
SANOK. Bezcenny z punktu widzenia historii skarb pochodzący sprzed 3000 lat odkryto na pod Sanokiem na terenie Gór Słonnych. Są to m.in. ozdoby i drobne miedziane paciorki, wszystko w nienaruszonym stanie. – To prawdziwa rewelacja! – przyznaje Piotr Kotowicz, archeolog z Muzeum Historycznego w Sanoku.
Na to niezwykłe i cenne znalezisko z epoki brązu trafił Mieczysław Skowroński, archeolog-amator. Sanoczanin od lat mieszka i pracuje w Londynie. Na co dzień współpracuje z miejscowym British Museum. I ma na swoim koncie wiele cennych znalezisk. Podarował placówce m.in. pół tysiąca monet rzymskich.
Od lat współpracuje też z Muzeum Historycznym w Sanoku. – Kiedy tylko jestem w Polsce na urlopie, zabieram swój wykrywacz metalu i idę penetrować miejscowe tereny w poszukiwaniu skarbów – przyznaje odkrywca.
Podobnie było i tym razem. Wcześniej wspólnie z archeologiem Piotrem Kotowiczem wytyczył teren, który chciał zbadać. – Pan Piotr prowadził wcześniej poszukiwania na grodzisku. Przyszło mi do głowy, że żołnierze mogli mieć w jego sąsiedztwie obóz. Pomyślałem, że dobrze będzie poszperać dookoła, bo mogą tam być ukryte jakieś artefakty związane z wojskiem – opowiada Mieczysław Skowroński.
Na miejsce udał się tradycyjnie z wykrywaczem metali. – Urządzenie dało dosyć wyraźny sygnał, że w ziemi coś się znajduje. Kiedy zacząłem kopać moim oczom ukazała się zaśniedziała patera i drobne paciorki. Od razu wiedziałem, że to coś wielkiego – wspomina odkrywca.
Znalezisko dokładnie sfotografował, a zdjęcia wysłał do Piotra Kotowicza. – Już po fotografii wiedziałem, że to będzie coś ciekawego. Pan Mieczysław zabezpieczył znalezisko i miejsce wykopu, aby nic nie zniszczyć, a my pojechaliśmy na miejsce – opowiada archeolog.
– Udało się trafić na ślady wykopu wykonanego około trzy tysiące lat temu, a w nim skarb z brązu. Są to ozdoby, drobne paciorki wykonane z blachy miedzianej, zawieszka z uszkiem, zaś na wierzchu uwagę zwraca okrągła, miedziana płytka, z widocznym ornamentem puncowanym w formie wybijanych kropek. Widoczne są na niej nity i dziurki, najprawdopodobniej służące do mocowania do stroju. Wszystko znajduje się w bryle ziemi, nie wiemy jeszcze do końca co jest pod spodem – opowiada Piotr Kotowicz.
Widoczny jest też zarys miedzianego naczynia, najprawdopodobniej niewielkiej miedzianej czarki, tzw. patery. – Wszystko w nienaruszonym stanie, co zdarza się niezwykle rzadko. Ten skarb to prawdziwa archeologiczna rewelacja! – mówi archeolog.
– Wiedziałem, że na tym terenie coś uda mi się coś znaleźć, ale że dokonam takiego odkrycia, to się nie spodziewałem. Brak mi słów. Jestem pod ogromnym wrażeniem – dodaje odkrywca.
Skarb ukryty był na stoku głęboko w lesie. – Z jakiegoś powodu ktoś tam powędrował i zakopał go właśnie tam – mówi Piotr Kotowicz.
Archeolodzy biorą pod uwagę dwie hipotezy. Pierwsza mówi o tym, że właściciel ukrył skarb z obawy przed rabunkiem i już po niego nie wrócił. – Teorię tę podważa jednak jeden fakt – cenne przedmioty zakopywano z reguły blisko domostw, aby można było łatwo go odnaleźć i szybko po niego wrócić, a ten skarb został zakopany w terenie trudno dostępnym, daleko od osady – zwraca uwagę archeolog.
Druga hipoteza mówi o tym, że skarb miał być ofiarą dla bóstw. – W tamtych czasach takie „ofiary” były popularne. Zakopywało się cenne przedmioty, aby przebłagać bóstwa, zdobyć ich przychylność lub jakąś korzyść. Ale jak było naprawdę, tego nie wiemy – mówi Piotr Kotowicz.
Znalezisko zostanie dokładnie zbadane i poddane konserwacji. To kolejny skarb podarowany przez pana Mieczysława sanockiemu muzeum. – Będziemy chcieli wystąpić o nagrodę dla pana Mieczysława do Ministerstwa Kultury nie tylko za przekazanie nam skarbu, ale także aby docenić jego postawę za profesjonalne postępowanie z zabytkami i realizowanie swojej pasji w sposób legalny – mówi Piotr Kotowicz.
W tym roku sanockie muzeum chce się też starać o grant na badania metalowych zabytków będących w posiadaniu placówki. W planach jest też napisanie książki dokumentującej wszystkie odkryte w Sanoku i okolicach skarby.
Równie unikatowym przedmiotem odkrytym w ostatnim czasie jest także tasak liczący sobie pół tysiąca lat znaleziony w żwirowni nad Sanem. Dzięki specyficznemu środowisku, w którym zalegał przez pół tysiąca lat, zachowała się na nim część drewnianej oprawy rękojeści. To kolejny zabytek podarowany sanockiemu muzeum przez znalazcę.
Martyna Sokołowska




