– Nie pozwolimy na rozbiór drużyny

Trener Stali ma powody, by bić brawo swoim zawodnikom. Fot. Bogdan Myśliwiec
– Będziemy mogli przyjmować gratulacje po rundzie rewanżowej, jeśli potwierdzimy, że wynik z jesieni nie jest dziełem przypadku – podkreśla trener Jaromir Wieprzęć. Fot. Bogdan Myśliwiec

II LIGA. Rozmowa z Jaromirem Wieprzęciem, trenerem Stali Stalowa Wola.

Czwarte miejsce i tylko 2 punkty straty do lidera – oto dorobek piłkarzy Stali Stalowa Wola w pierwszej części sezonu. Zielono-czarni są dziś najlepszą drużyną Podkarpacia.

– Z każdej strony zbiera pan pochwały. Przyzwyczaił się pan do tego?
– Szczerze? Podchodzę do tych spraw z dystansem. Wszyscy w klubie będziemy mogli przyjmować gratulacje po rundzie rewanżowej, jeśli potwierdzimy, że wynik z jesieni nie jest dziełem przypadku.

– Do lidera tracicie ledwie 2 punkty, a pan mówi w wywiadach, że drużyna może grać jeszcze lepiej.
– Bo to prawda. Pracujemy z sobą od 4 miesięcy, to niewiele, a już osiągnęliśmy taki wynik. Jeśli każdy z moich zawodników poprawi swoje umiejętności indywidualne, to zyska na tym drużyna. Cieszy mnie, że jest rywalizacja. Gdy ktoś wypadł ze składu za kartki albo z powodu kontuzji, to potem ciężko mu było wskoczyć z powrotem.

– Gdzie konkretnie dostrzega pan rezerwy?
– Musimy poprawić grę w momencie, gdy obejmujemy prowadzenie. Zamiast iść za ciosem, wycofujemy się. Dostarczamy przeciwnikowi tlenu, a potem żałujemy straconych punktów. Tak było choćby w przedostatnim meczu z Limanovią. Tydzień później z Rakowem sytuacja się powtórzyła, na szczęście wtedy udało się uniknąć przykrych konsekwencji.

– Cokolwiek byśmy nie powiedzieli, końcowa ocena i tak będzie wysoka. Tak udanej rundy w wykonaniu Stali nikt się nie spodziewał. Część kibiców do teraz szczypie się, sprawdzając, czy to aby nie sen.
– Razem z Andrzejem Kasiakiem, moim asystentem, mieliśmy latem obawy. Gdy przejmowaliśmy zespół, zostało nam raptem trzy tygodnie, żeby go przygotować do sezonu. Kilku zawodników odeszło. Początki nie były dobre. Przegrywaliśmy, pojawiły się zawirowania ze stadionem. Ale potem odpaliło. W dużej mierze dlatego, że stworzyliśmy zgraną pakę. Dla wielu osób czwarte miejsce na półmetku to zaskoczenie, dla mnie też, ale w mniejszym stopniu. Każdego dnia widziałem, jak ci zawodnicy pracują.

– Brak kompleksów sprawił, że poszaleliście w Pucharze Polski. Pierwszy raz od dawna telewizja przeprowadziła transmisję z meczu rozgrywanego w Stalowej Woli.
– Było jak za starych, dobrych czasów. Dzielnie walczyliśmy z Lechią Gdańsk i Śląskiem Wrocław. Myślę, że godnie zareklamowaliśmy klub i miasto.

– A w lidze co pana zaskoczyło?
– Słaba postawa spadkowiczów Okocimskiego i Puszczy. Poza tym nie sądziłem, że tabela będzie spłaszczona przez tak długi okres czasu. Jedna porażka i lądowało się kilka miejsc niżej. Liga była trochę zwariowana, wszędzie można było zdobyć i stracić punkty. Ale to akurat z korzyścią dla kibiców.

– Trener czołowej drużyny nie powinien mieć większych trosk, ale pan wcale nie musi mieć spokojnej zimy. Ciężko będzie utrzymać dotychczasową jakość bez Łukasza Sekulskiego, który strzelił 17 goli.
– Dziwne, żeby Łukasz po takiej rundzie nie otrzymał propozycji z mocniejszych klubów. Ale jego odejście nie jest przesądzone.

– Ponoć odradza mu pan przeprowadzkę do Ruchu Chorzów.
– Mówię tylko, że Ruch znajduje się w sytuacji podbramkowej i zimą sprowadzi również napastnika z ekstraklasy. Może się zdarzyć, że Łukasz nie odpali, wyląduje na ławce i już się z niej nie podniesie. Z drugiej strony rozumiem, że ekstraklasa kusi. Gra się po to, żeby się do niej dostać, to marzenie każdego piłkarza. Zresztą powtarzam swoim chłopakom, że Stalowa Wola ma być dla nich stacją przesiadkową, a nie przystankiem końcowym w karierze. Decyzja należy do Łukasza. On wie, że chciałbym, aby wytrzymał presję i został z nami do czerwca.

– Tak czy owak, już się pan rozgląda za jakimś napastnikiem.
– To prawda. Jest łatwiej, zawodnicy i ich menedżerowie sami dzwonią do klubu. Chcą grać u nas, bo widzą, że warto.

– Innych pana piłkarzy też kuszą? Michał Czarny strzelił 6 goli – taki stoper to skarb.
– Nie tylko „Sekul” jest w kręgu zainteresowań. Pamiętajmy jednak, że zawodnicy mają ważne umowy ze Stalą, a szefowie klubu nie dopuszczą do rozbioru drużyny.

– Nauczył się pan pracować w trudnych warunkach. Możliwości finansowe niewielkie, sztucznego boiska nie ma. Za to jest szansa, że skończą się przepychanki z miastem.
– Światło w tunelu jest, choć to się nie zmieni z dnia na dzień. Swoją postawą udowodniliśmy, że warto inwestować w klub. Mam nadzieję, iż w ratuszu pojęli, że piłka nożna to najskuteczniejsze narzędzie promocyjne miasta. A co do sztucznego boiska – bardzo go brakuje i nam, i setkom dzieciaków uganiających się w Stali za piłką. Oby i ten temat ruszył do przodu.

– Jaki prezent otrzymał pan od świętego Mikołaja?
– Yyy, do mnie przyjdzie Dziadek Mróz (śmiech). Mikołaj zawitał do dzieciaków, ja swój prezent znajdę pod choinką.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.