
PIŁKA NOŻNA. III LIGA. Rozmowa z JACKIEM SZCZEPANIAKIEM, prezesem sekcji piłki nożnej Stali Rzeszów.
– Piłkarze Stali nie wyszli na pierwszy trening i nie rozegrali sparingu z Siarką, domagając się zaległych pieniędzy. Podkreślali też, że nie chcą ryzykować kontuzji w sytuacji, gdy nie mają ważnych umów z klubem. Co pan na to?
– Z tego, co wiem, we wtorek mają już normalnie ćwiczyć (rozmawialiśmy w poniedziałek wieczorem. Okazało się, że zawodnicy jednak nie wrócili do treningów – red.). Zdaję sobie sprawę, że tym, którzy nie zarabiają u nas większych pieniędzy, może brakować. Rozumiem ich sytuację i zdenerwowanie, ale proszę, żeby i oni zrozumieli, iż robimy, co w naszej mocy, żeby wypłaty wpływały na ich konta w miarę na bieżąco. Nie jest to łatwe, chyba żaden inny klub trzeciej ligi nie ponosi takich kosztów jak Stal.
– To znaczy?
– Samo pokrycie kosztów wynajęcia stadionu to dla nas ogromne wyzwanie. Wpływy z biletów są znikome. Kibice deklarują miłość do klubu, ale jakoś nie chcą pomóc, przychodząc na mecze. Na tym najważniejszym, barażowym z Olimpią Zambrów, sprzedaliśmy niewiele ponad 500 wejściówek. Poza tym Stal grała o najwyższe cele. Gdybyśmy byli przeciętniakami, nie potrzebowalibyśmy piłkarzy pokroju Piotra Prędoty czy Petera Suswama. Niewiele osób wie, jak bardzo musieliśmy się gimnastykować, żeby zechcieli grać właśnie u nas.
– Piłkarze mają żal, że w najgorętszym okresie, gdy trzeba budować zespół i podejmować kluczowe decyzje, pojechał pan na zagraniczny urlop. Narzekają, iż ciężko się z panem skontaktować.
– Doprawdy?! Panu się udało, Piotrowi Prędocie również. Nie wyłączyłem telefonu, nie odciąłem się od świata. Może nie zawsze odbiorę, ale naprawdę kontakt ze mną nie jest specjalnie utrudniony. To po pierwsze. Po drugie, nie jestem prezesem zatrudnionym na etacie, tylko takim, który wykłada na Stal swoje pieniądze. Moja sprawa, czy wyjadę na tydzień, czy na dziewięć dni. Siedząc w Rzeszowie, załatwiłbym tyle samo. Wyjechałem z domu, ale nie leżę do góry brzuchem, tylko nieustannie rozmawiam z potencjalnymi sponsorami. Sęk w tym, że nikt panu nie da pieniędzy ot tak, na drugi dzień. To złożony, długotrwały proces. Przecież Stal na rundę potrzebuje ok. 800 tysięcy zł. To niebagatelna kwota.
– Jak dużo brakuje wam, żeby zamknąć budżet takiej wysokości?
– Dużo.
– Ciągle pan powtarza, że negocjacje trwają. Może jakiś konkret. Kiedy się skończą, z jakimi firmami pan rozmawia?
– Mamy pomysły na funkcjonowanie klubu i choć pewnie trudno w to panu uwierzyć, w jakiś sposób kontrolujemy sytuację. Odnoszę wrażenie, że największy alarm podnosicie wy, dziennikarze.
– Wraca pan w czwartek. Spotka się pan niezwłocznie z zawodnikami i trenerami?
– Spotkanie ma sens w sytuacji, w której sam będę wiedział, na czym stoję. Mam zwołać spotkanie tylko po to, żeby powtórzyć piłkarzom, iż muszą cierpliwie poczekać na odpowiedź sponsorów? Z Piotrem Prędotą jesteśmy dogadani. On wie, co możemy mu zaoferować. Mamy też listę piłkarzy gotowych grać w Stali, ale chyba pan nie oczekuje, że podpiszę umowy, nie mając finansowego zabezpieczenia? Liczę, że do końca tygodnia sprawy się wyjaśnią. I jeszcze jedno: martwię się o nadchodzący sezon, bo poprzedni zamkniemy. Półtoramiesięczne opóźnienia nie są problemem, także biorąc pod uwagę polskie warunki.
– Piotr Murawski trenuje z Olimpią Zambrów. Mówił, że chciał zostać w Stali, ale nie było w klubie nikogo, kto porozmawiałbym z nim o przedłużeniu jego umowy. Ponoć nie mógł się do pana dodzwonić.
– No, to już jest bezczelność! Ale w sumie się nie dziwię, Murawski gra swoją grę. Dla pana może niezbyt czytelną, ale dla mnie wszystko układa się w spójną całość.
– Co to za gra?
– Chciał się przenieść do Zambrowa, ale wiedział, że po tej czerwonej kartce w pierwszym meczu barażowym, mogłoby to zostać źle odebrane. Więc wymyślił historię o nieuchwytnym prezesie. Jestem w kontakcie z trenerem, gdyby Murawski z nim porozmawiał, wszystko by wiedział.
– Nie ma pan dość? Nie kusi pana, żeby rzucić to prezesowanie w diabły?
– Za pana pośrednictwem zwracam się do tych, którzy tak chętnie mnie krytykują i zwalniają: zapraszam do klubu. Oddam stery, sami się przekonacie, jaki to kawałek chleba. Najłatwiej szukać dziury w całym i demontować.
Rozmawiał: TOMASZ SZELIGA



8 Responses to "Nie odciąłem się od świata"