Niewyżyta Agnieszka z Kolbuszowej


Agnieszka Machówna (1648 – 81). Fot. Archiwum

Była piękna, sprytna, wyrachowana i… seksualnie niewyżyta. Jej krótkie, ale niezwykle intensywne życie mogłoby posłużyć jako scenariusz do niejednego filmu. O Agnieszce Machównej, chłopce z Kolbuszowej, mówiła cała XVII-wieczna Europa.

Agnieszka Machówna urodziła się około 1648 roku w Kolbuszowej. Jej ojciec był doboszem (członek orkiestry grający na bębnie). Matka była chłopką, która pracowała na dworze Lubomirskich. Nasza bohaterka na chrzcie otrzymała imię Jadwiga. Początkowo dziewczyna znajdowała się pod opieką matki, która pracowała na dworze Lubomirskich.

Przyciągała jak magnes

Po śmierci matki, dziewczyną zajęły się jej ciotki. Agnieszka była diabelsko zdolna. Dodatkowo uchodziła za prawdziwą piękność. Podglądając lekcje szlachetnie urodzonych dzieci, zaczynała „ogarniać” życie w wyższych sferach. Bardzo szybko nauczyła się pisać i czytać, nauczyła się nawet podstawowych zwrotów w obcych językach, do perfekcji opanowała też dworskie maniery, a więc jak na swój stan była niesamowicie wykształcona.
Szybko zaczęła mieszać w głowach balującym na dworze w Kolbuszowej kawalerom i miała większe powodzenie niż szlachetnie urodzone rówieśniczki. Księżna Helena Tekla Lubomirska, oczarowana naturalnym wdziękiem nastoletniej dziewczyny, zeswatała ją z nadwornym kozakiem, Bartoszem Zatorskim. Małżeństwo z magnackim sługą dla panien ze stanu Agnieszki było spełnieniem marzeń, ale nie dla naszej bohaterki.
Po pewnym czasie postanowiła ona bowiem zostawić męża i… wyjechać do Krakowa. Tam, używając fałszywego nazwiska, stała się bardzo „popularna”. Otrzymywała wiele drogich prezentów od szlachciców, którym zawróciła w głowach. Z niektórymi z nich sypiała.
„Zachwycone spojrzenia w jej stronę słali bogaci mieszczanie, dostojni panowie, a nawet duchowni. Piękna nieznajoma jak magnes przyciągała wielu mężczyzn” – czytamy w książce „Bo to złe kobiety były” Joanny Puchalskiej.

„Aleksandra Zborowska”

Po wszystkim, jak gdyby nigdy nic, Agnieszka wróciła do Kolbuszowej. Mąż wybaczył jej zdrady. Okoliczni mieszkańcy już nie, dlatego na każdym kroku wypominali jej „wyjazd” do Krakowa, nierzadko wyzywając ją od dziwek. Ona jednak sobie nic z tego nie robiła. Mało tego, prowokowała sąsiadów, paradując po rodzinnej wsi w miejskich strojach.
Ok. 1670 r. Agnieszka wyjechała do Warszawy, gdzie funkcjonowała jako Aleksandra Zborowska. Przed laty na podsłuchanej lekcji dla dwórek dowiedziała się, że ten szanowany ród prawie wymarł, a więc nikt nie mógł podważyć jej nowej tożsamości. Kobieta wynajęła mieszkanie i poruszała się w asyście służącej. Opowiadała, że jest córką Marcina Zborowskiego, a dzieciństwo spędziła na wielu dworach, ale też w chłopskiej chacie, gdzie ukrywano ją m.in. przed powstaniami kozackimi i szwedzkimi wojskami.
„Aleksandrą” bardzo mocno zainteresował się austriacki hrabia o nazwisku Kollati. Para niemal natychmiast wzięła ślub i wyjechała do Wiednia. Tam nasza Agnieszka rzecz jasna zdradzała swojego drugiego „męża”, który, choć w niej był bez reszty zakochany, nie był aż tak naiwny, jak jej pierwszy wybranek. Kiedy się o tym dowiedział, zaczął szperać w archiwach. Tam odkrył, że nie ożenił się z Aleksandrą Zborowską, tylko z kimś innym.

Oskarżona o bigamię

Kobieta nie odpuściła jednak tak łatwo i wystarała się o audiencję u samego cesarza Austrii, Leopolda. Oświadczyła mu, że jest córką polskiego marszałka, a jej mąż porwał ją z klasztoru i roztrwonił jej pokaźny posag. Wyraźnie zauroczony kolbuszowianką władca nakazał… wypłacić jej wysokie odszkodowanie. Za otrzymane pieniądze kobieta wyjechała do Włoch, gdzie nadal używała życia. Z czasem odszkodowanie się skończyło.
Po powrocie do Wiednia Agnieszka spotkała szesnastoletniego Stanisława Rupniewskiego, obrzydliwie bogatego magnata z Polski. Para wzięła ślub i wyjechała do Paryża. Agnieszka zaszła w ciążę. Wkrótce jednak Rupniewski zmarł.
Machówna wróciła do Polski, gdzie podjęła starania o przejęcie majątku po mężu. Podobne plany miała jednak także siostra zmarłego, Anna Szembekowa, która kiedy tylko dowiedziała się, że „szwagierka” sfałszowała swój rodowód, złożyła pozew do Trybunału Lubelskiego. Agnieszka uciekła do klasztoru, gdzie wzięła… czwarty ślub ze starostą Kazimierzem Domaszewskim. Anna nie dawała jednak za wygraną. Odnalazła pierwszego i drugiego męża swej „szwagierki”, przekupiła ich, aby oskarżyli swą „żonę” o bigamię.

Ścięta na lubelskim rynku

Nasza bohaterka nie była jednak w ciemię bita i odnalazła boczną linię rodziny Zborowskich. Była to zubożała szlachta, którą momentalnie przekupiła, a ci od razu sobie „przypomnieli” o Aleksandrze. Starcie w sądzie Agnieszka wygrała, ale „szwagierka” nie odpuszczała. Rozpoczął się więc drugi proces. Na salę sądową wprowadzono drugą żonę Marcina Zborowskiego, która miała być… matką Aleksandry. Ta oświadczyła, że to nie jest jej córka. Dodała, że jej mąż zmarł w 1649 r., a więc dwa przed narodzinami naszej bohaterki.
W tym momencie wszystkie argumenty pięknej kolbuszowianki rozpadły się jak domek z kart. Okazało się, że Machówna postanowiła się „odmłodzić” wypisując swoją metrykę na fałszywe nazwisko „Zborowska” i przy dacie swoich urodzin wpisała 1651 rok.
Machówną uznano winną wielu przestępstw, w tym m.in.: krzywoprzysięstwa, fałszerstwa, cudzołóstwa i zagarnięcia majątku. Sąd skazał ją na ścięcie i… szarpanie piersi szczypcami. Drugą część wyroku ostatecznie darowano. Zostało „tylko” ścięcie. Jednak, jak przekazywali świadkowie, kat zauroczony urodą 32-letniej Agnieszki obciął jej głowę dopiero za trzecim razem. Wyrok wykonano na lubelskim rynku 12 lipca 1681 r.

Awans wbrew wszystkiemu

Historię Agnieszki znamy m.in. dzięki utworom Jana Gawińskiego, XVII-wiecznego poety, kiedyś cenionego i powszechnie czytanego, dziś niemal zupełnie zapomnianego. O pięknej kolbuszowiance dowiedział się on najprawdopodobniej od swojego przyjaciela, Wespazjana Kochowskiego, który był ponoć świadkiem egzekucji awanturnicy.
Z utworu Gawińskiego poznajemy jedno z imion, jakimi posługiwała się nasza bohaterka, a także, że przebywała w Italii „gdzie poczytywano ją za damę, że miała syna, że jej „mąż” Stanisław Rupniewski zmarł w drodze do Polski, że była sądzona w Lublinie i została skazana na śmierć przez ścięcie. O mistyfikacji Machówny pisze niewiele.
Ocena Agnieszki przez współczesnych jej Polaków nie była jednoznaczna. Sympatię dla niej wykazywały kręgi plebejskie oraz część szlachty. Przyczyny tego były różne: jej proces miał charakter poszlakowy, nie wszystkie oskarżenia były przekonywające.
Zdaniem historyka Zbigniewa Kuchowicza, który opisał dzieje Agnieszki w książce „Żywoty niepospolitych kobiet polskiego baroku”, trudno uznać ją za ofiarę panujących stosunków społecznych. Należy raczej traktować ją jako awanturnicę z wyboru. Kuchowicz podkreśla, że w tych czasach szlachta stanowiła ok. 10 proc. ludności kraju. Stan ten był formalnie zamknięty, w rzeczywistości proces awansu społecznego miał miejsce. Dotyczył jednak tylko dynamicznych jednostek. Nasza bohaterka niewątpliwie taką była.

Paweł Galek

One Response to "Niewyżyta Agnieszka z Kolbuszowej"

Leave a Reply

Your email address will not be published.