Nie ma zgody UE na łamanie praworządności

fot-kaminska (1).jpgMożna się było tego spodziewać – Trybunał Sprawiedliwości UE oddalił skargę rządów Polski i Węgier na unijny mechanizm, który uzależnia wypłacanie wspólnotowych pieniędzy dla państw członkowskich UE od przestrzegania w tych państwa prawa. Od tej decyzji TSUE nie ma już żadnego trybu odwoławczego, zatem Polska i Węgry mają dwa wyjścia: albo zaczną prawa przestrzegać, albo muszą się liczyć z odmową wypłacania im unijnego wsparcia. W przypadku Polski może to być 770 mld złotych w ramach Funduszu Odbudowy. Te pieniądze Polska miała dostać – miała, bo nie wiadomo, czy je dostanie, bo nie chce trzymać się przyjętego – także głosem Polski – mechanizmu „pieniądze za praworządność”. Zacznijmy od tego, po co powstał ten mechanizm… Otóż powstał dlatego, że UE to nie tylko wspólnota gospodarcza, ale też wspólnota wartości. Każde państwo wstępujące do UE deklaruje, że będzie się tych wartości trzymać. Jedną z takich kluczowych wartości UE jest właśnie praworządność. Prosto mówiąc – nie może być tak, by państwo było członkiem UE i tym samym beneficjentem unijnych pieniędzy, mogło jednocześnie nie kierować się literą prawa i wydawać niezgodnie z nim uzyskane ze Wspólnoty środki. Premier Mateusz Morawiecki w grudniu 2020 roku zgodził się, jako i inni rządzący politycy z innych państw UE, co dziś jego oponent w rządzie i największy orędownik upolityczniania wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania – Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości i prokurator generalny – nazywa „historycznym błędem premiera”. Nie jest tajemnicą, że szef naszego rządu i szef resortu sprawiedliwości w tymże rządzie nie znoszą się serdecznie, ale nie jest tez tajemnicą, że zależny od Ziobry Kaczyński musi się liczyć ze zdaniem lidera Solidarnej Polski, bo bez głosów jego posłów w Sejmie rząd nie miałby nawet tak chwiejnej i niepewnej większości w izbie niższej naszego Parlamentu, jaką ma teraz. Tak więc szef polskiego rządu najpierw mechanizm „prawo za praworządność” zaakceptował, a następnie nasz rząd zaskarżył ten mechanizm do TSUE – doprawdy wspaniały pokaz logiki i konsekwencji… Najzabawniejsze jest to, że politycy zarówno z PiS, jak i z Solidarnej Polski nad podziw zgodnie oświadczają, że Polska nijakich problemów z praworządnością nie ma! Skoro jednak nie ma, to skąd obawa przed tym, że UE stosując mechanizm „pieniądze za praworządność” jakichś braków w polskiej praworządności mogłaby się dopatrzeć? Ano stąd, że praworządność u nas za rządów Zjednoczonej Prawicy leży i kwiczy – niestety. Deforma sądownictwa – bo trudno inaczej to, co Ziobro z poparciem Kaczyńskiego wyprawia z polskim wymiarem sprawiedliwości – przybiera już coraz bardziej absurdalny kształt i niemal już zburzyła fundament demokracji, jakim jest trójpodział władzy, jak również zasada niezależności i niezawisłości sędziów. Mamy powołany niezgodnie z prawem Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej, który jest niczym innym, jak organem podległym PiS i Solidarnej Polsce. Mamy nielegalnie powołaną Izbę Dyscyplinarną – bat na niepokornych sędziów, którzy nie chcą podporządkować się władzy. I mamy też atakowaną histerycznie przez tę władzę Najwyższą Izbę Kontroli, która co i rusz ujawnia poważne nieprawidłowości także w zakresie wydawania przez rząd pieniędzy – na przykład w podległym Ziobrze Funduszu Sprawiedliwości, który miał pomagać osobom pokrzywdzonym, a tak naprawdę finansował np. zakup Pegasusa, którym potem inwigilowano osoby niewygodne władzy. Nadal ktoś jeszcze ma wątpliwości, dlaczego nasi rządzący boją się mechanizmu „pieniądze za praworządność”? No chyba już nikt, kto uważnie śledzi poczynania rządu i sytuację w kraju takowych wątpliwości nie ma. Wczorajsze oddalenie skargi Polski i Węgier przez TSUE i reakcje po nim pokazują prawdziwy stan tej naszej obecnej „praworządności” w wykonaniu tej władzy i niechęć tej władzy do prawdziwej praworządności. Ziobro jednak idzie w zaparte i choć wie, że jego głos dla UE nic nie znaczy, nadal „wymachuje szabelką” w kierunku Brukseli, bredząc coś o zagrożeniu przez nią polskiej suwerenności i niezależności i przy okazji – niejako rykoszetem – dźgając tą „szabelką” swego osobistego wroga – Morawieckiego.
A w tym wszystkim jest UE, która nie chce płacić Polsce za łamanie prawa i jesteśmy my – obywatele. Obywatele, którzy być może nie będą mogli skorzystać z unijnych pieniędzy, bo rządzący nie chcą być praworządni. Tego doczekaliśmy się po niemal 33 latach odzyskania suwerenności i po prawie 18 latach członkostwa w UE. Wstyd, hańba i zwyczajnie gorycz, że do tego doprowadziła ta władza…

Redaktor Monika Kamińska

14 Responses to "Nie ma zgody UE na łamanie praworządności"

Leave a Reply

Your email address will not be published.