– Nie jesteśmy robotami

Uczniowie wciąż próbują wrócić do rzeczywistości szkolnej sprzed pandemii. Fot. Pixabay.

– Atmosfera w klasie jest fatalna. Jeden zerka krzywo na drugiego. Ludzie się zmienili. Idąc korytarzem wszyscy patrzą w podłogę – zauważa uczennica jednego z techników w Rzeszowie. – Z poprzedniego roku nie pamiętam nic. Nauczanie online mnie podłamało… Nie tylko dla niej czas pandemii COVID-19 był i wciąż jest trudną sytuacją. Uczniowie oraz pedagodzy zostali rzuceni na głęboką wodę. Jakie efekty przyniosła nauka zdalna i jak teraz wygląda szkolne życie?

Trudno kłócić się z tym, że wielogodzinne spędzanie czasu przed ekranem nie może dobrze wpłynąć na wzrok czy samopoczucie uczniów. A jak jest efektywnością zdobywania wiedzy?
– Podczas zajęć niestacjonarnych moja produktywność znacznie spadła. Męczyło mnie długie siedzenie, wpatrywanie się w ekran komputera. Często zdarzały się sytuacje, kiedy nie miałam Internetu i po prostu nie byłam w stanie uczestniczyć w lekcji. Nauczyciele też mieli problemy z połączeniem się z nami, przez co zajęcia się opóźniały lub w ogóle nie odbywały – mówi Magda, uczennica II LO w Rzeszowie. – Były dla mnie bardzo monotonne i przez to mało zapamiętywałam.
– To był leniwy czas, wstawałem minutę przed zajęciami, mówiłem, że jestem obecny, a potem często zasypiałem – nie ukrywa Patryk z III LO w Rzeszowie. Podobny sposób miała Zuza.
– Przed zajęciami online nie wstawałam zbyt wcześnie, wystarczyło odpalenie platformy MS Teams, zgłoszenie obecności, a potem mogłam iść np. coś zjeść z telefonem w ręce – mówi.
– Delikatnie mówiąc, „średnio się przygotowywałem, bo miałem pod ręką smartfona i notatki. Całe zdalne nauczanie spędziłem na telefonie – tłumaczy Patryk. – Jestem świadomy braków. Przeskok związany z powrotem jest ogromny. Dziś wychodzę z domu o 6, a wracam o 17. Mamy zatrzęsienie kartkówek i sprawdzianów. Przyjeżdżam zmęczony. Trzeba się mocno mobilizować, żeby siąść do biurka.
Młodzieży trudno się odnaleźć w obecnej rzeczywistości. – Nauczyciele powinni powtórzyć materiał z lekcji zdalnych i do tego miały służyć dodatkowe zajęcia. Byliśmy o nie pytani już pod koniec tamtego roku, ale do teraz nic na ich temat nie wiadomo – skarży się jedna z uczennic. Sama jest w trzeciej klasie technikum, za rok ma maturę i testy zawodowe. – Na pewno nie poradzę sobie bez korepetycji. Rozleniwiliśmy się wszyscy, bo lekcje zdalne pozwalały na łatwe zdobycie ocen. Według nauczycieli, którzy wszystko nam wytłumaczyli, nie mamy zaległości, a według nas – mamy. Oni po prostu zrealizowali temat, to tyle – żali się nastolatka.
– Pomimo trudności, wolę lekcje stacjonarne. Mam większą motywację do nauki, kiedy chodzę do szkoły i widzę, jak inni się uczą – tłumaczy z kolei Magda z II LO. – Nauczyciele powinni coś zrobić, aby atmosfera nie była tak stresująca. Starać się zrozumieć, że jesteśmy młodymi ludźmi, potrzebującymi wytchnienia. Mogliby nie skupiać się wyłącznie na wpisywaniu nam ocen, a bardziej na efektywnym prowadzeniu lekcji. Mam nadzieję, że zwolnią tempo, bo przecież nie jesteśmy robotami – dodaje.
Inne doświadczenia w tych kwestiach ma Patryk. – Na zajęciach online pedagodzy byli bardziej zdystansowani, w myśl zasady: ja przekazałem wiedzę, ty masz ją wkuć. Teraz ich podejście jest wychowawcze. Próbują zsolidaryzować się z uczniami. Nie gonimy z materiałem. Idzie to w takim tempie, w jakim powinno. Przeciążenie? Jak to w liceum. Nauki jest dużo, ale to wynika z systemu nauczania, wymagań, a nie z pandemii
– stwierdza.

Nie potrafią już rozmawiać?

Często, szczególnie w pierwszym roku pandemii, młodzież nie wychodziła z domów i komunikowała się tylko za pomocą komunikatorów internetowych. Jak po powrocie w szkolne mury wyglądają ich relacje interpersonalne? – Atmosfera w klasie jest fatalna, każdy zerka krzywo na dtugiego. Ludzie się zmienili. Idąc korytarzem wszyscy patrzą w podłogę. Kiedyś byliśmy dobrze zintegrowani, teraz nie potrafimy rozmawiać. Staliśmy się dla siebie obcy – mówi trzecioklasistka
– Jest całkowicie inaczej może też dlatego, że jesteśmy starsi i dojrzewamy, ale wiele osób z sobą w ogóle nie rozmawia. Żyliśmy z sobą jak mała rodzina, spotykaliśmy się, a zdalne zajęcia to zepsuły. Po powrocie nie było też żadnych wycieczek integrujących, zresztą moja wychowawczyni nie lubi nawet wspólnego chodzenia do kina czy na kręgle. Woli, żebyśmy skupili się na szkole – narzeka inna uczennica.
– Moja klasa nigdy nie była mocno zintegrowana. Jestem jednak w stanie stwierdzić, że gdyby nie zdalne, to niektórych relacji bym nie nawiązał, bo zacząłem pisać do osób, z którymi nigdy nie rozmawiałem – zauważa Patryk z III LO.
Co na temat powrotu do szkół sądzą pedagodzy? Jakie są ich odczucia? Czy rzeczywiście młodzież jest tak skrupulatnie odpytywana, jej chęci do nauki spadły, a sprawdzian goni sprawdzian?
– Bardzo się cieszę, że wróciłam do klas, bo nic nie zastąpi kontaktu z żywym człowiekiem. Siedzenie przed komputerem i mówienie do monitora to nie jest praca nauczyciela. A po rozmowach z młodzieżą stwierdzam, że ona również się ucieszyła – mówi polonistka jednego z rzeszowskich liceów. Uczniom najbardziej przeszkadzał brak oddzielenia szkoły od domu, który nie był miejscem odpoczynku, ale pracy. Pandemia pozwoliła im również zrozumieć, że szkoła nie jest tylko placówką dydaktyczną, ale też miejscem, w którym nawiązują się relacje.
Jak mówi nauczycielka, pedagodzy wcale nie weryfikują w „jakiś straszny sposób” wiedzy z nauczania zdalnego. – Wszystko wychodzi w trakcie, bo nauka ma taki charakter, że zagadnienia są ze sobą powiązane. Jeżeli coś wymaga powtórzenia, to jest to powtarzane, ale nie ma czegoś takiego jak odpytywanie – wyjaśnia. – Zapytałam uczniów, czy ich chęci do nauki są mniejsze lub większe w porównaniu np. z pierwszą bądź drugą klasą. Zapewnili: „Nic się nie zmieniło”. Uważam, że ten rok, jeżeli ktoś chciał, wcale nie był stracony. Trzeba było wykazać więcej samodyscypliny, chęci i organizacji pracy. Kto nie potrafił tego zrobić, to niestety, może się czegoś obawiać – mówi stanowczo. – Nie jest to więc kwestia nauczycieli, którzy „coś wymyślają”.
Minął już miesiąc, a wszyscy żyją w napięciu czy nauczanie online nie powróci… – Nawet jeśli, to na pewno podejdziemy do tego spokojniej, nauczeni doświadczeniem z poprzedniego roku
– zauważa polonistka. – Uczniowie potrzebują, by ktoś się nimi zainteresował i wiedział, że oni też to przeżywają. Wtedy nie będzie między nami muru…

Kinga Siewierska

One Response to "– Nie jesteśmy robotami"

Leave a Reply

Your email address will not be published.