
ŻUŻEL. Rozmowa z JANEM WŁODZIMIERZEM GUGAŁĄ, przewodniczącym komisji rewizyjnej Rzeszowskiego Towarzystwa Żużlowego.
– Wydawać by się mogło, że na odrodzeniu ligowego speedwaya w Rzeszowie powinno zależeć wszystkim, na czele z miejskim władzami…
– Początkowo współpraca z miastem układała się bardzo dobrze. Ale do czasu. Owszem, są osoby w urzędzie miasta, które od samego początku bardzo nam pomagały i nadal pomagają, ale nie wszyscy w ratuszu nam dobrze życzą. Tym drugim najwyraźniej żużel w Rzeszowie przeszkadza i robią wszystko, żebyśmy tylko mieli pod górkę. To jest nie do pomyślenia! Nie wykluczamy, że jeśli dalej tak będzie wyglądała sytuacja, to poważnie rozważymy wycofanie się z rozgrywek ligowych.
– Kogo ma pan na myśli, mówiąc że nie jest przyjacielem rzeszowskiego żużla?
– Całe zło zaczyna się od Ratusza, a ściśle mówiąc od Wydziału Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Miasta. Urzędnicy tego wydziału nie znają regulaminów zawodów żużlowych i nie rozumieją podwyższonego ryzyka, związanego z uprawianiem sportu żużlowego. Gdy słyszymy od dyrektorki wydziału, że wygrać przetarg na przygotowanie toru żużlowego może kwiaciarka, to nam działaczom i zawodnikom szczęki opadają. Żużel wiążę się przecież z ogromnym ryzykiem. Proszę sobie wyobrazić 16-letniego chłopaka, który wsiada na motor żużlowy, pozbawiony hamulców i w kilka sekund rozpędza się do 100 km/h. W przypadku jakiegoś wypadku nie mówimy tylko o złamanym paluszku, ale o poważniejszych kontuzjach, a nawet śmierci, bo przecież i takie nieszczęścia się zdarzały. Dziwi mnie zatem postawa miejskich urzędników, bowiem pragnę podkreślić, że nasza sytuacja finansowa jest dobra. Obecnie mamy zabezpieczony budżet w prawie 80 procentach, co na tę chwilę jest doskonałym wynikiem. Sporo pieniędzy wyłożyli sami członkowie zarządu ale nie możemy również zapomnieć o deklaracji prezydenta Ferenca, który obiecał nam wsparcie finansowe ze strony miasta. Problemów jednak nam nie brakuje. Mówię nawet tak o tym, że „Schody do urzędu miasta na Rynek 11 są coraz większe”. Dostanie się tam przypomina wspinaczkę, niczym w Himalajach…
– Na czym dokładnie polega problem we współpracy z miastem?
– Jest ich kilka. Od 5 miesięcy staraliśmy się o dostęp do boksów żużlowych w parku maszyn na terenie stadionu. Zakładając nasze towarzystwo, gdy jeszcze nie mieliśmy się gdzie podziać, to naturalnym pomysłem był właśnie park maszyn. W piśmie, skierowanym jesienią ubiegłego roku do prezydenta Rzeszowa, zwróciliśmy się z prośbą o udostępnienie go nam. Odpowiedź była pozytywna, a park maszyn miał nam zostać udostępniony bezpłatnie.
– Co było dalej?
– Gdy przyszło do podpisania umowy, okazało się, że ona zaginęła. Za jakiś czas otrzymaliśmy pismo z miasta, że owszem, park maszyn zostanie nam udostępniony, ale odpłatnie. Na pytanie dlaczego mamy płacić, skoro wcześniejsze ustalenia były inne, oświadczyli nam, że musimy płacić za korzystanie z parku maszyn, ponieważ pawilon znajduje się na działce, na której budowana była trybuna, finansowa ze środków unijnych. To wierutne kłamstwo, co pokazują mapki, jakie uzyskałem w wydziale geodezji.
– Jakie były dalsze kroki Rzeszowskiego Towarzystwa Żużlowego?
– Napisaliśmy kolejne pismo do prezydenta Rzeszowa, do którego załączyliśmy odpowiednie mapy. Prezydent Ferenc był wówczas akurat na zwolnieniu lekarskim i pismo trafiło do wiceprezydenta, Marka Ustrobińskiego. Po jego interwencji, ostatecznie udało się załatwić tę sprawę, ale nie od razu. 7 lutego br. prezydent podpisał zarządzenie w sprawie sporządzenia nowej umowy bezpłatnego najmu, której jednak długo nie mogliśmy się doczekać. 24 lutego złożyliśmy więc wizytę pani dyrektor wydziału i zaczęła się słowna szermierka. W przygotowanej umowie widniała bowiem data jej podpisania na dzień 16 lub 17 marca czyli na kilkanaście dni przed planowaną inauguracją sezonu.
– To trochę za późno…
– To zdecydowanie za późno! Cały problem polega na tym, że oni albo nie chcą znać specyfiki tego sportu, albo robią to specjalnie. Tor żużlowy to przecież nie sala gimnastyczna, gdzie otworzy się drzwi i można grać w piłkę. Aby przygotować tor do jazdy po zimie, potrzeba na to koło 10 dni.
– Po długich bojach sprawę jednak udało się w końcu załatwić…
– Ostatecznie stanęło na tym, że dostaliśmy obietnicę, że od 4 marca będziemy mieć dostęp do pomieszczeń w parku maszyn i rzeczywiście tak się stało. Teraz czekamy na oficjalną umowę, z którą mam nadzieję, nie będzie już żadnych problemów.
– To jednak nie jedyny zgrzyt, jaki nastąpił w relacjach z miastem…
– Podczas ubiegłorocznego, międzynarodowego meczu piłkarskiego, który rozegrany został na stadionie przy ul. Hetmańskiej, jednemu z pracowników urzędu miasta przeszkadzało 46 banerów reklamowych na drewnianych stelażach, które leżały na parkingu pod dachem. Warte około 20 tys. zł banery i stelaże, z których znaczną część mieliśmy używać w tym sezonie, zniknęły ze stadionu. Zgłosiliśmy nawet sprawę na policję i znalazła się osoba, która je spaliła i przyznała, że kazała mu je sprzątnąć osoba z urzędu miasta. Teraz musimy jechać do zakładu drzewnego i zamówić 50 płyt reklamowych. Nikogo nie muszę przekonywać, jakie to są koszty.
– Problem ponoć pojawił się również przy okazji ubiegłorocznego żużlowego Turnieju o Puchar Prezydenta Rzeszowa…
– Wiceprezydent Sienko obiecał nam na ten cel 20 tys. zł. Ostatecznie otrzymaliśmy połowę z tego, z czego 5,6 tys. zł musieliśmy miastu zapłacić za wynajęcie stadionu na turniej, którego całkowity koszt wyniósł nas ponad 32 tys. zł.
– Kolejny problem, związany z obsługą i przygotowaniem toru do treningów i zawodów pojawił się w ostatnich dniach…
– Proszę sobie wyobrazić, że tor obsługiwać będzie firma z Sokołowa Małopolskiego, która prowadzi naukę jazdy! Z naszych informacji wynikało, że tak naprawdę miał się tym zajmować jednak jeszcze ktoś inny. Prawdopodobnie „spadkobierca” po panu Nawrockim. Na szczęście stanęło ostatecznie na tym, że to Rzeszowskie Towarzystwo Żużlowe będzie podwykonawcą i to my będziemy zajmować się przygotowaniem toru.
– Przygotowanie toru przez zewnętrzną firmę to byłby chyba ewenement na skalę kraju…
– Rozmawiałem ostatnio z przedstawicielami wielu klubów żużlowych m.in. z Częstochowy, Lublina, Gdańska, Ostrowa Wlkp. i Gniezna. W żadnym z tych klubów, a mogę powiedzieć z całą stanowczością, że również w żadnym innym żużlowym klubie w Polsce nie ma takiej sytuacji, żeby obca firma przygotowywała tor. Gdy zadzwoniłem do prezesa klubu z Lublina, gdzie też jest stadion miejski, to usłyszałem, że miasto z pocałowaniem ręki oddało klubowi przygotowanie toru. Regulamin rozgrywek 2.LŻ mówi, że to organizator zawodów wyznacza osoby funkcyjne m.in. toromistrza. W Rzeszowie to my mamy wyznaczyć toromistrza, jako organizatorzy zawodów. W stolicy Podkarpacia jest tylko dwóch ludzi: Janusz Stachyra i Jan Szyszka, którzy mają uprawnienia toromistrza. Obaj pracują u nas. Zresztą my już przygotowaliśmy się do obsługi toru, kupując m.in. za 15 tys. zł nowe urządzenia. Tymczasem toromistrz w Rzeszowie mógł być nie wiadomo skąd. Mówiło się, że z Krakowa lub Torunia…
– Co stałoby się w przypadku, gdy tor został nieregulaminowo przygotowany do meczu?
– Za przygotowanie toru odpowiada klub, który organizuje zawody. I teraz proszę sobie wyobrazić taką sytuację: przyjeżdża jakiś toromistrz z zewnątrz i przygotowuje nam tor. W momencie, gdy my nie moglibyśmy tego robić, to ja lub ktoś z klubu musiałby siedzieć na trybunie i nagrywać, jak to wszystko przebiega. Musielibyśmy tak robić, na wypadek, gdyby potem coś się stało. To my bowiem odpowiadamy za to karnie, jako organizator zawodów. Mówiąc to wszystko ludziom z zewnątrz, to wszyscy się śmiali z tego, co dzieje się w Rzeszowie. Rozmawiałem z członkami GKSŻ, którzy jednoznacznie stwierdzili, że klub, jako organizator zawodów odpowiada za wszystko w tym m.in. na przygotowanie toru i wszystkie ewentualne kary, jakie zostaną nałożone.
– Niewiele brakowało, a zostalibyście również na ten sezon bez licencji, bowiem ta, otrzymana pod koniec ubiegłego roku była tylko warunkową…
– Dostaliśmy licencję warunkową, bo nie mieliśmy jeszcze podpisanej umowy z miastem na korzystanie ze stadionu. Otrzymaliśmy ją z ratusza dosłownie w ostatniej chwili, a za 3 dni trzeba ją było przedstawić w PZMot. W umowie na korzystanie ze stadionu jest tyle bzdur, że głowa mała! Nie mogliśmy do niej zgłosić żadnych uwag, ponieważ jak usłyszeliśmy, to jest umowa sprzed lat, zaakceptowana przez prawników i nie wolno w niej nic zmieniać. W umowie jest m.in. zapis, mówiący że po zawodach organizator sprząta cały stadion. Z drugiej strony jest podpisana umowa z zewnętrzną firmą na sprzątanie stadionu. To ja pytam: kto w końcu ma sprzątać stadion?
– Ostatnio Rzeszowskie Towarzystwo Żużlowe ponownie spotkała niemiła niespodzianka…
– Klub został pominięty z przydziału środków na realizacje uchwały nr LXY/1216/2013 Rady Miasta w zakresie popularyzacji sportu w 2020 r. Gdy zwróciliśmy się do Ratusza z prośbą o wyjaśnienie, usłyszeliśmy, że nie przyjmuje on żadnych odwołań i nie będzie on uzasadniał swojej decyzji. Ręce opadają…
Rozmawiał Marcin Jeżowski


