
Różne dziwne rzeczy się dzieją. Niektóre rozumiem, inne nie do końca. Rozumiem na przykład, że kiedy polityk schodzi ze swego tronu i staje się „byłym”, to już mu zaczyna wypadać więcej i może mówić szczerzej. Ot, na przykład Barack Obama w wywiadzie dla CNN powiedział: „Gdy popatrzymy na takie miejsca, jak Węgry albo Polska, które nie miały takich demokratycznych tradycji jak my, nie były w nich tak mocno zakorzenione. A jednak jeszcze 10 lat temu były dobrze funkcjonującymi demokracjami, a stały się w gruncie rzeczy autorytarne”. Dalej zgodził się z prowadzącym rozmowę, że „demokracja nie zawsze umiera w wyniku przewrotu wojskowego, ale także przy urnach wyborczych”.
Odpowiedział mu z właściwą naszym rządzącym dostojną godnością i dowcipem Marek Kuchciński (ja go już prawie nie pamiętam, ale w moim wieku to dość normalne): „Prezydentowi zdarzało się już mówić o polskich obozach zagłady, a mimo to wciąż nie zmienił źródła informacji o naszym kraju”.
No tak… Co racja, to racja. Komentatorzy (polscy) tego – chyba jednostronnego jednak – dialogu obu wybitnych polityków pojechali już po całości, czego za pozwoleniem Czytelników nie zacytuję. Zacytuję natomiast powiedzenie mojego syna, który, będąc dziecięciem na widok pewnego pana w telewizji spytał mnie „Tato, kto to strugał?” – które to pytanie dedykuję panu eksmarszałkowi. Z całym szacunkiem, należnym jego pozycji społecznej i ogrodniczemu wykształceniu.
Tę sytuację, jako się rzekło – rozumiem. Nie do końca natomiast rozumiem wyrok tzw. Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego w sprawie sędzi Beaty Morawiec. To znaczy rozumiem, że ją uniewinnili, bo jest niewinna w sposób oczywisty. Niby o czym gadać, skoro nie ma o czym mówić. Ale członkowie owej izby nie po to zostali przecież przez Władzę powołani, by robić tej Władzy wbrew, a nawet w oko.
Czyżby ci dzielni uczeni ludzie zaczynali mieć pełne gacie? Bo jeśli nie, to mamy sprzeczność: przecież gdyby od zawsze uznawali, że Władza nie zawsze musi mieć rację i szlachetne pobudki, to by się nie dali powołać do tego dziwnego organu, czyż nie?
Psy podobno potrafią wyczuć chorobę właściciela. Tak słyszałem – i to by mogło coś tłumaczyć.
Z dużym zaciekawieniem oglądam też piękny spektakl „M. Banaś vs. IV RP”. Pan przewodniczący komisji sejmowej stawał na rzęsach, żeby nie dopuścić do szerszego publicznego informowania o wynikach kontroli NIK w sprawie „wyborów kopertowych”, ale niestety za chude ma uszy (nie wiem czemu, ale tak mówiliśmy w czasach mojej młodości), żeby mu się to udało. Bladł tedy na przemian za maseczką i czerwieniał, a tu leciały opisy przestępstw jeden za drugim.
Fajnie było, naprawdę.
Ale i tu jednak pewnej sprawy nie rozumiem. Otóż pan PCP (Prezes Całej Polski) wziął szlachetnie i heroicznie na siebie odpowiedzialność za wszelkie decyzje w kwestii tych dziwnych okoliczności.
Niektórzy dyskutanci nawet to z uznaniem podkreślali; ale dlaczego nikt nie spytał: jakim prawem osoba niepiastująca w danym momencie żadnych stanowisk uprawniających do decyzji państwowych miałaby w tej sprawie mieć więcej do powiedzenia niż, powiedzmy, strażnik sejmowy?
To jest niezbadana tajemnica wiary. W człowieka naturalnie.
Bogdan Miś, matematyk, informatyk oraz wybitny polski dziennikarz prasowy i telewizyjny. Obecnie na emeryturze.



2 Responses to "Niezbadana tajemnica wiary. W człowieka naturalnie"