Nie ma innej możliwości, niż awans Stali

W niedzielnym meczu z Polonią Bydgoszcz w roli trenera Stali Rzeszów zadebiutował Lech Kędziora. Fot. Wit Hadło
W niedzielnym meczu z Polonią Bydgoszcz w roli trenera Stali Rzeszów zadebiutował Lech Kędziora. Fot. Wit Hadło

ŻUŻEL. 2.LŻ. Rozmowa z LECHEM KĘDZIORĄ, nowym trenerem Stali Rzeszów.

– Prezes Nawrocki namówił mnie, żebym objął stanowisko trenera drużyny. Tym razem zdecydowałem się na przyjście do Rzeszowa, choć zapytania w tej sprawie miałem już przed sezonem – mówi LECH KĘDZIORA, nowy szkoleniowiec żużlowców ze stolicy Podkarpacia.

– Czym przekonał pana Ireneusz Nawrocki do pracy w Rzeszowie?

– Miałem dwa miesiące przerwy (końcem maja Kędziora zrezygnował z pracy w Wybrzeżu Gdańsk – przyp. red.), a żeby nie pogubić się, móc wrócić, a potem osiągać dobre wyniki, to trzeba być w tej branży. Myślę, że właśnie taki cel przyświeca tej drużynie i dlatego tutaj jestem.

– Między panem, a Stalą Rzeszów można znaleźć analogię: jeszcze nie tak dawno Ekstraliga, potem I, a teraz II liga. Wygląda na to, że w obu tych przypadkach aby odbić się dna, najpierw trzeba go sięgnąć…

– Mimo, iż mam duże ambicje, uważam że nie jest dla mnie ujmą przejście do II ligi. Dostałem taki zimny prysznic, kubeł zimnej wody został wylany na moją głowę. Jestem jednak dalej w branży i z tego się należy cieszyć, jak również realizować marzenia kibiców oraz działaczy.

– Cel na ten sezon jest jasny – ma pan awansować ze Stalą…

– Nie ma innej możliwości, niż awans Stali, o którym mówi się już od dość dawna. Po to właśnie została stworzona taka drużyna. Co do prezesa Nawrockiego, to należy mu się duży szacunek, że taki człowiek się znalazł. Trzeba uszanować i być mu wdzięcznym za to, co robi dla rzeszowskiego żużla. Wiadomo, że jak w każdej rodzinie, zdarzają się różne sytuacje, ale myślę, że to wszystko idzie w dobrym kierunku.

– Każdy awans jest sukcesem i wówczas to m.in. panu będzie on przypisywany…

– Trzeba być dumnym i uszanować historię Stali i trzeba kontynuować dobrą passę tego klubu, która była wcześniej.

– Mimo ostatnich doniesień na temat zaległości finansowych, pomyślał pan sobie: Tak, wchodzę do Stali?

– Dokładnie tak było.

– Na jak długo związał się pan z rzeszowską Stalą?

– Na razie do końca bieżącego sezonu, ale w umowie jest klauzula, że możemy ją przedłużyć.

– Wspomniał pan, że jednym z argumentów, który przesądził o pana przejściu do Rzeszowa, jest osoba Janusza Stachyry. Pan, podobnie jak on, też słynie z dobrego przygotowania toru…

– Ponoć tak mówią (śmiech). Janusza znam bardzo długo i znam również jego rzemiosło. Mam pełne zaufanie do tego człowieka, bowiem to co robi, robi bardzo dobrze. Zadowoleni są też zawodnicy, bo rozmawiałem z nimi i wiem, że rzeszowski tor jest przygotowywany porównywalnie do każdego meczu. W niedzielę trochę nam go popsuła pogoda i nawierzchnia nie była tak dopieszczona przez Janusza, ale jego fachowość nie podlega żadnej dyskusji.

– Będzie się pan zajmował tylko pierwszą drużyną czy również szkółką?

– Także szkółką, w której są ponoć jakieś perełki. W meczu z Polonią widzieliście młodego Curzytka, a jest jeszcze w szkółce jego młodszy brat. Jestem pod wrażeniem Michała. Mógł nawet jechać w niedzielę czwarty wyścig, ale te warunki torowe były zmienne, bowiem równanie było nieregularne. Poczekajmy jeszcze trochę. Trzeba trochę cierpliwości i pokory ale na pewno jest to dobry materiał na dobrego żużlowca.

– Przeprowadza się pan do Rzeszowa?

– Nie ma w Rzeszowie tak dużo zajęć, abym musiał tu przebywać cały tydzień. Jest dobre połączenie z Gdańskiem, więc będę w Rzeszowie na pewno wtedy, kiedy będę potrzebny. W niedzielę zrobiłem plan zajęć na cały sierpień, który otrzymał prezes i tego się będę trzymał oraz go realizował podczas przygotowań do dalszych meczów i play-offów.

– Na najbliższy mecz z Poznaniem można się spodziewać jakiś zmian w składzie?

– Jest za wcześnie, by odpowiedzieć na to pytanie

– Na późniejszy mecz do Ostrowa Wlkp. weźmie pan Grega Hancocka?

– To też za wcześnie (śmiech).

– Pierwsze miejsce przed fazą play-off może mieć duże znaczenie w kwestii końcowych rozstrzygnięć?

– Oczywiście, że tak. Najlepiej jest awansować do tej decydującej fazy z 1. miejsca. Na pewno stać nas na to. W sporcie jednak wszystko się może zdarzyć, niemniej będziemy walczyć. W niedzielę końcówka meczu pokazała, że w innych drużyna też są silne jednostki, a w play-offach to już nie będzie żartów.

Rozmawiał Marcin Jeżowski

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.