
Rozmawiamy z Mirosławem Karapytą, byłym marszałkiem województwa podkarpackiego, któremu prokuratura postawiła 7 zarzutów korupcyjnych.
– Śledztwo prokuratury, w której ma Pan status podejrzanego, zostało ostatnio przedłużone do stycznia 2014 roku. Jest w nim już pięciu podejrzanych. Nie niepokoją Pana te fakty?
– Nie, ale zastanawiam się, jaki to ma związek ze mną? Bo ja wiem, co robiłem, a może, według pewnych faktów, nawet nie wiem, co robiłem (śmiech).
– Wtedy używał Pan takiego sformułowania: „różnimy się z prokuraturą co do interpretacji pewnych faktów”. Podtrzymuje Pan je do dzisiaj?
– Tak. Skoro nie przyznałem się do zarzucanych czynów, to wiadomo, że się nie zgadzam. Cały czas podtrzymuję to stanowisko.
– A jak wygląda to śledztwo od takie praktycznej strony?
– A tu nie mogę nic powiedzieć. Tylko mecenas Sendecki może odpowiadać na takie pytania. Nie chcę być podejrzewany o mataczenie. Złożyłem taką deklarację w sądzie i trzymam się pewnych zasad. I na każdym etapie składałem również oświadczenia, że jestem w każdej chwili do dyspozycji.
– To jak wygląda dzisiaj taki Pana zwykły dzień?
– Nie ma jakiegoś stereotypu dnia, każdy jest inny. Tak jak powiedziałem, z tego okresu 70 dni spędziłem w szpitalu.
– Czy Pana zdaniem ta sprawa skończy się na wokandzie?
– Nie chcę być prorokiem w tej sprawie. Będę się trzymał tej wersji, którą oświadczyłem w prokuraturze. Życie w takiej niepewności nie jest komfortem.
– Nie jest już Pan członkiem PSL-u, złożył Pan rezygnację z członkostwa. Był Pan wyraźnie zawiedziony postawą byłych kolegów…
– Tak, ale ja tego nie ukrywałem w oświadczeniu. Jeżeli ja zostałem zatrzymany 22 kwietnia, a 23 usłyszałem oświadczenia pana Burego i pana Piechocińskiego, a 24 dopiero odbyło się posiedzenie sądu, które wydało postanowienie, to coś jest nie tak.
– Ma Pan do nich żal?
– Ja mówię, że coś jest nie tak. W województwie podlaskim była analogiczna sytuacja. Marszałek miał postawione zarzuty i do dzisiaj jest marszałkiem. To jest akurat marszałek z Platformy Obywatelskiej, ale nikt z PO nie miał pomysłu, żeby go odwoływać. Statut podejrzanego stanowi domniemanie niewinności, ale ja nie będę tutaj komentował, czy ktoś jest lepszy od sądów. Ale wydaje mi się, że tak.
– Pan nie chciał zrezygnować z funkcji marszałka, ale z drugiej strony mówił Pan o poważnych konsekwencjach zdrowotnych. Myśli Pan, że, przy całej tej skali, to nie wykluczało dalszego marszałkowania?
– Ale to była nie tylko moja sprawa. Zarząd pod moim przewodnictwem opracował pewien mechanizm, więc tam można było pewne rzeczy tak sformułować i tak prowadzić, żeby nie eksponować mojej osoby. To już byłyby techniczne rozwiązania, które nie powodowałyby takiego całkowitego przewrotu, bo ja nie wiem, jakie skutki, konsekwencje są w tej chwili we współpracy z władzami centralnymi czy przy realizacji projektów. Przecież nie we wszystkim marszałek bierze udział bezpośrednio. Ja, w przeciwieństwie do marszałka Ortyla, nie miałem w nadzorze wielu departamentów, więc według mojej oceny nie burzyło to jakby prawidłowości pracy urzędu. Czy rzutowało to w kontekście spraw obyczajowych na moją osobę, to może tak, bo ja to też rozumiem, ale kazus Stanów Zjednoczonych pokazuje, że gdy Amerykanie byli zajęci aferą rozporkową Clintona, to wtedy był atak na World Trade Center. Ważne sprawy umykały. Zajmowaliśmy się rzeczami, do których ja się nie przyznaję i jestem święcie przekonany, że zostaną wyjaśnione na moją korzyść. Stanowiły nie wiem jaką grę i nie wiem, jaką walkę stanowią, ale to już pozostawiam organom, które prowadzą postępowanie.
– A myśli Pan o powrocie do polityki? Bo jest Pan przekonany, że zostanie Pan oczyszczony z zarzutów…
– Tak, tak, jestem przekonany. Jeśli mówimy o polityce, to ja na pewno nie chciałbym zawieść swoich wyborców, bo to nie byli wyborcy pana Burego. Tylko w moim okręgu głosowało na mnie prawie 24 tys. osób. Ja nie mogę im powiedzieć, że ich zostawiam, tylko muszę pomyśleć nad formułą. Byłem związany z PSL-em bardzo mocno i wiele robiłem na rzecz wizerunku PSL-u. Dzięki mojemu wynikowi mam mandat do tego, żeby reprezentować i to jest dla mnie dzisiaj dylemat, jak to wyjaśnić tym ludziom. A ja nie wstydzę się popatrzeć moim sąsiadom w oczy i w Lubaczowie, i w Jarosławiu, i w moim okręgu.
– Jak Pana wyborcy odbierają tę sytuację?
– Normalnie, odwrotnie niż w Internecie, który jest dla mnie śmietnikiem. Kobiety z Koła Gospodyń Wiejskich podchodzą do mnie i częstują mnie czymś czy dziękują za coś. Jest wiele normalnych ludzi, dla których warto żyć, a nie dla tych, którzy nie ujawniają swojego nazwiska i szkalują innych.
– Ale wielu miało pretensje, że nie chciał Pan ustąpić ze stanowiska po usłyszeniu zarzutów.
– Ja byłem zaskoczony tym, że coś takiego się pojawiło.
– Ale 7 zarzutów nie wymyślili internauci, tylko postawiła Prokuratura Apelacyjna w Lublinie.
– Faktem są zarzuty, ale czy są prawdą?
– Urzędników obowiązuje jednak “nieposzlakowana opinia”. Nie sądzi Pan, że te zarzuty ją popsuły?
– Ale ja już mówiłem, że mam pewną relację z moimi wyborcami. Ja dzisiaj kontroluję to na zasadzie, jak wyborca to odbiera, nie ten, który pisze na klawiaturze, tylko ten, który mi zawierzył i oddał głos. O tym, że taki wizerunek mój powstał, nie ja zdecydowałem. Nieposzlakowana opinia w moim przypadku jako radnego jest w pokryciu głosów wyborców.
– Myśli Pan, że miałby Pan dziś równie dobre poparcie jak w wyborach w 2010 roku?
– Myślę, że podobne, bo większość ludzi komentuje to, widząc podtekst w tym działaniu, którego ja nie komentuję.
– Widzi Pan siebie w jakiejś innej partii czy chce być Pan bezpartyjnym radnym?
– Na razie chciałbym, żeby na koniec kadencji powiedzieć radnym, że pomimo tego, co mnie spotkało, chciałbym wrócić do pracy i funkcjonować jako ten, który broni interesu okręgu wyborczego.
– Wróćmy jeszcze do problemu wstrzymanej certyfikacji w Brukseli. Jak dobrze rozumiem, Pana konkluzja jest taka, że w mediach pojawiła się informacja, przez którą KE wstrzymała certyfikację, a dzisiaj okazuje się ona nieprawdziwa?
– Oczywiście, bo KE nie wiedziała, co czyni prokuratura. Trwał okres, kiedy Komisja Europejska pytała o projekty, które są objęte postępowaniem. Nie mógł tego zrobić zarząd ani marszałek, bo nie miał ich wskazanych. Oczekiwaliśmy tego od prokuratury, ale ona tego nie zrobiła. Zasłaniała się tajemnicą, że nie może tego ujawnić, co nas niepokoiło, więc zaczęliśmy porządkować całość projektów i procedur, które zostały przyjęte. Było pytanie dalej jakie projekty? I wtedy cała sprawa utknęła i to miał rozwiązać audyt. Więc jeżeli audyt jest i mówi o niedociągnięciach tylko formalnych, to pracujmy nad tym.
– Ale jeden z zarzutów, które Pan usłyszał w prokuraturze, dotyczy gospodarowania środkami unijnymi…
– Ten zarzut zostanie wyjaśniony w normalnym trybie postępowania karnego. Bo ja dzisiaj jestem podejrzany, a nie skazany czy osadzony. Więc nie wiemy, czy to jest akuratnie tak. Trzeba byłoby więc zapytać, gdzie w tym audycie UKS-u pojawiły się techniczne niedociągnięcia, czy dotyczą one tych projektów? Bo mnie się wydaje, że ten protokół UKS-u wcale nie musi dotyczyć tych projektów. I z tego co wiem, nie dotyczy.
Rozmawiał Arkadiusz Rogowski
PRZECZYTAJ PIERWSZĄ CZĘŚĆ WYWIADU: „Nie można wszystkiego zwalić na Karapytę”



18 Responses to "„Nie wstydzę się ludziom spojrzeć prosto w oczy”"