Nie stać ich na rehabilitację!

Obaj bracia są obecnie rehabilitowani w Regionalnym Ośrodku Rehabilitacyjno-Edukacyjnym w Rzeszowie. Całą sobotę był z nimi ojciec. Fot. Anna Moraniec

WOJKÓWKA, RZESZÓW. Mateusz ma 14 lat. Od roku nie wstaje z wózka. Jego brat Bartek jest o 3 lata młodszy, jeszcze ma szansę chodzić…

Bartek i Mateusz chorują na dystrofię mięśni typu D. To choroba genetyczna, która przejawia się powolnym zanikiem mięśni, wczesnym inwalidztwem, a później niewydolnością oddechową. Od kilku lat każdy krok jest dla nich wyzwaniem i przybliża do wózka inwalidzkiego. Ojciec robi wszystko, by choć młodszy chłopiec mógł się przemieszczać samodzielnie jak najdłużej. To ważne, bo po śmierci żony ciężar opieki nad dziećmi spadł na niego i jego schorowaną matkę.

Od kilku miesięcy Bartek poruszał się już jak baletnica, na opuszkach palców. Nie dlatego, że lubi tańczyć, tylko z powodu okrutnych przykurczy mięśni i ścięgien. – Miesiąc temu przeszedł operację ścięgna Achillesa, dlatego teraz trafił na rehabilitację do regionalnego ośrodka rehabilitacji w Rzeszowie. Został przyjęty z Mateuszem, bo chłopcy są bardzo związani ze sobą i trudno znoszą rozłąkę. Mateusz nie chciał brata puścić na operację. Ich rozstanie było bardzo dramatyczne. Nie rozumieli, gdzie Bartek jedzie, po co i kiedy wróci – mówi Marek Feruś, ojciec chłopców. A rehabilitacja tak samo potrzebna jest obu. Niećwiczone mięśnie i ścięgna zanikają bowiem jeszcze szybciej. Gdyby nie operacja wydłużająca ścięgna i korygująca układ stóp, Bartek za kilka miesięcy wylądowałby na wózku. Teraz jest szansa, że pochodzi trzy, cztery lata. Na razie od nowa uczy się chodzić przy pomocy chodzika.

Mama odeszła
Chłopcy wychowują się bez mamy. Trzy lata temu u kobiety wykryto nowotwór złośliwy. – Dwa lata jeździłem z żoną na naświetlanie do Brzozowa. Niestety choroba była silniejsza od niej. Umarła. Po śmierci żony wszystkie obowiązki związane z opieką nad chorymi synami spadły na mnie. Nie mogę nawet wziąć jakichś nadgodzin żeby dorobić. Bracia wymagają stałej pomocy przy codziennych czynnościach. Jak mam drugą zmianę to odwożę ich do szkoły. Jak nie mogę, to nauczycielka przychodzi do domu. Ale chłopcy lubią być wśród rówieśników, są lubiani – mówi pan Marek.

Dwa razy w tygodniu dzięki pomocy Hospicjum Darmed z Brzozowa i Fundacji “W trosce o życie” do Mateusza i Bartka za darmo przyjeżdża rehabilitant. Chłopcy bardzo cieszą się z każdego kolejnego spotkania z nim. Zbawienna jednak byłaby dla chłopaków codzienna rehabilitacja i terapie wspomagające, które wydłużyłyby im życie i uczyniły je znośniejszym.

Do tego jednak jest potrzebna Państwa pomoc. Chcąc wesprzeć rodzinę Ferusiów można wpłacić dowolny datek na ich konto o numerze:
PKO SA ODDZIAŁ SANOK
17 1240 2340 1111 0010 0741 0867
z dopiskiem Bartłomiej Mateusz Feruś.

Anna Moraniec

4 Responses to "Nie stać ich na rehabilitację!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.