
ŻUŻEL. NICE PLŻ. Już w najbliższy piątek (godz. 18) kolejny mecz rzeszowskich żużlowców i kolejne zwycięstwo?
PGE Marma Rzeszów w tym sezonie jest ciągle niepokonana W minioną niedzielę podopieczni Janusza Ślączki, wygrywając z GKM-em Grudziądz, odnieśli czwarte zwycięstwo i w tabeli Nice PLŻ zajmują 2. miejsce, tracąc do lidera z Gniezna zaledwie punkt.
Mecz z Grudziądzem nie zaczął się jednak po myśli ekipy z Rzeszowa, która już od pierwszego biegu musiała gonić wynik. – Jechaliśmy bardzo dobry mecz, mimo słabszego początku w naszym wykonaniu. To my, jako gospodarz, powinniśmy wygrywać na początku meczu, a tymczasem pierwsze biegi przegrywaliśmy. Troszeczkę plany pokrzyżowała nam pogoda. Mecz miał kategorię zagrożonego, dlatego też nie mogliśmy przygotować toru w inny, bardziej pasujący nam sposób. Prognozy pogody zapowiadały burze i trzeba było zrobić nieco twardszy tor niż zazwyczaj. W pierwszej fazie meczu w głównej mierze decydowało wyjście spod taśmy, dopiero później, gdy tor się nieco odsypał, można było się ścigać na dystansie – analizował niedzielny pojedynek trener Janusz Ślączka.
Tor bez kombinacji
Jednym z zawodników GKM-u, który najbardziej postawił się rzeszowskiej drużynie, był jej były kapitan, Rafał Okoniewski. „Okoń” w 6 startach zdobył 11 punktów i o dziwo, nawet w przypadku przegranych startów, był w stanie wyprzedzać rywali na dystansie, co w przeszłości nie zdarzało mu się zbyt często.
– Rzeszów jest bardzo ciężkim rywalem, zwłaszcza w meczach na własnym torze. Ta drużyna praktycznie nie ma słabego ogniwa. Mają bardzo wyrównany skład, który u siebie czuje się jak ryba w wodzie. Widać ich znakomite dopasowanie do toru. Według mnie, w Rzeszowie będzie niezmiernie ciężko wygrać komukolwiek. Tor był tak przygotowany, jak zawsze w Rzeszowie, czyli bez żadnych kombinacji. O żadnych niespodziankach nie mogło być mowy – mówił po meczu Rafał Okoniewski.
Pierwszoplanową postacią w ekipie Janusza Ślączki był kolejny raz Kenni Larsen. Duńczyk, z wyjątkiem wpadki w swoim inauguracyjnym biegu, w którym przyjechał na metę ostatni, potem był nie do ugryzienia. W pamięci kibiców z pewnością pozostanie jego szarża z wyścigu 13., w którym jadąc na czwartej pozycji, niczym slalomowe tyczki mijał kolejnych rywali.
– Dobrałem złe przełożenia na pierwszy bieg. Myślałem, że tor jest twardszy, a tak do końca nie było. Po tym biegu wprowadziliśmy szybko korekty i potem było już wszystko w porządku. W Rzeszowie po raz pierwszy w Polsce czuję się jak w domu. Nawet jeśli czasami są jakieś komunikacyjne problemy, to jest wówczas fajna zabawa z dogadywaniem się i jest naprawdę wesoło (śmiech) – dzielił się wrażeniami ze startów w barwach PGE Marmy Rzeszów Kenni Larsen.
Nicholls bez silnika
Rzeszowscy żużlowcy nie będą mieli zbyt wiele czasu na odpoczynek, bowiem już w najbliższy piątek (30 maja, godz. 18) czeka ich na własnym torze mecz z Lokomotivem Daugavpils (spotkanie awansem z 1 czerwca – przyp. red.). Niewykluczone, że w ekipie rzeszowskiej dojdzie przed tym meczem do dwóch zmian w składzie. Szansę mieliby dostać Krystian Rempała (zastąpiłby Marco Gaschkę) oraz Nicolai Klindt, który pojechałby w miejsce najsłabszego seniora z meczu z GKM-em, czyli Scotta Nichollsa.
– Spokojnie, musimy przeanalizować mecz z GKM-em, jak to wszystko wyglądało. Scott miał małe problemy ze sprzętem, bowiem na ten mecz nie dotarł jego silnik i to być może było głównym powodem jego nieco słabszej dyspozycji. Ale na pewno chce jechać w kolejnych meczach. Skład na spotkanie z Lokomotivem ogłoszę we wtorek, a w jakim ostatecznie pojedziemy zestawieniu, dowiemy się pewnie dopiero w dniu meczu – kończy Janusz Ślączka.
Marcin Jeżowski


