
Zniszczone drogi, uszkodzone mosty, zalane domy i stracone dobytki – dramatyczna sytuacja po powodzi w Gminie Ustrzyki Dolne. Najgorzej jest w Krościenku i Stebniku, gdzie rwąca woda zerwała skarpy i porwała drogę.
– Ludzie są załamani, część z nich rozważa nawet wyprowadzkę – mówiła Aleksandra Ziembicka, sołtys Krościenka podczas konferencji prasowej dotyczącej trudnej sytuacji w gminie Ustrzyki Dolne po ostatnich intensywnych opadach deszczu.
Spotkanie zostało zorganizowane na zerwanym odcinku drogi w Stebniku, aby dziennikarze mogli na własne oczy zobaczyć niszczycielską siłę żywiołu. Po ostatnich opadach deszczu miejscowy potok zmienił się w rwącą rzekę i zmienił bieg. Niszczył wszystko co napotkał na swojej drodze. Nurt był tak silny, że zrywał asfalt z jezdni, porwał też drogę we wspomnianym już Stebniku. – W pewnym momencie po prostu się urywa, nie da się dalej przejechać – komentuje sołtyska. W Krościenku rzeka oberwała skarpę, ziemia i kamienie osunęły się na dom, trzeba było ewakuować mieszkającą tam kobietę.
– Tak źle jeszcze nie było. Mieszkańcy są w ciągłej gotowości do ewakuacji – relacjonowała sołtys Krościenka.
– Sama w przeciągu ostatniego miesiąca pakowałam swój dobytek już cztery razy. Żyjemy w ciągłym strachu, z niepokojem patrzymy w niebo – mówiła
Niszczycielski żywioł
Gmina zmaga się z żywiołem od pięciu tygodni. Najpierw woda zalała Bandrów i Jałowe, później Krościenko i Liskowate. W miniony weekend pod wodą ponownie znalazło się Krościenko i Stebnik. Woda z miejscowych potoków po obfitych opadach wystąpiła z brzegów i niszczyła wszystko co napotkała na drodze.
– Sytuacja jest dramatyczna. Ludzie boją się o swoje bezpieczeństwo i dobytki. W nocy nie śpimy, tylko nasłuchujemy, czy deszcz nadal pada i czy szum wody się wzmaga, bo jak się wzmaga, to znak, że woda znowu niebezpiecznie się podnosi – opowiadała Aleksandra Ziembicka.
Od lat ignorowani
– Nie pierwszy raz nas zalewa – przypomniała sołtyska Krościenka. – W 2014 roku miałam w domu 165 centymetrów wody. Sporo ludzi straciło wtedy dorobek całego życia, ale tak źle jeszcze nie było – dodała.
Jak mówi, mimo wielokrotnych apeli do władz centralnych o pomoc od lat w tej sprawie nic się nie dzieje. – Przyjadą, zrobią zdjęcia, naobiecują, odjeżdżają, a my zostajemy z tym wszystkim sami. Na własną rękę musimy radzić sobie ze skutkami powodzi – mówiła.
Sołtyska apelowała też do Wód Polskich o uporządkowanie stanu lokalnych potoków i rzek – oczyszczenie koryt oraz wycięcie z brzegów drzew i krzewów oraz ich zabezpieczenie. – Nie reagują, a my na własną rękę nie możemy nic zrobić. Problem w tym, że po kolejnych opadach możemy być odcięci od świata – dodała.
W Wodach Polskich wielokrotnie interweniował również Bartosz Romowicz, burmistrz Ustrzyk Dolnych. Także po ostatnich opadach deszczu. – Prosiłem o jak najszybszą interwencję i rozpoczęcie prac przy oczyszczaniu rzek i potoków – poinformował burmistrz.
Trzeba też pogłębić koryta i uregulować brzegi. Sprawa jest pilna, bo żywioł może ponownie uderzyć w każdej chwili. – Jak bardzo niebezpieczny może być z pozoru niewielki strumyk przekonaliśmy się w ostatnim czasie, kiedy Krościenko zostało prawie odcięte od świata – komentuje gospodarz gminy Ustrzyki Dolne.

Apel do premiera
Aby sprawniej radzić sobie ze skutkami podtopień i powodzi burmistrz Romowicz zaapelował do premiera Mateusza Morawieckiego o wpisanie gminy Ustrzyki Dolne na specjalną listę gmin poszkodowanych w wyniku wystąpienia powodzi. Dzięki temu gospodarz gminy mógłby na własną rękę zlecać służbom, bez wymaganych zezwoleń i pozwoleń, usuwać skutki powodzi. – To znacznie przyspieszyłoby proces i pozwoliło nam lepiej zabezpieczyć i przygotować na kolejną falę powodziową – tłumaczył burmistrz.
Niestety, premier pozostaje głuchy na te apele, gmina Ustrzyki Dolne do tej pory nie została wpisana na listę. – To oznacza, że wszystkie prace jakie wykonujemy na własną rękę, mogą skutkować pociągnięciem nas do odpowiedzialności karnej za nieprzestrzeganie prawa budowlanego – wyjaśniał burmistrz Romowicz.
– Biorę to na swoje barki. Dla mnie najważniejsze teraz jest bezpieczeństwo mieszkańców i będę robił wszystko, aby im je zapewnić – dodał i jeszcze raz zaapelował do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i Wód Polskich o jak najszybsze podjęcie działań na zalanych terenach.
KO kontroluje Wody Polskie
– Mamy tutaj doskonały przykład tego, jak państwo polskie nie działa – skomentowała posłanka Koalicji Obywatelskiej z Krosna, Joanna Frydrych. Poinformowała, że w ubiegłym tygodniu posłowie Koalicji Obywatelskiej byli na kontroli w Wodach Polskich, aby sprawdzić, jak przebiegają prace nad zapobieganiem powodziom. – Otrzymaliśmy dokumenty, teraz sprawdzamy w terenie jak faktycznie wygląda sytuacja. A wygląda tak jak tutaj, brak jakichkolwiek działań ze strony Wód Polskich skutkuje sytuacją, kiedy woda zabiera kawałek drogi – skomentowała posłanka Frydrych.
Zapewniła, że KO będzie podejmować działania mające zabezpieczyć mieszkańców zalanej gminy.
Poseł Tomasz Zimoch (KO) przypomniał, że od 2015 roku rząd o 40 procent zmniejszył wydatki na gospodarkę wodną. – Widzimy na Podkarpaciu skutki tych działań, to co się tutaj dzieje woła o pomstę do nieba. Zaniechanie rządzących i odpowiedzialnych instytucji doprowadza do tragedii setki ludzi – skomentował.
– Obraz jest zatrważający, a rząd zajmuje się kampanią towarzysząc Dudzie, zamiast być tutaj z ludźmi. To jest naganne i niedopuszczalne – dodał poseł SLD Wiesław Buż.
Posłowie zapewnili, że będą interweniować w sprawie pomocy dla zalanych terenów w rządzie i u premiera.

Martyna Sokołowska


