
NIECHOBRZ. Śledczy nie mają wątpliwości: chciał udusić pracownicę sklepu.
Kończy się śledztwo dotyczące usiłowania zabójstwa 34-letniej pracownicy GS-u w Niechobrzu. Co ciekawe, oskarżony przez Prokuraturę Rejonową w Rzeszowie 27-latek, któremu grozi co najmniej 8-letni pobyt za kratami, a nawet dożywocie, przebywa na… wolności, choć początkowo został umieszczony w areszcie tymczasowym. Na wolność wypuścił go rzeszowski Sąd Apelacyjny. – Mężczyzna ma zakaz zbliżania się do ofiary oraz dozór policyjny. Wkrótce w jego sprawie powinien trafić do sądu akt oskarżenia – mówi Dorota Sokołowska-Mach, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie.
Zdarzenie miało miejsce w listopadzie 2014 roku. O godzinie 5 do sklepu GS w Niechobrzu przyjechała 34-letnia pracownica. Było ciemno, a kobieta wysiadała z samochodu w miejscu nieoświetlonym. Nagle za jej plecami pojawił się mężczyzna, który ją zaatakował. Jedną dłoń miał owiniętą workiem foliowym i tą dłonią zatkał jej usta. Natomiast drugą dłoń zacisnął na jej szyi i zaczął ją dusić. Jak mówił później, patent z workiem, aby nie zostawić śladów, miał zobaczyć na jednym z filmów.
Walka o życie
W momencie duszenia zaczął mówić kobiecie, że ją zabije. Wówczas 34-latka poznała po głosie, że to jej były konkubent. Zaczęła się wyrywać i panicznie krzyczeć. Napastnik krzyknął do niej, żeby nie wzywała pomocy, bo i tak ją zabije. Jej rozpaczliwe wołania usłyszeli mężczyźni mieszkający w pobliskich domach i wybiegli oni na pomoc kobiecie. Zatrzymali napastnika, ale ten zaczął im się wyrywać i krzyczeć, że i tak zabije 34-latkę. W pewnym momencie oswobodził się i kopnął kobietę w udo, po czym uciekł. W ten sam dzień pojawił się u kobiety w sklepie, ale wówczas wezwani na miejsce policjanci zatrzymali go. Również przy nich miał krzyczeć, że zamorduje 34-latkę. Zresztą śledczy ustalili, że już wcześnie także groził kobiecie, że ją zabije, a dzień przed zdarzeniem miał powiedzieć koleżance ofiary, że 34-latka przeżyje piekło.
Wyszedł na wolność
27-latek złożył obszerne wyjaśnienia, ale nie przyznał się, że chciał zabić byłą konkubinę. – Twierdził, że nie zdawał sobie sprawy, że może dojść do tragedii – mówi prokurator Sokołowska-Mach. Mężczyzna miał działać pod wpływem silnych emocji. 27-latek usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, za co grozi kara nie mniejsza niż 8 lat pozbawienia wolności, a nawet dożywocie. Trafił do aresztu tymczasowego na 3 miesiące. Gdy upływał termin jego pobytu w areszcie, prokuratura wystąpiła o przedłużenie tego aresztu. Sąd Okręgowy zgodził się na przedłużenie aresztu, ale zaatakowana kobieta zmieniła treść zeznań. I jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, nie dziwi ten fakt, bo ofiara mieszka niedaleko napastnika i może obawiać się 27-latka.
Co się działo później? Adwokat oskarżonego złożył zażalenie na umieszczenie napastnika w areszcie, a sąd apelacyjny zdecydował o… wypuszczeniu 27-latka na wolność, choć grozi mu bardzo wysoka kara. Czy jest nad nim jakiś nadzór? – Ma zakaz zbliżania się do tej kobiety i jednocześnie dozór policyjny – mówi prokurator Sokołowska-Mach.
Śledczy mają już zakończone wszystkie czynności w śledztwie i, jak zdradza Super Nowościom prokurator Sokołowska-Mach, akt oskarżenia w tej sprawie powinien być gotowy już w przyszłym tygodniu. Śledczy nie mają cienia wątpliwości, że mężczyzna chciał zabić swoją byłą konkubinę. Dlaczego do tego nie doszło? Jak mówią, być może ofiara mocno się broniła, być może sprawca wykazał się nieudolnością, ale nie zmienia to faktu, że według nich chciał ją zabić.
Grzegorz Anton



One Response to "Nieszczęśliwa miłość mogła doprowadzić do ogromnej tragedii"