Nie wycofam się w razie spadku

- Myślę, że finalizacja rozmów powinna nastąpić w ciągu najbliższych 14 dni - tak o możliwości przejęcia Speedway Stali Rzeszów S.A. mówi Ireneusz Nawrocki, który chce wyciągnąć żużel w stolicy Podkarpacia z głębokiego kryzysu, w jakim się obecnie znalazł. Fot. Wit Hadło
– Myślę, że finalizacja rozmów powinna nastąpić w ciągu najbliższych 14 dni – tak o możliwości przejęcia Speedway Stali Rzeszów S.A. mówi Ireneusz Nawrocki, który chce wyciągnąć żużel w stolicy Podkarpacia z głębokiego kryzysu, w jakim się obecnie znalazł. Fot. Wit Hadło

ŻUŻEL. Rozmowa z IRENEUSZEM NAWROCKIM, biznesmenem zainteresowanym przejęciem Speedway Stali Rzeszów S.A.

Pierwszy mecz barażowy pomiędzy Stalą Rzeszów, a Speed Car Motorem Lublin oglądał m.in. pochodzący z Bielska-Białej biznesmen, działający w branży deweloperskiej, który nosi się z zamiarem zainwestowania w rzeszowskim żużel. – Z tych planów nie wycofam się w razie spadku do II ligi – deklaruje IRENEUSZ NAWROCKI.

– Co Pan czuł, widząc jak drużyna, którą zamierza sponsorować dostaje tęgie lanie od II-ligowca z Lublina i ostatecznie przegrywa 38-52?

– Szlag mnie trafiał i cały się telepałem, jak oglądałem to wszystko!

– Pana zdaniem, co mogło być przyczyną klęski Stali w tym meczu?

– Nie wiem czy istotnie nasi niektórzy zawodnicy byli w tak słabej dyspozycji czy zadziałały inne czynniki, o których nie chcę mówić, nie mając 100-procentowych dowodów.

– Porażka Stali, a przede wszystkim jej styl nie zraziły Pana do rzeszowskiego żużla?

– To trudne pytanie. Moje założenia były takie, aby zreformować trochę rzeszowski żużel, doprowadzić w przyszłym sezonie do wygrania Nice 1. Ligi Żużlowej i awansu do PGE Ekstraligi. Zaczęliśmy już nawet rozmowy z zawodnikami z górnej półki, aby wzmocnić skład. Niestety, niedzielny występ troszkę skomplikował te plany, ale ich nie zniweczył.

– Na jakim etapie są zatem rozmowy w sprawie przejęcia rzeszowskiej spółki żużlowej i kiedy można się spodziewać ich finalizacji?

– Rozmowy są na ukończeniu. Spotkałem się już z władzami klubu, z zarządem spółki żużlowej, zawodnikami oraz prezydentem Rzeszowa. Myślę, że finalizacja rozmów powinna nastąpić w ciągu najbliższych 14 dni.

– Wierzy Pan w ogóle w możliwość odwrócenia losów barażowej rywalizacji i utrzymanie Stali w Nice 1.LŻ?

– Oczywiście będę wspierał drużynę i walczył o wygranie w dwumeczu. Podjęliśmy już nawet wspólnie z obecnymi władzami Speedway Stali Rzeszów S.A. kroki, które myślę, że doprowadzą do wygrania w Lublinie różnicą większą, niż 14 punktów. Jeżeli jednak się to nie uda, to trudno. Zaczniemy w II lidze, wygramy ją i idziemy do przodu. Szkoda tylko, że w takim przypadku stracimy dodatkowy rok czasu, bo nakłoniłem i przekonałem już trochę ludzi – nazwijmy to z górnej półki – do współpracy. W przypadku spadku, współpraca z niektórymi z nich odwlecze się w czasie, bowiem nie będą one na początku zainteresowane większym sponsoringiem II-ligowego klubu.

– Na czym będą polegać działania, mające doprowadzić do zwycięstwa Stali w Lublinie?

– Załatwiam m.in. ściągnięcie do Polski Josha Grajczonka, aby mógł on tu przejść przyspieszoną rehabilitację po kontuzji, jakiej nabawił się w minionym tygodniu. Wszystko po to, aby w niedzielę mógł wystąpić w Lublinie. Musimy tam pojechać na maksa i spróbować odrobić straty z nawiązką.

– Mimo widma spadku Stali do II ligi, w Pana słowach daje się odczuć duży optymizm…

– Poradzimy sobie i w razie konieczności, zbudujemy wszystko od podstaw.

– Jaki ma Pan zatem pomysł na speedway w Rzeszowie?

– Chciałbym zbudować drużynę zintegrowaną, jadącą na zawody w przyjacielskiej atmosferze. Przede wszystkim chcę, aby funkcjonowała ona na takiej zasadzie, że spotykamy się między zawodami, rozmawiamy, rozwiązujemy problemy, jeśli takie będą, a czasami i trochę się zrelaksujemy. Ja nie chcę, aby zawodnik – dajmy na to z Anglii – w biegu, na szybko jechał zawody, wyjeżdżał ze stadionu tuż po ich zakończeniu i pędził gdzieś indziej. Ma być integracja, żużlowcy mają się znać, być ze sobą po imieniu, jeden drugiego wspierać. Oczywiście duży nacisk chciałbym położyć też na szkolenie młodzieży i z tym również jesteśmy zgodni z władzami klubu.

– Żużel to ponoć nie jedyny Pana pomysł na lepszą przyszłość Stali…

– Chcę doprowadzić do tego, żeby klub nie był tylko klubem sportowym. Jest to spółka, więc może prowadzić działalność gospodarczą i takową będziemy chcieli rozpocząć. W ten sposób klub może zarabiać swoje pieniądze, a nie tylko liczyć na środki od sponsorów. To co najważniejsze, to wypłaty dla zawodników mają być regularne i natychmiastowe.

– Pochodzi Pan z Bielska-Białej, gdzie przecież nie ma żadnych tradycji żużlowych. Skąd zatem zainteresowanie speedwayem?

– Żużlem interesuje się od dawna. Jestem z Bielska-Białej, ale ostatnio więcej czasu spędzam w Darłowie, Szklarskiej Porębie czy Chorwacji, gdzie realizuję swoje inwestycje. W przeszłości sponsorowałem już sport, ale to było na takiej bardziej charytatywnej zasadzie, jak np. gale sportów walki.

– Dlaczego akurat Stal Rzeszów?

– Dwa lata temu po raz pierwszy spotkałem się z obecnym kierownikiem Stali, Marcinem Janikiem i już wówczas zaczęliśmy rozmowy. Od jakiegoś roku prowadziliśmy – nazwijmy to – takie wstępne pierwsze rozmowy, a teraz zdecydowaliśmy, że nadszedł czas, żeby je sfinalizować. Chcę podkreślić, że bardzo dobrze współpracuje mi się zarówno z Marcinem Janikiem, jak i z trenerem Januszem Stachyrą oraz prezesem Andrzejem Łabudzkim.

– Widzi ich Pan w „nowej Stali”?

– Wszyscy, którzy są w tej chwili przy rzeszowskim żużlu, na pewno będą mi pomagać. Z tą wiedzą, którą mam, nie chcę za bardzo wtrącać się w sprawy sportowe, a zajmować się tylko sprawami biznesowymi. Chcę to po prostu wszystko rozdzielić. Tak więc jednym z wiceprezesów na pewno będzie Marcin Janik, bo uważam, że on się w tym wszystkim dobrze odnajduje. Ja natomiast będę bardziej zajmował się w terenie biznesem, żeby klub miał środki finansowe do funkcjonowania.

– Co oprócz transferów i większego wsparcia finansowego trzeba zrobić, żeby Stal wreszcie zaczęła odnosić sukcesy?

– Jedną z nowych rzeczy, którą chcę koniecznie wprowadzić do drużyny, to szkolenia mentalne. Widzę bowiem, że żużlowcy mają strasznie słabe głowy, szybko się załamują. Zauważyła to nawet moja córka, magister fizjoterapii i doktor Nauk o Kulturze Fizycznej w AWF Katowice. Ja również jestem zdania, że dodatkowe zajęcia z treningu mentalnego dają olbrzymie możliwości. Sam ukończyłem Akademię Erica Adlera, co znacząco podniosło mój potencjał. Poza tym wystarczy spojrzeć na potęgi światowego sportu, dla których taki trening mentalny stanowi znaczną część szkolenia, niezależnie od dyscypliny sportowej. Myślę, że dobrym rozwiązaniem byłoby również wprowadzenie elementów treningu motorycznego, prowadzonego przez fachowców, co zapewniłoby – w połączeniu z treningiem sportowym i przygotowaniem maszyn – kompleksowe przygotowanie zawodników do ciężkich zmagań.

– To już tak na koniec – wybiera się Pan w niedzielę do Lublina?

– Jasne, że tak! Mocno wierzę w to, że jeszcze nie wszystko stracone w kwestii utrzymania się w Nice 1.LŻ. My ciągle o to walczymy. Nie chcę o tym zbyt wiele mówić, bo tak jak powiedziałem na spotkaniu z zarządem Stali: ja nie lubię o sobie mówić, aczkolwiek niech czyny stanowią…

Rozmawiał Marcin Jeżowski

7 Responses to "Nie wycofam się w razie spadku"

Leave a Reply

Your email address will not be published.