
Filip G. wpadł na chwilę do baru, by wziąć jedzenie na wynos i bardzo się śpieszył. Barman powiedział mu jednak, że na zamówione danie musi chwilę poczekać, więc Filip usiadł przy bufecie i czekał. Obok niego pił piwo jakiś nieznajomy, który życzliwie doradził:
– Niech pan tymczasem zamówi sobie piwo, przy którym czas szybciej leci.
Porada wydała się Filipowi sensowna, więc zamówił mały browar i dał się wciągnąć w pogawędkę z nieznajomym, który okazał się wyjątkowo nudnym i tępym rozmówcą. Filip siedział jak na szpilkach, bo nie dość, że się śpieszył, to jeszcze musiał wysłuchiwać jakiegoś idioty. Na szczęście po kilku minutach kelner przyniósł zamówione danie. Zdenerwowany Filip nawet nie dopił piwa, zapłacił, położył portfel na ladzie, by włożyć gorące jedzenie do torby i wybiegł z baru. W pośpiechu zapomniał o portfelu.
Zauważył to ów nieznajomy, który powiadomił o tym barmana.
– Zostawiam panu portfel tego gościa, który przed chwilą wyszedł
– rzekł uczciwy znalazca – i lecę, bo sam też się śpieszę, a ten roztargniony facet z pewnością wróci po zgubę.
Rzeczywiście, Filip G. szybko zauważył brak portfela i wściekły na siebie zawrócił do baru. Jakże był jednak szczęśliwy, gdy barman powiedział mu, że ma jego portfel, bo oddał go ten uczciwy konsument, z którym gawędził i pił piwo. Filip zajrzał do środka i wrzasnął na cały lokal, że widzi tylko dokumenty, natomiast nie ma pieniędzy, a miał tam ponad tysiąc złotych.
W tej sytuacji barman zadzwonił na policję, aby sam nie znalazł się przypadkiem w kręgu podejrzanych. Niebawem pojawili się policjanci, wysłuchali opowieści poszkodowanego oraz barmana, który podpowiedział mundurowym, że przy barze jest monitoring, który chyba warto przejrzeć.
– Nie chyba, a na pewno – orzekli policjanci i przejrzeli dokładnie całą scenkę z portfelem, na której było wyraźnie widać, jak rzekomo uczciwy konsument piwa najpierw przysuwa portfel bliżej siebie, a po wyjściu Filipa wyjmuje banknoty i chowa do kieszeni. Następnie z dumną miną uczciwego znalazcy oddaje portfel barmanowi.
Policjanci nie mieli kłopotów z ustaleniem sprawcy kradzieży, bo choć nie był on stałym klientem tego baru, to był za to stałym klientem organów ścigania. Złodzieja szybko znaleziono w… pobliskiej knajpie, gdzie przepijał skradzione pieniądze, ale w ogóle nie wykazał skruchy i wygłosił nawet krótkie przemówienie na temat uczciwości.
– Jak znajdziesz i oddasz złotówkę, to jest uczciwość, ale jak znajdziesz i oddasz tysiaka, to jest głupota – tłumaczył się ten idiota, z którym zadał się Filip, choć zadawać się nie musiał. Bo z idiotami muszą zadawać się tylko psychiatrzy.
JAN M.



3 Responses to "(Nie)- uczciwy znalazca"