
II LIGA. STAL STALOWA WOLA – MOTOR LUBLIN. Ozdobą klasyku było trafienie Michała Jonczyka z 35 metrów. – Nawet gdybym był dobrze ustawiony, nie złapałbym tej piłki – kręcił głową z niedowierzaniem bramkarz Stali Tomasz Wietecha.
To był mecz, że palce lizać! Stal dwukrotnie przegrywała, ale sekundy przed końcem obrońca Adrian Bartkiewicz wpadł w pole karne i wyłożył piłkę Tomaszowi Płonce, który z bliska wpakował ją do siatki. Drużyna Pawła Wtorka wzięła więc srogi rewanż za jesienne 0-4 w Lublinie.
Pięć goli przedniej urody, efektowne strzały i interwencje bramkarzy, tempo, którego nie powstydziliby się w lidze angielskiej i w końcu – ogromna dramaturgia. Aż trudno było uwierzyć, że to tylko II liga. – To się nazywa widowisko! – cmokali z zachwytu kibice. Szczęśliwi, że ich ulubieńcy wyszarpali zwycięstwo i tak obiecująco rozpoczęli rundę rewanżową.
Niespodzianka w ataku
„Stalówka” nie miała w sobotę słabych punktów, natomiast kilku jej zawodników wzniosło się na wyżyny swoich możliwości. Podobali się zwłaszcza Adrian Bartkiewicz, Damian Łanucha i Radosław Mikołajczak. Ten ostatni zagrał „na szpicy”, wyglądał śmiesznie na tle wyższych o dwie głowy obrońców Motoru, ale Paweł Wtorek dobrze wiedział, co robi. Mikołajczak jest sprytny, zadziorny i zadziwiająco wytrzymały.
– Jest tak dobry, że może zagrać na każdej pozycji. Wystawiłem go w ataku i się nie zawiodłem – tłumaczył trener gospodarzy. W I połowie wychowanek Bałtyku Koszalin, który aż siedem sezonów spędził w Legii Warszawa (występował w rezerwach, Młodej Ekstraklasie i Pucharze Ekstraklasy), zmarnował jedną „setkę”. Krótko po przerwie zachował jednak zimną krew i technicznym uderzeniem pokonał świetnie usposobionego Pawła Lipca.
– Motor dwa razy obejmował prowadzenie, ale ani przez moment nie zwątpiliśmy w korzystny wynik. Za tę wiarę, ataki do końca, zostaliśmy nagrodzeni. Moja obecność w ataku? Próbowaliśmy takiego ustawienia w sparingach, więc dla zespołu nie była to jakaś olbrzymia niespodzianka – wyjaśniał Mikołajczak.
35 metrów? No problem!
Jednak nie on, a rezerwowy Tomasz Płonka został bohaterem spotkania. W drugiej z trzech doliczonych minut znalazł się tam, gdzie powinien i strzelił na 3-2. Ósmego zwycięstwa na własnym boisku nie byłoby, gdyby na szarżę prawą flanką nie zdecydował się Bartkiewicz. Obrońca wpadł w pole karne, piłka trochę mu uciekła, ale z rozpaczliwego, wydawałoby się, wślizgu wyszła cudowna asysta. W tym sezonie gole dla Stali strzelało już 11 zawodników. W sobotę swoją drugą bramkę zdobył też Michał Bogacz – głową po świetnym dośrodkowaniu z rogu Łanuchy.
Totalnie przebudowana zimą obrona Motoru nie stanowiła w Stalowej Woli monolitu, za to z jak najlepszej strony zaprezentował się wypożyczony z Widzewa Łódź Michał Jonczyk. 22-latek przed przerwą kropnął z pola karnego w górny róg, a w 73. minucie dostrzegł wysuniętego na 5 metr Wietechę i posłał mu piłkę „za kołnierz”. Nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż uderzył z dobrych 35 metrów!
– Gol z gatunku stadiony świata. Nawet gdybym był prawidłowo ustawiony, nie złapałbym futbolówki – przyznał „Balon”. Bramkarzowi Stali szczęście dopisało natomiast przy strzałach Macieja Tataja. W pierwszej połowie lubelski napastnik huknął z półobrotu, myląc się o 2 metry, w drugiej, stojąc tyłem do bramki, posłał piłkę w słupek.
Popisy obu zespołów oglądali piłkarze, trenerzy i działacze Stali Rzeszów, którzy zatrzymali się w Stalowej Woli w drodze na niedzielny mecz z Pogonią Siedlce. Miał co pisać w zeszycie również trener Robert Mazur, który „szpiegował” na rzecz Stali Mielec.
STAL Stalowa Wola 3
MOTOR Lublin 2
(0-1)
0-1 Jonczyk (44.)
1-1 Mikołajczak (51.)
1-2 Jonczyk (73.)
2-2 Bogacz (75.)
3-2 Płonka (90.)
STAL: Wietecha – Bartkiewicz, Czarny, Bogacz, Sikorski – Łanucha, Reiman, Argasiński, Sacha (77. Płonka) – P. Tur (88. Mistrzyk) – Mikołajczak.
MOTOR: Lipiec – Zontek, Komor, Stanaitis, Pawłowicz – Wrzesiński (90. Gąsiorowski), Lewiński, Kądzior (61. Koziara), Broź (61. Jaroń) – Jonczyk – Tataj.
Sędziował Robert Marciniak (Kraków). Żółte kartki: Sikorski – Zontek, Pawłowicz. Widzów 1500.
Tomasz Szeliga


