
Grudzień to nie tylko miesiąc, w którym czekamy na Św. Mikołaja i Boże Narodzenie. To także czas podsumowań. Niektórych dopada fala wspomnień także o złożonych nam kiedyś pięknych obietnicach, a których do tej pory nie dotrzymano. Właśnie dotarliśmy do wywiadu udzielonego kiedyś miesięcznikowi „Nasz Przemyśl”. Rozmówcą red. Krzysztofa Fila był nie kto inny, tylko sam prezes PiS, Jarosław Kaczyński, który w pięknych i wzruszających słowach mówił o Przemyślu i jego potencjale, o Polsce i potrzebnych jej zmianach. Dziś wracamy do tamtych słów. Co z nich zostało, co udało się zrealizować?
Wspomnianego wywiadu Jarosław Kaczyński udzielił w 2005 roku przed wyborami parlamentarnymi. Wówczas w Polsce rządził Sojusz Lewicy Demokratycznej na spółkę z Unią Pracy, a prezydentem był Aleksander Kwaśniewski. Polska zaledwie rok wcześniej stała się członkiem Unii Europejskiej. Wiadomo było, że ówczesna koalicja rządowa przegra nadchodzące wybory parlamentarne, a także to, że to ostatnia kadencja A. Kwaśniewskiego jako głowy polskiego państwa. Niektórym może się to wydawać nieprawdopodobne, ale wówczas wszyscy byli przygotowani na nową koalicję rządzącą po wyborach, którą miały tworzyć Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość. O właśnie tej koalicji – mówił w 2005 roku prezes PiS Jarosław Kaczyński odpowiadając na pytanie red. Krzysztofa Fila o kształt przyszłej władzy w Polsce: – Bardzo bym chciał, żebyśmy wygrali sami, ale taki wariant jest mało prawdopodobny – tu akurat prezes PiS się nie mylił. – W związku z tym musimy myśleć o koalicji. Przede wszystkim z Platformą Obywatelską, bo jest to partia, która podobnie jak my deklaruje chęć naprawy państwa, poza tym jest partią przewidywalną – tu mamy piękny „ukłon” prezesa PiS w stronę PO, a jak się poukładały relacje między tymi partiami, każdy już wie. – Nieprzewidywalność w każdej współpracy stwarza trudności, a jeżeli chodzi o udział we władzy jest wręcz niebezpieczna – tu prezes rzec można wypowiedział proroctwo i to podwójne, bo „przejechał się” na nieprzewidywalnej koalicji zarówno w latach 2005-07, jak i całkiem niedawno, gdy za współpracę podziękował mu Jarosław Gowin ze swoim Porozumieniem. – Ewentualna współpraca z Ligą Polskich Rodzin, nie ukrywam, wydaje się mocno kłopotliwa, szczególnie na Podkarpaciu – ze względu na osobę posła Wrzodaka – koalicja PiS z LPR stała się, jak wszyscy pamiętamy, faktem. – Na pewno nie będziemy współpracować z Samoobroną (…) – z tej deklaracji prezesa PiS można się tylko uśmiać, bo wszyscy pamiętają, że PiS po wyborach w 2005 roku stworzył koalicję rządową z Samoobroną.
To jednak niecała jeszcze nieprawda, jaką był uprzejmy prezes Kaczyński, opowiadać red. Filowi. Pytany przez tego o stosunek do reformy administracyjnej, która pozbawiła m.in. Przemyśl statusu miasta wojewódzkiego, Kaczyński powiedział: – Zawsze byłem krytykiem reformy administracyjnej. Uważałem, że likwidacja mniejszych ośrodków wojewódzkich nic Polsce nie da, a powiaty ich nie zastąpią – prawił w 2005 r. prezes PiS. Te smutne przewidywania sprawdziły się, a my przypominamy, że ani rządząc w latach 2005-07, ani obecnie od 2015 r. rządy PiS z „przystawkami” nie czyniły żadnych ruchów, by zmienić sytuację miast, które utraciły status wojewódzkich. – Problem nie dotyczy tylko Przemyśla, ale trzydziestu trzech miast, które utraciły pozycję wojewódzką, przy czym w kilku przypadkach pozycja ta była w stosunku do możliwości miasta nadmierna czy zbyt wielka. Niektóre województwa były za słabe. Na pewno nie należał do nich Przemyśl. Sprawa jest trudna, bo przecież teraz nie wprowadzimy nowej reformy administracyjnej państwa. Nie chcę powiedzieć, że w Przemyślu planujemy znowu uczynić województwo, bo byłoby to nadużycie. Niemniej w narodowym projekcie rozwoju znajduje się idea stworzenia dużych powiatów. Dla Przemyśla pojawiłaby się szansa na stolicę czegoś większego niż jest to obecnie, ze wszystkimi tego konsekwencjami -tu nie wiadomo co prezes chciał wyrazić, ale nic takiego, o czym mówił, nie nastąpiło wobec Przemyśla, ani też wobec żadnego z miast, które wskutek reformy administracyjnej utraciły status stolic województw.
Prezes PiS rozpływał się nad walorami Przemyśla: – Regularnie przyjeżdżam tu od piętnastu lat. Nie potrafię powiedzieć, który to jest kolejny pobyt. Nie ukrywam, że lubię do was przyjeżdżać. Patrzę na Przemyśl jako na piękne miasto. Jednocześnie spoglądam z pewnym bólem, gdyż miasto wymaga dużego wysiłku, by doprowadzić je do stanu naprawdę wielkiej urody. Użyję w tym momencie takiego porównania. Dziś Przemyśl jest jak piękna kobieta, której do pełnej krasy brakuje makijażu i szykownego stroju – no takiej wypowiedzi po prezesie Kaczyńskim mało kto się pewnie spodziewał, a tu proszę, jak trafił nie tylko w Przemyśl, ale i kobiecą urodę. – Obliczaliśmy z posłem Markiem Kuchcińskim, ile by trzeba wydać na poprawienie urody miasta. Wyszło nam, że doprowadzenie Przemyśla do kwitnącego wyglądu, kosztowałoby około miliarda złotych. Mimo tych zastrzeżeń jest tu pięknie i bardzo sobie cenię pobyt tutaj. Znam Polskę bardzo dobrze, ale w naszym kraju nie ma drugiego takiego miejsca. Wielkie wrażenie na mnie wywiera architektura i tarasowe położenie kościołów. To coś niebywałego. Ilekroć tu jestem, zawsze myślę, że trzeba coś zrobić. Teraz są konkretne możliwości, bo otworzyła się szansa, by wykorzystać pomoc unijną – jak widać wtedy Jarosław Kaczyński nie widział w UE okupanta i zagrożenia dla naszej suwerenności, a przeciwnie – źródło kasy. – Nie chcę powiedzieć, że uda się pozyskać tyle ile trzeba, ale na pewno coś się da. Podstawowa rola w tym zakresie należy do władz lokalnych, bo to one muszą się zwracać o środki europejskie, wśród których są także na renowację zabytków – a przypomnijmy, że w 2005 roku włodarzem Przemyśla był człowiek PiS.
Red. Fil kontynuując wywiad z Kaczyńskim pozwolił sobie zauważyć, że społeczeństwo ma dobrą pamięć i nie zapomina złożonych mu obietnic. Przywołał tu niechlubny przykład kampanii prezydenckiej i Aleksandra Kwaśniewskiego, który ubiegając się o reelekcję, odwiedził także Przemyśl. – Do tej pory zaniedbania uzasadniano brakiem środków, ale teraz sytuacja wygląda inaczej. Jest skąd wziąć i my na pewno będziemy tymi, którzy wykorzystają nadarzającą się szansę – tu prezes PiS zdaje się antycypował, bo jego partia do perfekcji wykorzystuje opcję brania, tyle że dla siebie. – Jako PiS zainteresowani jesteśmy Ministerstwem Kultury, które w naszych planach ma ważne znaczenie administracyjne w kontekście przyszłych planów i koncepcji, w których swoje miejsce znalazłby również Przemyśl. Takie miasto powinno otrzymać określone poparcie. Nie mogę powiedzieć, że będę miał na to zdecydowany wpływ, bo Przemyśl szczególnie lubię, gdyż politykowi tak mówić nie wolno, niemniej na życzliwość ze strony mojej partii możecie liczyć – zapewniał. Przemyśl przekonał się o życzliwości tej władzy np. w kwietniu tego roku, kiedy to z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych otrzymał składając trzy dobre projekty całe i okrągłe zero złotych. Podobnie rząd PiS potraktował inne samorządy, gdzie nie rządzi ich partyjny kolega, albo sympatyk PiS-u. Dalej redaktor Fil ośmielił się zapytać Jarosława Kaczyńskiego o ówczesny stan życia publicznego. Warto przytoczyć jego pytanie: – Przy różnych okazjach zapowiadał Pan między innymi przejrzystość i uczciwość życia publicznego w IV Rzeyczpospolitej. To życie w znacznym stopniu zostało upolitycznione (…) Jak na tym tle przedstawia się Prawo i Sprawiedliwość? – pytał w 2005 roku naczelny „Naszego Przemyśla”. Pytanie jak pytanie, wydawałoby się, ale gdy przeczyta się odpowiedź prezesa Kaczyńskiego można, widząc to, co wyprawiają on i jego partyjni koledzy, kolokwialnie mówiąc pęknąć ze śmiechu. Oto co odrzekł red. Filowi Jarosław Kaczyński: – W naszej partii natychmiast reagujemy na wszelkie niepokojące sygnały i nawet, jeżeli do końca nie jesteśmy przekonani o słuszności zarzutów, zawieszamy członkostwo danej osoby, kiedy pojawiają się dowody, usuwamy z partii – koń by się uśmiał z tego, co plótł w 2005 r. Kaczyński, patrząc na obecną rzeczywistość. – Krótko mówiąc, robimy wszystko, co jest w naszej mocy – a to akurat prawda, robią wszystko, by chronić partyjnych kolegów – aferzystów. – Oczywiście, nie mamy żadnej gwarancji, że ten, co się zapisał do PiS na pewno jest uczciwy – ano na pewno nawet nie ma takiej gwarancji. – Jedno mogę powiedzieć, iż PiS nie jest partią, która w przypadku stwierdzenia nadużyć, będzie chronić swoich członków – takie kłamstwo nawet na znawcach kłamstw PiS-u musi zrobić wrażenie.
– W zdecydowanej większości PiS składa się z ludzi uczciwych i wierzę, że tę cechę prezentuje na każdym szczeblu, również lokalnym – no skoro pan prezes wierzy, to niech wierzy dalej. Ci, co obserwują także lokalne szczeble PiS-u, nie wierzą z oczywistych przyczyn.
– Dobre powiedzenie nie najlepszego autora powiada: ufaj, ale sprawdź. Kierujemy się tą zasadą i sprawdzamy, i w naszej partii jest to szczelny system – takie bzdury „sprzedawał” Kaczyński wyborcom w 2005 r. i „sprzedaje” je także dziś. Powspominaliśmy sobie dawne czasy, przypomnieliśmy obietnice prezesa PiS-u. I co? Ano nic. Na następne obietnice i kolejne kłamstwa musimy się przygotować, bo tak będzie, dopóki rządzi Kaczyński ze swoją partią.
Monika Kamińska



22 Responses to "Nikt Wam tyle nie da, co Kaczyński Wam obieca"