
KOSZYKÓWKA. PLK. Słaba skuteczność w rzutach osobistych i dwa indywidualne błędy w końcówce spotkania przesądziły o porażce 61:65 krośnieńskiego beniaminka we Włocławku.
Miasto Szkła Krosno nadal zaskakuje. Wprawdzie tym razem podkarpacki beniaminek zszedł z parkietu pokonany, ale swojego występu we włocławskiej Hali Mistrzów, gdzie napędził sporo strachu miejscowemu Anwilowi, absolutnie nie musi się wstydzić. – Na pewno to spotkanie nie wyglądało tak, jak chcieliśmy – słowa Igora Milicicia, trenera Anwilu najlepiej oddają przebieg sobotniego meczu. Po słabej, pierwszej połowie w wykonaniu Miasta Szkła, po długiej przerwie dało ono prawdziwy koncert, który pozwolił wyjść ekipie z Krosna na prowadzenie. – Nie mogliśmy długo odnaleźć się w ataku, ale Anwil nie potrafił wykorzystać tego do końca. Wprawdzie prowadził kilkoma punktami do przerwy, ale to był dla nas najniższy wymiar kary. Trzecia kwarta była świetna w naszym wykonaniu. Impuls dał Darek Wyka. Wyszliśmy na kilkupunktowe prowadzenie i wydawało się, że będziemy dobijać przeciwnika. Jednak coś się zacięło w ataku i nie wykorzystaliśmy swojej szansy – przekonywał Dariusz Oczkowicz, kapitan Miasta Szkła.
WIĘCEJ O MECZU W PONIEDZIAŁKOWYM, PAPIEROWYM WYDANIU SUPER NOWOŚCI.
mj


