
PIŁKA NOŻNA. II LIGA. Rozmowa z Łukaszem Sekulskim, napastnikiem Stali Stalowa Wola.
Łukasz Sekulski w niedzielę po raz enty został bohaterem Stali. W dziesięć minut ustrzelił hat-tricka, odwracając losy spotkania z Okocimskim. Po zakończeniu meczu w obozie zielono-czarnych nikt nie miał jednak wesołych min.
– Gratulować panu trzech bramek czy jednak współczuć, bo nie udało się wygrać i szansa na awans trochę się oddaliła?
– Nieważne, kto trafia do siatki. Mógłby to być sam trener Jaromir Wieprzęć, bylebyśmy wygrywali. Boli, że nie udało się utrzymać korzystnego wyniku. Remis z Okocimskim to jednak strata dwóch punktów.
– Trzy gole w dziesięć minut – chyba nie warto pytać, czy kiedykolwiek skompletował pan szybszego hat-tricka?
– Nie zdarzyło mi się to nawet za juniora. Czy byłem tym zaskoczony? Gdybym był, oznaczałoby to, iż nie wierzę w swój zespół. Tymczasem 2-0 dla rywala nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Byłem przekonany, iż dopadniemy gospodarzy.
– Fatalnie weszliście w mecz. Co się stało?
– To jest piłka nożna, pewnych spraw nie da się przewidzieć ani wytłumaczyć. Dostaliśmy gonga, potem drugiego i ciężko się nam było obudzić. Nie opowiadajmy jednak historii, że stawka meczu nas sparaliżowała, bo przecież w drugiej połowie pokazaliśmy jaja.
– Sam pan jednak przyznał, że remis w Brzesku to strata, a nie zysk. Podejrzewam więc, że w szatni spokojnie nie było…
– Nie skakaliśmy sobie do oczu. Nikt meczu nie odpuścił, żaden z nas nie chciał go zremisować. Tworzymy monolit, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
– Macie 54 punkty i zajmujecie miejsce gwarantujące udział w barażach. Żeby awansować bezpośrednio, trzeba wyprzedzić choćby MKS Kluczbork, który w ostatniej kolejce podejmuje Stal Mielec. Czy to możliwe, żeby mielczanie umierali na boisku za „Stalówkę”?
– Może pan nie uwierzy, ale nie analizowałem, kto, gdzie i z kim musi wygrać, żeby nam pomóc. Nie wiem, czy to mądre, czy nie, wiem natomiast, że trzeba pokonać Błękitnych Stargard Szczeciński. To dla Stali najważniejszy mecz sezonu!
– Zagłębie Sosnowiec gra u siebie z Puszczą Niepołomice, wicelider Energetyk ROW Rybnik z Limanovią. Cudów nie będzie.
– Taki pan pewny? Raków Częstochowa miał rozbić Nadwiślana Góra, tymczasem przegrał na własnym boisku 0-4. Taki właśnie jest futbol. Intuicja podpowiada mi, że w ostatniej kolejce dojdzie do paru fajerwerków. Nam nie pozostaje nic innego, jak wygrać z Błękitnymi. Potem się okaże, czy te 3 punkty dały prawo gry w barażu, czy może zyskamy coś ekstra.
– To będzie trudniejszy mecz od tego w Brzesku?
– Doskonale wiemy o tym, że nikt nie odstawi nogi. Liczy się tylko zwycięstwo, choć niezależnie od tego, co się wydarzy, ten sezon musimy uznać za udany.
– Jest pan gwiazdą II ligi, królem strzelców z imponującymi 30 bramkami. Do którego klubu ekstraklasy pan trafi?
– Mam nadzieję, że będzie to ekstraklasa. Na razie nic więcej nie powiem. W tym temacie obowiązuje cisza wyborcza (śmiech).
– Gdyby wprowadził pan „Stalówkę” do I ligi, miałby pan komu zadedykować awans…
– Tak, w sierpniu zostanę ojcem, byłby to świetny prezent dla małego. Mam nadzieję, że będziemy świętować. Całe piłkarskie środowisko Stalowej Woli zasługuje na ten awans.
Rozmawiał: Tomasz Szeliga


