Niebezpieczna „zemsta Stalina” zbiera żniwo

Barszcz Sosnowskiego, zwany też „zemstą Stalina”, sprowadzono do Polski z Kaukazu w latach 50. jako paszę dla bydła. Eksperyment jednak nie powiódł się, hodowlę zarzucono, ale barszcz zdążył się zadomowić. Fot. Społeczna Straż Rybacka w Sanoku

SANOK. Barszcz Sosnowskiego jest rośliną bardzo inwazyjną. Rośliny pod żadnym pozorem nie należy dotykać ani zrywać.

Rozległym poparzeniem zakończył się połów ryb dla jednego z wędkarzy w okolicach Sanoka. Mężczyzna miał kontakt z barszczem Sosnowskiego – niebezpieczną rośliną rosnącą wzdłuż zbiorników wodnych. – Uważaj nad wodą, sezon na barszcz właśnie się rozpoczął, a z tą rośliną nie ma żartów – przestrzega Ryszard Rygliszyn, komendant Społecznej Straży Rybackiej w Sanoku. 

Kilka dni temu strażnicy Społecznej Straży Rybackiej w Sanoku kontrolowali łowiska nad rzeką San i Osława. Przestrzegali wędkarzy przed barszczem Sosnowskiego – trującą rośliną, która występuje na brzegach zbiorników wodnych. Niestety, okazało się, że jeden z nich już zdążył się poparzyć.

– Wędkarz wykaszający sobie stanowisko w celu rozłożenia sprzętu, czy rozgarniający ręką rośliny by dotrzeć nad brzeg rzeki, nawet przy nieumyślnym dotknięciu może zostać poparzony. Przy silnym nasłonecznieniu pod wpływem ultrafioletu furanokumaryny zawarte w soku rośliny ulegają przemianom i powstają z nich substancje o silnie parzącym działaniu. W słońcu wystarczy niewiele czasu, by odczuć działanie soków rośliny. Zjawisko takie nazywane jest fototoksycznością – wyjaśnia Ryszard Rygliszyn. 

Wzdłuż rzeki San natknąć się można na potężne okazy barszczu Sosnowskiego. Wygląda na to, że sytuacja w najbliższym czasie się nie zmieni, bo włodarze nie mają pieniędzy na walkę z tą niebezpieczną rośliną.

– Sok tej rośliny zawiera związki chemiczne zwane furanokumarynami. Są one obecne w całej roślinie, łącznie z pokrywającymi liście i łodygi włoskami i służą do naturalnej obrony rośliny np. przed owadami. Kontakt z rośliną powoduje rozległe, trudno gojące się poparzenia – kontynuuje komendant. 

Początkowe silnie zaczerwienione miejsca już na drugi dzień zamieniają się w nabrzmiałe płynem pęcherze. Poparzenia powoduje zarówno kontakt z rośliną, jak i z jej sokiem. W miejscach poparzonych po pewnym czasie pojawiają się bąble przechodzące czasem we wrzodziejące rany, a w najgorszych przypadkach nawet martwicę skóry.

Barszcz Sosnowskiego w większych skupiskach rośnie nad rzeką San w rejonie wodociągów w Trepczy, na duże skupiska można się też natknąć na „piaskach” w miejscowości Międzybródź, Mrzygłód pod skałą oraz na Hłomczy. Pojedyncze rośliny i niewielkie ich skupiska można spotkać na całym odcinku Sanu. – Uważajmy więc na nie i bądźmy ostrożni podczas wędkowania – przestrzega Ryszard Rygliszyn.

Barszcz Sosnowskiego jest rośliną bardzo inwazyjną. Rośliny pod żadnym pozorem nie należy dotykać ani zrywać. Jeżeli zdarzy się, że opryskamy się sokiem lub otrzemy liściem, należy natychmiast przemyć miejsce wodą i co ważne, osłonić miejsce i pod żadnym pozorem nie wystawiać go na promienie słoneczne. Barszcz nie parzy jak pokrzywa, skutki oparzenia odczuwane i zauważalne są często dopiero po wielu godzinach. Jeżeli zdarzy nam się poparzenie, należy skonsultować taki przypadek z lekarzem, gdyż poparzenia przez barszcz mogą skutkować powstaniem trudno gojących się ran, a samo leczenie może trwać wiele miesięcy.  

Martyna Sokołowska

Leave a Reply

Your email address will not be published.