
PGE STAL MIELEC – PUSZCZA NIEPOŁOMICE. Po piątkowym remisie mielczanie do miejsca premiowanego bezpośrednim awansem tracą już 4 punkty.
Walcząca o awans do PKO Ekstraklasy PGE Stal Mielec dość nieoczekiwanie tylko zremisowała bezbramkowo na własnym boisku z Puszczą Niepołomice. Najbliższy zdobycia zwycięskiej bramki dla gospodarzy był Grzegorz Tomasiewicz, który przed przerwą trafił w poprzeczkę.
Trener Dariusz Marzec zaskoczył wyjściowym składem, w którym zabrakło miejsca m.in. dla Bartosza Nowaka i Michała Żyry. – Nikt z zewnątrz tego nie wie, jaka sytuacja jest w zespole. Trzy dni temu graliśmy ciężki mecz w Legnicy i chłopaki to odczuwają. Jeśli popatrzymy na pierwszą jedenastkę, tylko trzech zawodników zagrało drugi mecz cały. Mamy jeszcze 10 spotkań do końca, więc trzeba było dać bodźca tym piłkarzom, którzy dotąd dostali mniej minuty do grania, a przyszanować tych, którzy są pełnowartościowymi. Jeżeli wyniki byłby dobry, pewnie odpoczęliby całkowicie – argumentował swoją decyzję trener Marzec. Roszady w podstawowej „11” sprawiły jednak, że Stal przez blisko dwa kwadranse nie przypominała drużyny, której celem jest awans do PKO Ekstraklasy. Co więcej, na boisku zupełnie nie było widać, jak dystans dzieli oba zespoły w tabeli (15 pkt na korzyść PGE Stali – przyp. red.). Podopieczni urodzonego w Mielcu byłego piłkarza i trenera Stali, Tomasza Tułacza, który obecnie prowadzi Puszczę udowodnili, że nie przez przypadek większą część swojego obecnego dorobku punktowego zdobyli na wyjazdach (22 z 29 pkt). – Jako trener, zawsze w meczach ze Stalą mam satysfakcję, że z nią gram i mam też satysfakcję, jeśli zdobywam punkty. Z kolei jako wychowanek Stali, życzę jej awansu. Jestem i będę jej ogromnym kibicem. Myślę, że to się uda, bo klub, zespół i wszyscy ludzie, którzy tu są, dążą do tego od jakiegoś czasu i teraz jest naprawdę blisko awansu – mówił na pomeczowej konferencji prasowej szkoleniowiec Puszczy. Ta od początku piątkowego spotkania wysoko zawiesiła poprzeczkę i to miejscowi musieli się mieć na baczności. Najpierw bliski pokonania Jakuba Wrąbla był Wiktor Żytko, a chwilę później mielecki golkiper mógł mówić o sporym szczęściu, instynktownie broniąc uderzenia z bliskiej odległości Jewhena Radionowa. Poczynaniom swojej drużyny tym razem przyglądał się nad wyraz spokojny, aczkolwiek mocno zaniepokojony trener Marzec. Na szczęście w ostatnim kwadransie Stal przebudziła się z marazmu i tylko centymetrów zabrakło jej do objęcia prowadzenia po tym, jak po strzale Grzegorza Tomasiewicz piłka trafiła w poprzeczkę. – Brakło szczecią, bo sytuacje były. Jednak czasem takie mecze się zdarzają. W szatni jest bardzo duży niedosyt. Myślę, że z przebiegu gry zasłużyliśmy na zwycięstwo. Nie spuszczamy jednak głów, bo przed nami jeszcze 10 spotkań i na pewno będziemy walczyć do samego końca. Chcemy wygrać następny mecz! – zapewniał po końcowym gwizdku Krystian Getinger, kapitan PGE Stali.
Lepsza jakość po przerwie
Po przerwie na boisku pojawił się już Michał Żyro, a chwilę później Nowak i jakość gry gospodarzy wyraźnie się poprawiła. Niestety, nie wystarczyło to do przejścia Puszczy i sforsowania jej szczelnej obrony. Ta z minuty na minutę stawała się coraz bardziej rozpaczliwa, a jakby tego było mało, bramkarz gości Maciej Urbańczyk przez blisko pół godziny bronił z urazem nogi. Końcowy wynik ostatecznie nie uległ zmianie, co w Mielcu przyjęto z wielkim niedosytem. Co gorsza, dzień później swoje mecze wygrały Warta i Podbeskidzie i na 10 kolejek przed końcem sezonu, PGE Stal do miejsca premiowanego bezpośrednim awansem do PKO Ekstraklasy traci już 4 pkt. – Chcieliśmy ten mecz wygrać. Zdawaliśmy sobie jednak sprawę z tego, że przeciwnik jest mocny, co pokazuje zwłaszcza na wyjazdach. Uważam, że zagraliśmy niezłe spotkanie, ale brakło szczęścia, czyli tę jednej bramki, która przecież była tak blisko. Jeżeli jednak taka będzie postawa zespołu do końca sezonu, plan jaki sobie nakreśliliśmy, zrealizujemy – oceniał Dariusz Marzec szkoleniowiec gospodarzy. Z jednego zdobytego punktu o wiele bardziej cieszył się za to Tomasz Tułacz. – Tomasz Tułacz. – Myślę, że możemy być zadowoleni ze zdobytego punktu na tak trudnym terenie u faworyta rozgrywek. Do przerwy to był wyrównany mecz, w II połowie zapłaciliśmy trochę za tę determinację w pojedynku sprzed 3 dni i trochę było widać, że pod względem motorycznym nie wyglądaliśmy najlepiej. Cieszę się jednak, ze potrafiliśmy tak zagrać, żeby utrudnić przeciwnikowi zdobycie bramki – zakończył trener Puszczy.
PGE STAL 0
PUSZCZA 0


