„Niedobra zmiana” dla Autosanu

Pracownicy fizyczni Autosanu stanowią 70 procent wszystkich pracowników zatrudnionych w sanockiej fabryce autobusów. Jak relacjonują, część z nich zarabia niewiele ponad najniższą krajową. – Tak się nie da żyć – mówią i od początku lutego pikietują w przerwie śniadaniowej, żądając podwyżek. Fot. Martyna Sokołowska

W 2016 roku rząd Prawa i Sprawiedliwości kreślił przed Autosanem świetlaną przyszłość. Będącą w upadłości fabrykę autobusów przejęło wówczas konsorcjum spółek wchodzących w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej. W zakładzie miała ruszyć produkcja dla wojska, później PiS zapowiadał mariaż z sektorem energetycznym. Z obietnic partii rządzącej nic nie wyszło. Autosan nie dźwignął się z kolan, fabryka generuje straty. W zakładzie od trzech tygodni trwają protesty pracowników fizycznych, którzy domagają się podwyżek. – Mamy już dość ponoszenia odpowiedzialności za złe decyzje zarządu – mówi nam jeden z nich.

Sanocki Autosan to jedna z najstarszych firm w Polsce, jej początki sięgają 1832 r. W latach 70. ubiegłego wieku sanocka fabryka była absolutnym liderem branży motoryzacyjnej. Autobusy z Sanoka jeździły po ulicach prawie wszystkich polskich miast. W szczytowym czasie zakład zatrudniał około siedem tysięcy pracowników i produkował kilkanaście autobusów dziennie.
Kryzys przyszedł w latach 90., kiedy Autosan zaczął przynosić straty. Próby ratowania zakładu nie przynosiły efektu, dlatego w 2013 roku ówczesny zarząd spółki zdecydował o ogłoszeniu upadłości. Fabryka trafiła w zarząd syndyka masy upadłościowej, któremu udało się przez trzy kolejne lata utrzymać Autosan w ruchu. Aż do 2016 roku, kiedy po kilku zakończonych fiaskiem przetargach, fabrykę za nieco ponad 17 milionów złotych przejęło konsorcjum państwowych spółek Pit-Radwar i Huta Stalowa Wola wchodzących w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
Państwowy inwestor miał dźwignąć będący od lat w upadku zakład i tchnąć w niego nowe życie. Plan ratowania Autosanu przedstawiła w hali fabryki ówczesna premier polskiego rządu Prawa i Sprawiedliwości, Beata Szydło. Autosan miał być sztandarowym przykładem rządowego programu „Gospodarka plus”. Beata Szydło podczas wizyty w Sanoku zapowiadała nowe miejsca pracy w Autosanie i wznowienie produkcji, w tym także tej dla wojska. – „Jest plan, żeby również produkowane były tutaj pojazdy dla wojska. Ale ten czas pewnie przed nami. Cieszę się, że dzisiaj ta umowa została podpisana, że dotrzymaliśmy słowa i Sanok dostaje swoją wielką szansę” – mówiła wówczas premier Szydło.
Z tych obietnic i wielkiej „szansy” nic jednak nie wyszło
Pierwsza próba wystartowania Autosanu w przetargu na produkcję autobusów dla polskiej armii skończyła się spektakularną klęską. Dyrektor handlowy Autosanu o 20 minut spóźnił się ze złożeniem oferty producenta z Sanoka, co wykluczyło spółkę z przetargu. W konsekwencji kontrakt wart 30 milionów złotych polska armia podpisała z niemieckim MAN-em.
Autosan przystąpił do kolejnego przetargu na produkcję autobusów dla polskiej armii, który wygrał, ale miał problem z produkcją i o kilka miesięcy spóźnił się z dostawą pojazdów.
W październiku 2018 roku podczas kampanii samorządowej do Sanoka pofatygował się sam prezes PiS, Jarosław Kaczyński. Zapowiedział wówczas, że rząd ma nowy plan na Autosan, który miał trafić pod skrzydła kontrolowanej przez Skarb Państwa Polskiej Grupy Energetycznej i produkować nowoczesne autobusy elektryczne.
– Trwa przejęcie zakładu przez Polską Grupę Energetyczną po to, żeby rozpocząć tam supernowoczesną produkcję autobusów elektrycznych. Autosan ma przyszłość! – mówił w Sanoku szef Prawa i Sprawiedliwości zapewniając, że rozmowy są zaawansowane i przejęcie fabryki to kwestia czasu.

Wyborcze bicie piany

Od tego momentu minęły ponad trzy lata, a dziś trudno nawet ustalić, na ile obietnice o super autobusach z Autosanu były wyborczym biciem piany przez prezesa PiS, a na ile rozmowy z PGE faktycznie trwały, bo rzecznik PGE proszony przez nas o komentarz do sprawy, konsekwentnie odmawiał udzielenia odpowiedzi na nasze pytanie o trwające rozmowy w sprawie przejęcia przez PGE Autosanu i stopień ich zaawansowania.
Niepowodzeniem dla Autosanu zakończył się także start w rządowym projekcie Narodowego Centrum Badań Rozwoju na budowę całkowicie polskiego elektrycznego autobusu. Chodziło o zaprojektowanie, budowę prototypu pojazdu i wdrożenie do produkcji ponad tysiąca autobusów nowej generacji dla kilkudziesięciu gmin i miast w Polsce. Po kontroli Urzędu Zamówień Publicznych okazało się, że oferty Autosanu i Politechniki Śląskiej nie spełniają zawartych w specyfikacji istotnych warunków zamówienia.
Pomimo pompowania w sanocką fabrykę autobusów publicznych pieniędzy, skumulowana strata w latach 2016 – 2020 wyniosła około 85 milionów złotych – poinformowała Beata Perkowska, kierowniczka działu komunikacji i marketingu Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
Pod koniec 2020 roku PGZ poinformowała, że szuka inwestora dla Autosanu.
Jak informowała wówczas Beata Perkowska, sanocka fabryka autobusów nie pasuje do profilu spółki, której główną działalnością jest produkcja zbrojeniowa. Z ustaleń Super Nowości wynikało, że przejęciem zakładu interesowała się Agencja Rozwoju Przemysłu, spółka skarbu państwa, wspierająca restrukturyzację polskich przedsiębiorstw, ale do przejęcia Autosanu przez ARP nie doszło.

Jak ludzie mają żyć za takie pieniądze?

W międzyczasie Autosan próbował odbudować dawną świetność. Wyprodukował m. in. autobus na gaz, prąd i wodór. Mimo nowych pojazdów w ofercie sprzedaż nie jest tak duża, aby zapewnić fabryce rentowność. A jest wręcz przeciwnie. Pracownicy fizyczni zmęczeni sytuacją w sanockiej fabryce autobusów od 1 lutego protestują i walczą o podwyżkę wynagrodzeń. Codziennie od trzech tygodni w przerwie śniadaniowej opuszczają fabryczną halę, gwiżdżą i włączają syrenę. – W ten sposób chcemy pokazać zarządowi Autosanu, że mamy już dość panującej sytuacji. Inflacja galopuje, a nasze zarobki stoją w miejscu. Pensja najmniej zarabiających pracowników wynosi około 2200-2400 zł, a my mamy na utrzymaniu rodziny. Jak ludzie mają żyć za takie pieniądze? – pyta jeden z pracowników Autosanu, który zgodził się z nami porozmawiać.
Na rozmowę o sytuacji w fabryce zgadzają się nieliczni. Boją się konsekwencji i utraty pracy. – Usłyszałem od jednego z kierowników, aby lepiej się nie wychylać, bo może się to różnie skończyć, a przecież sporo z nas to osoby, które przepracowały w Autosanie całe życie. Do emerytury brakuje nam zaledwie kilku lat, gdzie my znajdziemy pracę, jeśli nas wyrzucą z Autosanu? – pyta.
Mimo tego, jak przyznaje nasz rozmówca, załoga jest zdeterminowana i będzie protestować tak długo, aż prezes spełni postulat dotyczący 10- procentowej podwyżki wynagrodzeń. Przedstawiciele trzech działających w Autosanie związków zawodowych złożyli w tej sprawie pismo do prezesa spółki, Adama Smolenia. – Prezes stoi na stanowisku, że Autosanu nie stać teraz na podwyżki. Każe czekać do czerwca, kiedy sytuacja finansowa spółki nieco się poprawi – powiedziała Super Nowościom Ewa Latusek, przewodnicząca Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Autosanie.
– Myśmy to już wiele razy słyszeli, także z ust tego samego prezesa, który kilkanaście lat temu kierował już fabryką. Wówczas też mieliśmy przeczekać trudny moment, problem w tym, że w Autosanie dzieje się coraz gorzej i nikt już chyba nie wierzy, że zakład dźwignie się z kolan. W przeszłości dla dobra zakładu godziliśmy się już na obniżki wynagrodzeń, wielu z nas przepracowało tutaj całe swoje życie, dlaczego teraz to my mamy ponosić konsekwencje złego zarządzania w Autosanie? Przecież to nie jest nasza wina, że jest jak jest, my wykonujemy sumiennie swoją pracę, za którą chcemy wynagrodzeń nieco wyższych, niż najniższa krajowa – mówi.
W miniony poniedziałek też wyszli przed halę. – Prezes się nie ugina, ale my też się nie ugniemy – zapewnia nasz rozmówca i dodaje: – Wiemy, że związki zawodowe przygotowały pismo do prezesa dotyczące wejścia w spór zbiorowy z pracodawcą i w najbliższym czasie trafi ono na biurko prezesa. Skoro nasze pikiety nie robią na zarządzie Autosanu wrażenia, trzeba pójść inną drogą, a co będzie dalej – zobaczymy – podsumowuje nasz rozmówca.
Z przedstawicielami związków zawodowych działających w Autosanie nie udało nam się skontaktować – mimo kilku prób kontaktu nie odebrali od nas telefonu.
Prezes Autosanu był dla nas wczoraj nieuchwytny.
Pytania w sprawie aktualnej sytuacji w Autosanie wysłaliśmy także do rzeczników spółek Pit-Radwar i HSW. Do czasu zamknięcia tego numeru nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Martyna Sokołowska

9 Responses to "„Niedobra zmiana” dla Autosanu"

Leave a Reply

Your email address will not be published.