Nie mówcie dzieciom o wojnie

Rosjanie strzelają w Ukrainę wszystkim, co mają
– na oślep, niczym upadający w konwulsjach olbrzym… który jednak wcale nie upada, choć przez tydzień zdobył tylko jedno duże miasto, więc swą bezsilną wściekłość kieruje wstronę słabych i bezbronnych – cywilów, kobiet, dzieci…
Rakiety trafiają w ukraińskie miasta i wioski, w ludzkie skupiska – szpitale, szkoły, domy i osiedla. Ukraina płonie, a jednak bohatersko wyrywa się najeźdźcom z zaciskających się kleszczy. Tak jak w mieście Konotop, gdy mer Artem Semeniczin zwołał wiec na centralnym placu miasta i przedstawił sytuację mieszkańcom: „Okupanci postawili nam warunek. Jeśli teraz zaczniemy stawiać opór, rozniosą miasto swoją artylerią. Jestem za walką. Decyzję podejmują wszyscy razem, ponieważ artyleria jest wycelowana w nas” – powiedział w porywającym przemówieniu. Grożący zrównaniem miasta z ziemią rosyjski „negocjator” musiał wycofywać się do samochodu z odbezpieczonymi granatami z obawy przed linczem miejscowych, przegłosowali oni bowiem, że będą się bronić. Wyobrażacie to sobie – odbezpieczone granaty w spoconych dłoniach, a wokół tłum, który się nie cofa i powtarza głośno słynne już słowa obrońców Wyspy Węży: !
Konotop się nie podda – napisał potem na swym profilu Semeniczyn, a warto pamiętać, że ponad 350 lat temu pod Konotopem czterotysięczny kozacki garnizon pogonił trzydziestotysięczną moskiewską armię, więc ludzie z nadzieją patrzą w przyszłość.
Szcze ne wmerła Ukraina, zatem rozjuszeni rosyjscy żołdacy hańbią się czynami, których sami sobie wybaczyć nie będą mogli. Widziałem film, jak sku*wysyny w mundurach dobijały płonących ukraińskich żołnierzy, którzy wyczołgiwali się spowici ogniem w poszukiwaniu ratunku ze swoich spalonych aut. To były cywilne auta. A potem Rosjanie rabowali ich plecaki. Z ich płonących pleców. Zapewne „sałdaty” bez mrugnięcia powieką odpalają naloty rakietowe na największe ukraińskie miasta, które odcięte od świata zaczynają głodować. I umierać.
Bardzo powoli.
W środę w kijowskim schronie samobójstwo popełniła matka, której dwumiesięczne dziecko zmarło z głodu, bo matka straciła pokarm, a po jedzenie nie dało się wyjść ze względu na zbyt silny ostrzał.
Nie mówcie dzieciom o wojnie. Wystarczy, że patrzą jak pakujecie całe swoje życie do jednej walizki i ruszają z wami w poszukiwaniu dobrych ludzi i bezpiecznych miejsc. Wystarczy, że tulą brudnego pluszowego misia i drżą z każdym pomrukiem przesłoniętego dymem nieba.Wystarczy, że muszą się kryć, że muszą szeptać, że muszą wierzyć – wystarczy, że gubią buty w ciągłej ucieczce. Nie mówicie dzieciom o wojnie.Wystarczy.

Jeżeli porcelana, to wyłącznie taka,
której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu;
jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
nie było przykro podnieść się i odejść;
jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć,
kiedy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat
kto ci powiedział, że wolno ci się przyzwyczajać?
kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?
Stanisław Barańczak

Redaktor naczelny Super Nowości, Jakub Karyś

14 Responses to "Nie mówcie dzieciom o wojnie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.