
Do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, jak potwierdził nam wczoraj jego rzecznik, sędzia Zygmunt Dudziński, wpłynęły już apelacje 57-letniego Janusza G. skazanego nieprawomocnie za zabójstwo 52-letniej Haliny G., pracownicy oddziału ratunkowego jasielskiego szpitala i jego obrońcy. Janusz G. twierdzi, że nie ma nic wspólnego z zabójstwem swojej byłej żony i domaga się uniewinnienia. Od tajemniczego „zniknięcia” kobiety minęło już 6 lat. Jej ciała ani narzędzia zbrodni nie odnaleziono.
Wyrok skazujący na Januszu G. zapadł końcem marca br. Sąd uznał go za winnego tego, że w dniu 5 sierpnia 2014 r. działając w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia swojej byłej żony i nie stosując się do orzeczonego zakazu zbliżania się do niej na odległość mniejszą niż 50 metrów, wszedł do jej domu i zaatakował ją zadając co najmniej dwa uderzenia nieustalonym przedmiotem powodujące krwawienie z powstałych ran i obezwładnienie pokrzywdzonej. Następnie – zdaniem sądu poszedł po swój samochód dostawczy, którym podjechał pod dom kobiety, „umieścił ją w części ładunkowej samochodu i zadał co najmniej jedno uderzenie nieustalonym przedmiotem, skutkujące rozbryzgami krwi z rany”. Obrażenia jakich doznała Halina G., w opinii sądu doprowadziły do jej śmierci. Zwłoki kobiety Janusz G. miał wywieźć i ukryć. Pomimo licznych prób nie udało się ich odnaleźć.
Kiedy rozprawa odwoławcza?
Od nieprawomocnego wyroku przysługiwało mu odwołanie, z czego G. skorzystał. Apelację złożył on i jego obrońca. – Akta oskarżonego razem z wyrokiem pierwszej instancji i środkiem odwoławczym wpłynęły do naszego sądu – mówi nam sędzia Dudziński. – Termin rozprawy nie został na razie wyznaczony, ponieważ staramy się rozpoznawać sprawy zwłaszcza te aresztowe, a jest ich bardzo dużo, według kolejności wpływu jeżeli nie ma szczególnych okoliczności uzasadniających przyspieszenie terminu. Wynika to ze szczupłości składu sędziów orzekających w wydziale karnym jak i podziału sal na poszczególne wydziały. W przypadku tej sprawy prawdopodobnie będzie to druga połowa października – dodaje sędzia.
Janusz G. chce dowieźć, że jest niewinny
Jak potwierdził nam mec. Krzysztof Mysza, obrońca Janusza G., jego klient chce dowieźć przed sądem o swojej niewinności. – Kara, która zapadła w pierwszej instancji jest eliminacyjna, dlatego ma prawo i chce się bronić – komentuje adwokat, który w swojej apelacji kwestionuje kilka poszlak na których oparł się sąd I instancji wydając wyrok. Chodzi m. in. o rzekomy motyw zabójstwa – konflikt byłych małżonków o majątek, a dokładnie o działkę, na której znajduje się skup złomu oraz magazyny. Działka wyceniona została na ok milion zł, Halina G. miała otrzymać połowę. Nazajutrz po „zniknięciu” Haliny G. miała odbyć się kolejna rozprawa, ale jak twierdzi adwokat – Na tym posiedzeniu nie zapadłoby orzeczenie co do podziału majątku. Wśród wątpliwości zawartych w apelacji obrońca Janusza G. wymienia także nagrania z monitoringu na których widać wprawdzie samochód Janusza G., przemierzający okolice domu kobiety, ale nie widać czy jest w nim Janusz G. Wątpliwości zdaniem obrońcy budzi też krew Haliny G., którą znaleziono w samochodzie jej byłego męża. – Sam sąd nabrał wątpliwości jaka byłą metoda naniesienia tych krwawych śladów – podkreśla mec. Mysza. – Okazało się, że nie da się tego ustalić bo przegroda samochodowa na której ślady się znajdowały skorodowała.
Janusz G. od początku nie przyznaje się do winy i kwestionuje swoją obecność na miejscu zdarzenia.
Katarzyna Szczyrek


