
Obalamy kilka mitów na temat zdrowej żywności. Niektóre produkty tylko ją udają.
To co reklamowane jest jako zdrowa żywność, wcale nie musi taką być. Producenci używając sformułowań typu niskotłuszczowy, z dodatkiem błonnika, wieloziarnisty lub naturalny, wykorzystują naszą niewiedzę i oferują nam rzeczy, których wartość odżywcza daleka jest od naszych wyobrażeń. Jak się okazuje na rynku sporo jest żywności, która tylko z nazwy jest zdrowa i przynosi naszemu organizmowi określone korzyści.
Masło orzechowe bez tłuszczu
Moda na takie masło przyszła z zachodu, najbardziej lubią je dzieci. Tymczasem odtłuszczona wersja produktu zawiera tyle samo kalorii, co jej normalny odpowiednik, a na dodatek jest nafaszerowana dużo większą ilością cukru. Tymczasem olej z orzechów zawiera najcenniejsze składniki, które w procesie odtłuszczania są usuwane. Naukowcy zalecają, by nie wierzyć producentom, tylko jeśli już sięgamy po ten produkt, to zaopatrzyć się w pełnowartościowe masło orzechowe. Zawiera ono dużo białka i nienasyconych tłuszczów, które na dłużej pozwalają nam zachować sytość. Dzięki temu nie będziemy musieli szybko sięgać po kolejny posiłek. Jedzenie masła orzechowego w umiarkowanych ilościach pomoże nam też zredukować ryzyko chorób krążenia i powstania raka.
“Ulepszona” woda zdrowia nie doda
Sklepowe półki uginają się pod ciężarem butelek z wodą wzbogaconą o różne prozdrowotne składniki. Na czym polega to „ulepszenie”? Producenci dodają do niej witaminy, a przy okazji spore ilości cukru. W efekcie dostajemy słodzony napój, który w wielu wypadkach jest szkodliwy dla naszego zdrowia. To, czy rozpuszczalne w wodzie witaminy przyniosą nam jakieś korzyści, zależy od wielu różnych czynników. Bardziej prawdopodobna jest sytuacja, w której po prostu przedawkujemy, gdy do wzbogaconej żywności i suplementów, wypijemy taki wybuchowy drink. Lepiej już napić się wody z kranu. Na pewno nam nie zaszkodzi – w przeciwieństwie do ulepszonej wersji z butelki.
Bomba kaloryczna w batonie
Batony energetyczne zyskują coraz większą popularność. Wyprodukowano je z myślą o intensywnie trenujących sportowcach, ale dziś zajadają się nimi osoby, które z aktywnym uprawianiem sportu nie mają zbyt wiele, albo zgoła nic wspólnego. Ci, którzy je wytwarzają reklamują swój produkt jako taki, który może zastąpić cały posiłek. Poza tym mają pomagać w odchudzaniu. Jak jest w rzeczywistości? Poddane skrupulatnym badaniom, nie wypadają już tak dobrze. W rzeczywistości batony energetyczne są niczym innym jak bombami kalorycznymi. Naładowane są białkiem, witaminami i błonnikiem, ale i tak najwięcej w ich składzie jest cukru.
Wieloziarniste nie znaczy pełnoziarniste
Na rynku spożywczym roi się od produktów wieloziarnistych. Problem w tym, że nie są one pełnoziarniste, a tylko takie mają korzystny wpływ na pracę naszego organizmu, zmniejszając ryzyko cukrzycy, chorób serca czy nadwagi. Tymczasem wieloziarniste pokarmy to tylko zwykły chwyt marketingowy, na który wielu z nas dało się nabrać. Tego typu produkty mają w rzeczywistości bardzo ubogi zasób pożytecznych dla naszego organizmu składników. Szczególnie trzeba uważać na popularne płatki śniadaniowe, w których zazwyczaj znajduje się bardzo dużo cukru i skrobi. Zamiast nich lepiej rano zjeść zwykłą owsiankę lub jajko.
Chipsy i frytki nie mogą być zdrowe
Gdy ktoś usiłuje nam wcisnąć kit, że chipsy, frytki lub krakersy są zdrowe, zabijmy go śmiechem. Taka żywność została bowiem wytworzona z przetworzonego ziarna. Zawiera duże ilości skrobi, soli i innych dodatków, z reguły mało odżywczych i przyswajalnych przez nasz organizm. Mała zawartość tłuszczu, produkt bezglutenowy czy pieczony – tymi hasłami wabią nas producenci oferując wymienione “frykasy”.
Cała prawda o roślinach
Kolejny mit, to ten, który mówi, że jedząc warzywa i owoce, dostarczymy organizmowi niezbędne ilości składników odżywczych. Te pierwsze mogą stanowić obfite źródło niektórych witamin i soli mineralnych, ale w przeliczeniu na suchą masę. Natomiast w świeżej masie, a z taką mamy najczęściej do czynienia, składniki odżywcze są bardzo rozcieńczone. Dominuje w nich woda, która stanowi 80-90 procent masy roślin, a czasami nawet więcej.
Gdybyśmy chcieli za pomocą samych warzyw pokryć minimalne zapotrzebowanie energetyczne, czyli ok. 2000 kcal na dobę, to trzeba by było zjeść około 5 kg roślin, przy czym jest to wartość uśredniona. Gdybyśmy chcieli żywić się np. samymi ogórkami, wówczas potrzebowalibyśmy ich zjeść 20 kg w ciągu dnia.
Owoce są pod względem wartości odżywczej jeszcze bardziej ubogie niż warzywa. Dobowe zapotrzebowanie energetyczne mogłoby wprawdzie pokryć tylko 5 kg jabłek, ale to i tak nie załatwi sprawy. Wystąpi deficyt prawie wszystkich składników, głównie białek i większości witamin.
Również twierdzenie, że owoce są źródłem witamin jest sporym nadużyciem. W rzeczywistości są tylko dobrym źródłem witaminy C, a i to nie wszystkie. Dlatego podobnie jak warzywa, mogą być tylko uzupełnieniem diety, przy czym musimy je spożywać z większą ostrożnością niż warzywa. Niektóre z nich zawierają przecież na tyle dużo cukru, że łatwo go “przedawkować”, komponując je z innymi produktami.
Piotr Pezdan


