinnego wsadzić do aresztu, potraktować, jak przestępcę, pozbawić pracy – dodaje jego kolega, Jerzy Wielądek. – I nikt za to nie ponosi konsekwencji – zauważa funkcjonariusz celny.
Kilka lat temu fala zatrzymań celników na medyckim przejściu granicznym była powodem wrzawy medialnej i licznych plotek w Przemyślu i okolicy. Ludzie żartowali, że „dzień bez przymkniętego celnika, to dzień stracony”, dziennikarze rozpisywali się o spektakularnych akcjach ABW. Niektórych brano z domu, innych z pracy, z przejścia. – Wpadali ludzie od poważnych przestępstw i na oczach wszystkich skuwali nas kajdankami, prowadzili jak seryjnych zabójców – opowiadają celnicy. Wszystko to miało być walką z korupcją wśród funkcjonariuszy celnych. Tylko że większość z zatrzymanych wówczas celników uniewinniono i wrócili do pracy.
Wyprowadzano ich głośno, wracali cicho
Z celnikami jest dokładnie odwrotnie, niż z żołnierzami z popularnej żołnierskiej piosenki „bośmy wyszli cicho, a wracamy głośno”. Ich wyprowadzano z całym widowiskiem, w atmosferze sensacji i potępienia, głośno, aż huczało. Cisza zaległa po uniewinnieniu. W tej ciszy wrócili do służby.
Nie mówią tego wprost, ale wyczuwa się żal także do dziennikarzy. Bo o aresztowaniach, zatrzymaniach, zarzutach pisano dużo i często. O uniewinnieniach natomiast krótko i jednorazowo. – Wiadomo, że to mniej sensacyjne, niż spektakularna akcja panów z ABW – uśmiechają się smutno celnicy. Nie o rozgłos jednak im idzie. – Chcemy po prostu, żeby ludzie się dowiedzieli, jak to naprawdę było, z tym „wielkim sukcesem prokuratury” – podkreślają funkcjonariusze. – Jak zdobywano „dowody” przeciw nam, jak namawiano, żeby niewinni się przyznawali – dodają.
Przez dwa lata nie znał zarzutów
Andrzeja Kozioła zatrzymano pod zarzutem niedopełnienia obowiązków służbowych. Co takiego zrobił konkretnie? – Lepsze byłoby pytanie: czego nie zrobiłem – wzdycha Kozioł. – Nie spuściłem w sprawdzanym samochodzie powietrza z kół – precyzuje celnik. – Nie musiałem zresztą tego robić, bo gdybyśmy w każdym podejrzanym nawet samochodzie spuszczali powietrze z opon, to przejście by stanęło – uśmiecha się A. Kozioł. – W rozmowie telefonicznej z kolegą przyznałem, że mi się nie chciało. To wystarczyło, by mi postawić zarzuty – opowiada celnik.
Warto wspomnieć, że o tym, co mu się zarzuca A. Kozioł dowiedział się nie od razu, ale dopiero po dwu latach. – Ciągle mi mówiono, żebym się przyznał, tylko nie mówiono do czego – wspomina celnik, dodając że jego pełnomocnikowi utrudniano wgląd do akt sprawy. Podobnie, albo i gorzej potraktowano Jerzego Wielądka.
Dwa miesiące siedział, bo …koledzy o kimś gadali
-Ja spędziłem ponad dwa miesiące w areszcie – opowiada Wielądek. – Za co? Za to, że dwóch gości z sobą rozmawiało – snuje nieprawdopodobną opowieść celnik. – Naprawdę! Dwóch kolegów rozmawiało o kimś, kto rzekomo miał coś tam przepuścić i padło podejrzenie, że mowa o mnie, choć użyto w tej rozmowie celniczej „ksywki”, którą mnie nigdy nie nazywano – dodaje J. Wielądek. – Na mnie mówią „Kamel”, albo „Wielbłąd” – wyjaśnia gwoli ścisłości. Z relacji J. Wielądka wynika, że nie tylko „ksywka” nie pasowała, ale i inne, znacznie ważniejsze rzeczy. – Do przemytu, o udział w którym mnie oskarżano doszło na „osobówkach” (przejście drogowe dla samochodów osobowych przyp. autora), a mnie tam wówczas nie było – podkreśla celnik. – To można było sprawdzić dosłownie w sekundach, bo są zapisy w książce przecież. A jeśli pani prokurator nie ufała książce, to jest przecież zapis z monitoringu – zauważa Wielądek. – Tam jest pokazane sekunda po sekundzie, co dzieje się na przejściu, a także kto tam jest – dodaje. Z relacji celnika wynika, że prokurator, która go oskarżała nie była najwyraźniej zainteresowana tymi ewidentnymi dowodami. – Mój obrońca mówił, żeby sprawdzić książkę, zapis z monitoringu, bo mnie tam wówczas nie było, a pani prokurator pokazywała mu dokument stwierdzający, że …byłem wówczas w pracy – opowiada funkcjonariusz. – Na to obrońca, że byłem, ale nie w tym miejscu. A pani prokurator swoje: pan Wielądek był wówczas w pracy, oto dowód. Istny „Paragraf 22” – mówi uniewinniony celnik nawiązując do opisującej absurdy powieści.
Prokuratura: – Na tamten czas, wszystko było w porządku
Po tym wszystkim udało im się jakoś pozbierać, wrócić do służby. Ale co przeżyli to ich i za to chcieliby odszkodowania. – Skoro niewinnie nas zatrzymywano, łamano kariery, wsadzano, to niech ktoś za to odpowie, zapłaci – mówią zgodnie. – Prokuratura urządzała ten cyrk za ogromne pieniądze podatników, a myśmy byli bez pracy, bez środków do życia – podkreślają. Tymczasem z tego, co wiedzą żaden z prowadzących wówczas śledztwa w celniczych sprawach prokuratorów nie został nawet ukarany, a jeden podobno awansował. – Każdy uniewinniający wyrok jest dla nas powodem do sprawdzenia sprawy i sposobu jej prowadzenia – przekonuje Bogdan Gunia, Prokurator Okręgowy rzeszowskiej prokuratury. – Tak samo było w tych sprawach – podkreśla. – Nie dopatrzono się jednak uchybień. Akty oskarżenia były prawidłowo sformułowane na moment ich sporządzenia – dodaje prokurator Gunia. – Później Sąd Najwyższy wyraził opinię na temat zgody następczej – tłumaczy B. Gunia. – W czasie, gdy formułowane były oskarżenia, nie było regulacji prawnej dotyczącej wykorzystywania dowodów gromadzonych przeciw jednej osobie, do oskarżania innej – dodaje. Najprościej mówiąc nie było przepisu, który zabraniałby wykorzystywania informacji zdobytych poprzez legalny podsłuch jednej osoby do oskarżenia innej bez zgody na jej podsłuchiwanie. – Ale nasze zarzuty i „dowody” przeciw nam, obojętnie jak zdobywane były absurdalne – podkreślają celnicy. Chętnie powierzyliby sprawę swoich roszczeń jakiemuś prawnikowi, ale trudno go znaleźć. – Chyba się boją zadzierać z prokuraturą – mówią celnicy.
Monika Kamińska



7 Responses to "Nie chcą dłużej milczeć"