Nie zabierajcie nam Milenki!

2,5-letnia dziś dziewczynka jest oczkiem w głowie Beaty i Krzysztofa. – Poruszymy niebo i ziemię, aby tylko u nas została. Chodzi nam wyłącznie o jej dobro – zapewniają. Fot. Martyna Sokołowska

– 19 września minęła pierwsza rocznica śmierci mojej siostry. Staraliśmy się zrobić wszystko, aby Milenka jak najmniej odczuła tę tragedię. Daliśmy jej dom, otoczyli opieką, pokochaliśmy, a teraz się okazuje, że możemy ją stracić – nasza rozmówczyni z trudem powstrzymuje łzy. 

Siedzimy w salonie, Milenka bawi się w ogrodzie. Co jakiś czas Beata sprawdza czy z małą wszystko w porządku. Widać, że są ze sobą bardzo związane. – Pokochałam ją jak własną córkę i będę o nią walczyć – zawiesza głos, po czym bierze głęboki oddech. – To wszystko jest dla nas nadal bardzo trudne – mówi Beata. Początkowo unika kontaktu wzrokowego, widać, że ta rozmowa będzie kosztować ją sporo emocji.

Feralny romans

– Wszystko zaczęło się pod koniec 2015 roku. Siostra pracowała w sklepie w Jaśle, była kierowniczką. Tam poznała Mieczysława (imię zmienione), który był wtedy handlowcem, zaopatrywał sklep w owoce i warzywa. Na początku ich kontakty nie wykraczały poza służbowe relacje. Z czasem zaczęły przeradzać się w coś więcej – opowiada.

Mariola miała wówczas 35 lat, Mieczysław 49. Mimo sporej różnicy wieku zaczęli się spotykać. Sytuacja od początku nie była prosta, oboje mieli rodziny – partnerów i dzieci. – Siostra się zakochała i wystąpiła o rozwód, który otrzymała w 2017 roku. Mieczysław mówił, że ze względu na niepełnosprawną córkę i depresję żony nie może się rozwieść. Mimo tego nie zerwał romansu i nadal spotykał się z Mariolą – wspomina Beata, siostra Marioli.

Czas spędzali jak każda para: spotykali się u Marioli w domu, jadali razem obiady, oglądali telewizję. – Żyli jak normalna rodzina. Siostra była przekonana, że Mietkowi zależy na niej tak, jak jej na nim, jej dwaj synowie też do polubili – opowiada Beata.

Za namową partnera Mariola otworzyła sklep, w warzywa zaopatrywał ją Mieczysław. – Siostrze nie szło najlepiej, zaczęła popadać w długi.

W lipcu 2017 roku Mariola zaszła w ciążę. – Siostra opowiadała, że Mieczysław nie był zachwycony tą informacją. Miał ją nawet nakłaniać do aborcji i oferować pieniądze na zabieg, ale siostra się nie zgodziła. Mimo tego w pierwszych miesiącach jeszcze interesował się nimi, Mariolą i dzieckiem, jeździł z nimi do lekarzy, płacił za wizyty, kupował lekarstwa. Nagle zupełnie zerwał kontakt, przestał odbierać telefony, odpowiadać na wiadomości – relacjonuje Beata. – Siostra nie była w najlepszej kondycji psychicznej. Z dnia na dzień została porzucona, była w zagrożonej ciąży, długi na sklepie. Mimo wszystko ciągle wierzyła, że wszystko się między nią a Mietkiem jeszcze jakoś ułoży – wspomina.

Ostatecznie związek Marioli i Mieczysław rozpadł się w listopadzie 2017 roku. – Zwyczajnie ją wykorzystał, a kiedy zaczęła mu przeszkadzać uciął wszelkie kontakty i pozbył się jej ze swojego życia – komentuje Beata.

Rodzi się Milenka

5 kwietnia 2018 roku na świat przyszła Milenka. – Siostra wysłała Mietkowi zdjęcie córki, ale z jego strony nie było żadnej reakcji. Mariola chciała, aby mała miała ojca, poza tym chyba ciągle kochała Mieczysław. Zaprosiła go też na chrzest małej, ale nie przyjechał – mówi Beata.

Mariola wystąpiła do sądu o ograniczenie ojcu Milenki praw rodzicielskich. Test DNA, który został wówczas wykonany potwierdził ojcostwo Mieczysław. – Wcześniej wątpił, że Milenka to jego dziecko, po teście uznał ojcostwo, ale nie dał małej swojego nazwiska. Pamiętam komentarz siostry: “Niżej nie mogłeś upaść” – powiedziała. Dwa dni później przepłakała. 

Nowe życie w stolicy

Był sierpień 2019 roku. Mariola postanowiła wyjechać. – Uznała, że zmiana otoczenia dobrze jej zrobi, chciała zacząć wszystko od nowa w Warszawie. Próbowałam ją nakłonić, aby do nas wróciła. Widziałam, że się miota, że jest jej ciężko. Mówiła “A może masz rację”, ale nie wróciła do nas – wspomina Beata.

W Warszawie Mariolę wspierał brat, do stolicy jeździł też jej ojciec, pomagał w opiece nad Milenką. Mimo tego Marioli nie układało się najlepiej. Miała problem ze znalezieniem pracy, a długi rosły.

29 sierpnia przywiozła Milenkę do rodziny pod Jasło i pojechała z powrotem do Warszawy.  

Beata i Krzysztof -opiekunowie Milenki. Fot, Martyna Sokołowska

Skoczyła z balkonu

– 11 września 2019 roku odebraliśmy telefon ze szpitala, że siostra wypadła z balkonu – wspomina Beata.

Kiedy Mariola przebywała w szpitalu odbyła się rozprawa z powództwa Mieczysław, który podał Mariolę do sądu za długi. – Zadzwonił z pytaniem, dlaczego siostra nie stawiła się w sądzie. Został poinformowany, że Mariola jest w szpitalu. Zapytał tylko, gdzie jest Milena i na tym jego zainteresowanie całą sprawą się skończyło – opowiada Beata. Lekarze ponad tydzień walczyli o jej życie Marioli. Kobieta przez cały czas była w śpiączce. – 19 września otrzymaliśmy telefon ze szpitala, że siostra nie żyje… – zawiesza głos Beata. – W protokole z sekcji zwłok lekarz napisał, że najprawdopodobniej była to próba samobójcza – mówi.

Pogrzeb Marioli odbył się 27 września ubiegłego roku.

Walka o dziecko

Po śmierci Marioli Beata z mężem Krzysztofem poinformowali biologicznego ojca Mileny, że zamierzają starać się o opiekę nad dziewczynką. – Złożyliśmy papiery do sądu o ustanowienie nas rodziną zastępczą dla Milenki – mówi Krzysztof. – Spotkaliśmy się nawet z Mieczysław. Dla dobra dziecka chcieliśmy się dogadać, tłumaczyłam mu, że tak będzie lepiej, bo Milenka jest z nami praktycznie od urodzenia. Ma dobry dom, dużą i kochającą rodzinę. Mietek poprosił o czas do namysłu. Po jakimś miesiącu odezwał się i zapowiedział, że będzie walczył o opiekę nad małą – opowiada Beata. – Byliśmy bardzo zaskoczeni jego decyzją. Do tej pory nie wykazywał żadnego zainteresowania swoim dzieckiem. Mało tego, porzucił je i jego matkę w chwili, kiedy najbardziej go potrzebowały – dodaje. – Mimo wszystko uznaliśmy, że jest to ojciec Milenki i nie utrudniliśmy mu kontaktu – uzupełni Krzysztof.

Pierwsza rozprawa w sądzie

Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Jaśle. Na pierwszej rozprawie sąd przyznał pieczę nad Milenką Beacie i Krzysztofowi, Mieczysław dostał nieograniczone kontakty z dzieckiem. Opiekunowie i biologiczny ojciec zostali skierowani na badania więzi rodzinnych. – Mieczysław przyjeżdżał do nas średnio dwa razy w tygodniu. Wpuszczaliśmy go do naszego domu, dostawał do dyspozycji dwa pokoje, zabawki dla Milenki. Zawsze staraliśmy się go ugościć puszczając w niepamięć to, jak zachował się w stosunku do Marioli – opowiada Krzysztof. – Nie było nam łatwo, ale robiliśmy to dla dobra dziecka – dodaje Beata spoglądając na dwu i pół letnią Milenkę. Dziewczynka nazywa ją „mamą”. Jest radosnym, rezolutnym i ciekawym świata dzieckiem. Widać, że łączy je wyjątkowa więź.

Pierwszy raz Milenka pojechała do ojca do Nowego Sącza na święta Bożego Narodzenia 2019 roku. – Mieczysław zabrał ją w drugi dzień świąt. Bardzo się martwiliśmy o to, jak mała przeżyje zmianę otoczenia – przyznaje Krzysztof.

źniej dziewczynka była u ojca jeszcze kilka razy. – Mówił, że zabiera ją do swojej siostry, bo są tam małe dzieci i mała ma się z kim bawić. Tak naprawdę nie mieliśmy pojęcia gdzie Milenka spędza czas, bo nic nam nie mówił, a na nasze pytania odpowiadał zdawkowo – opowiada Beata.

Wracała głodna

Do salonu, w którym rozmawiamy, dołącza Gabriel, brat zmarłej Marioli, z żoną. – Milenka – woła, a dziewczynka od razu zjawia się w pokoju. – Trzeba zrobić wszystko, aby Milenka została z Beatą i Krzysztofem – mówi. – Mała ma tu świetną opiekę, jest naszym oczkiem w głowie – dodaje Gabriel uśmiechając się do dziewczynki. Milenka odwzajemnia uśmiech. W jej roześmianych oczach nie widać ani krzty dramatu, którego zdążyła doświadczyć w swoim dwu i pół letnim życiu. – Jest bardzo podobna do mamy – proszę spojrzeć – mówi żona Gabriela i pokazuje zdjęcie zmarłej Marioli w telefonie. Faktycznie, Milenka ma po mamie ciemne włosy i duże, nieco smutne oczy.

Wracam do rozmowy z Beatą i Krzysztofem. Uważają, że Milenka nie miała u ojca odpowiedniej opieki. – Z wizyt wracała głodna, z przesiąkniętym sikami pampersem – mówi Beata. Zauważyli też zmianę w jej zachowaniu. – Mała stała się nerwowa, płaczliwa. Budziła się w nocy i mnie wołała, nie chciała spać sama – opowiada Beata. – Po jednej z wizyt Milenka wbiegła do domu, rzuciła się żonie na szyję i tuliła się do niej tak długo, aż się uspokoiła – wtrąca Krzysztof. – Milenka była bardzo mała, nie było możliwości, aby ją zapytać, co się dzieje i dlaczego tak się zachowuje – dodaje.

Nic o zachowaniu dziewczynki nie mówił też Mieczysław. W ogóle, jak twierdzi rodzina dziewczynki, trudno było uzyskać od niego jakiekolwiek informacje. – Na pytanie, czy mała jadła odpowiadał „coś tam jadła”, ale nie potrafił powiedzieć co i kiedy – opowiada Krzysztof. Biologicznemu ojcu Milenki nie podobało się, że podczas jego pierwszych widzeń z córką obecni byli krewni dziewczynki. – Nie rozumiem, co tak bardzo było w tym dla niego zaskakującego. Nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji go poznać, bo kompletnie nie interesował się małą. Dla nas i reszty rodziny to było naturalne, że chcieliśmy go poznać i spojrzeć mu po tym wszystkim co się wydarzyło w oczy – mówi Gabriel, brat zmarłej Marioli.

Druga rozprawa w sądzie

Biologiczny ojciec Milenki wystąpił z wnioskiem do sądu, że rodzina dziecka utrudnia mu z nim kontakty. Sędzia zmieniła wcześniejszą decyzję i zasądziła mu dwie wizyty u dziecka w tygodniu, które miały odbywać się w obecności kurator. 

Wizyty trwały od godziny 9 do 18. – Za każdym razem kiedy Milenka wracała od ojca były problemy. Doszło do sytuacji, że nie chciała nawet wsiadać do niego do samochodu. Płakała i kurczowo trzymała się żony – relacjonuje Krzysztof.

Rodzina Milenki twierdzi też, że biologiczny ojciec nie wykazywał zainteresowania swoim dzieckiem. – Nigdy nie zapytał, co Milena lubi, a czego nie, czy ma swoją ulubioną zabawkę, co lubi jeść, czy jest na coś uczulona. W stosunku do dziecka był raczej oschły, nie przytulał jej, w zasadzie w ogóle nie okazywał jej czułości. Tak nie zachowuje się ojciec, który kocha swoje dziecko – uważa wujek dziewczynki. 

W marcu widzenia Milenki z biologicznym ojcem z powodu pandemii koronawirusa zostały zawieszone.

Trzecia rozprawa – sąd oddaje dziecko ojcu

W ubiegły piątek (18 września) w Sądzie Rejonowym w Jaśle odbyła się kolejna rozprawa. Dotyczyła ograniczenia praw rodzicielskich biologicznemu ojcu i ustanowieniu rodziną zastępczą małej Milenki Beatę i Krzysztofa.. – Sąd na podstawie zebranego materiału dowodowego i w oparciu o opinię biegłych z Opiniodawczego Zespołu Sądowych Specjalistów oddalił wniosek o ograniczenie ojcu praw rodzicielskich, przywrócił mu pełnię praw i powierzeniu mu pieczę nad córką. Sąd oddalił też wniosek o umieszczenie dziewczynki w rodzinie zastępczej, którą tworzyć miała siostra zmarłej matki i jej mąż – powiedział Super Nowościom sędzia Artur Lipiński. – Opiekę rodzinie zastępczej powierza się w przypadku, gdy biologiczni rodzice nie żyją, albo nie są życiowo wydolni do wykonywania obowiązków rodzicielskich – dodał sędzia.

Orzeczenie sądu nie jest prawomocne, stronom przysługuje odwołanie od tej decyzji. – Byliśmy w szoku – komentują dotychczasowi opiekunowie Mileny. – Na spakowanie dziewczynki, pożegnanie się i przekazanie jej Mieczysławowi dostaliśmy zaledwie kilka godzin. Sędzina stwierdziła, że każda minuta dłużej u nas działa na niekorzyść dziecka, dlatego natychmiast powinna trafić do ojca – relacjonuje Krzysztof. Wracając do wydarzeń z ubiegłego piątku staje się nerwowy i podnosi głos. – To jest dla mnie absurdalna i niezrozumiała decyzja. Sędzina w ogóle nie wzięła pod uwagę wcześniejszego zachowania Mieczysława. Stwierdziła, że nieważne jest co było, a to co teraz jest. Kompletnie tego nie rozumiem. Jak można przekazać dziecko mężczyźnie, który widział małą zaledwie kilka razy, a wcześniej kompletnie się nią nie interesował? – dodaje Beata, a w jej oczach pojawiają się łzy.

O godzinie 18 zgodnie z decyzją sądu biologiczny ojciec Mileny stawił się u Beaty i Krzysztofa. Przyjechał z żona i córką. Na podwórku była także rodzina zmarłej Marioli i kilku sąsiadów, którzy znają historię jej związku z Mieczysław. Wszyscy murem stoją za Beatą i Krzysztofem. 

Atmosfera z minuty na minutę stawała się coraz bardziej napięta. Rodzina nie chciała oddać dziecka twierdząc, że płacze i nie jest na to gotowe.

Na ojca Milenki posypały się gromy. W wiosce wszyscy pamiętają, że zostawił Mariolę samą w ciąży.

Beata miała łzy w oczach, kiedy przekazywała Milenkę ojcu.

Kiedy Mieczysław szedł z córką do samochodu doszło do przepychanek, dziewczynka zaczęła płakać. Z samochodu ojca wyciągną ją dziadek. 

-To było straszne – mówi ze łzami w oczach Beata. – Milenka płakała, wołała „mama, mama”, nie mogliśmy nie zareagować

-To jest maleńkie dziecko. Nie można tak nagle wyrwać go z jego naturalnego środowiska i przewieźć w inne miejsce. To nie jest rzecz, czy mebel, to człowiek, który odczuwa emocje i potrzebuje czasu na aklimatyzację w nowym miejscu – dodaje obejmując dziewczynkę.

– Pytaliśmy go, jak on to sobie wszystko wyobraża, nagle zabrać dziecko z domu, który zna i przenieść w kompletnie obce dla niego miejsce. Jedyny komentarz jaki padł z jego ust to „mam papier”, nie „przyjechałem po córkę”, tylko „mam papier”. I my mu mamy oddać dziecko? – pytają rozgoryczeni opiekunowie.

Będziemy walczyć do końca”

Milena przez cały czas przebywa pod opieką Beaty i Krzysztofa. Od piątku nie mieli kontaktu z biologicznym ojcem dziecka.

Żyjemy w ciągłym strachu że w każdej chwili będziemy musieli oddać Milenę. Nie wiemy co teraz zrobi Mieczysław, właściwie nie znamy tego człowieka, nie wiemy czego się po nim spodziewać – mówią.

Od wyroku sądu, który nakazał im przekazać Milenę biologicznemu ojcu będą się odwoływać. Wystąpili też z wnioskiem o wyłączenie jasielskiego i krośnieńskiego sądu ze sprawy. O sytuacji poinformowali Rzecznika Praw Dziecka.

Zapowiadają, że będą walczyć o dziecko. – Nie oddamy Milenki. Poruszymy niebo i ziemię, aby tylko u nas została. Chodzi nam wyłącznie o jej dobro – zapewniają.

Ciągle liczą też na to że dla dobra dziecka uda im się dojść do porozumienia z biologicznym ojcem dziewczynki. – Mimo wszystkiego co zrobił i jak się zachowywał nie bronimy mu z nią kontaktów, jest jego córką i ma do nich prawo, ale Milena powinna zostać u nas i zrobimy wszystko, aby tak się stało – kończą.

***

Tekst został oparty na relacji Beaty i Krzysztofa.

Z biologicznym ojcem Mileny (w tekście jego imię zostało zmienione) udało nam się porozmawiać, ale ze względu na dobro i ochronę swojej rodziny, nie chciał komentować wydarzeń, ani odnosić się do relacji Beaty i Krzysztofa. Otrzymaliśmy za to komentarz jego pełnomocnika. – Zaprzeczamy wszystkich oskarżeniom wysuwanym przez państwa Beatę i Krzysztofa. Biologiczny ojciec włożył wiele trudu i determinacji w nawiązanie więzi z córką, a decyzja sądu nie była pochopna i lecz oparta na kilkumiesięcznych obserwacjach kontaktów ojca biologicznego z córką w postaci sprawozdań kuratorów oraz opinii biegłych psychologów – przekazała nam Magdalena Szczupak-Zwolińska, pełnomocnik biologicznego ojca Mileny.

Martyna Sokołowska

Leave a Reply

Your email address will not be published.