
PODKARPACIE, KRAJ. Twarda kontrola celno-skarbowa to kolejny bubel Ministerstwa Finansów?
Tzw. twarda kontrola celno-skarbowa, która w życie weszła wraz z Krajową Administracją Skarbową ma, zdaniem ekipy rządzącej, być „batem” na nieuczciwych przedsiębiorców i skutecznie „załatać” dziurę budżetową. Wiele jednak wskazuje na to, że ów „bat” może spaść na każdego i bez żadnych przesłanek. – To znakomity sposób na „położenie” każdej firmy – uważa podkarpacki przedsiębiorca prowadzący działalność od wielu lat. – Obawiam się, że łatwo będzie to wykorzystać na przykład do zniszczenia konkurencji – dodaje. W istocie, wygląda na to, że pomysł Ministerstwa Finansów to kolejny bubel prawny: niejasne zasady, dziwny tryb odwoławczy i działanie „na chybcika”.
O twardej kontroli z rządowych mediów możemy dowiedzieć się, że wyeliminuje przestępczość gospodarczą i przyniesie ogromne wpływy do budżetu. Tak w każdym razie głoszą premier Beata Szydło, prezes PiS Jarosław Kaczyński i szef KAS Marian Banaś, którzy dodatkowo podkreślają, że była to zmiana niezbędna, by „posprzątać” po poprzedniej ekipie rządzącej. Ogromne kwoty pieniędzy i mówienie o milionowych wyłudzeniach na przykład VAT-u działają na wyobraźnię i przeciętny widz nie zastanawia się, jak naprawdę wyglądać będą te kontrole oraz co mogą oznaczać dla przeciętnego przedsiębiorcy.
Jak będą wyglądały kontrole
Od 1 marca każdy będzie mógł być kontrolowany w dwojaki sposób: na dotychczasowych zasadach przez „skarbówkę” oraz na nowych, w myśl których kontrolę prowadzić będą urzędy celno-skarbowe. Pierwszą niespodzianką jest to, że nie ma tu rejonizacji, zatem na przykład firmę z Przemyśla skontrolować może UCS z Wrocławia. Zapomnieć można też o zawiadomieniu o kontroli, jakie obowiązywało dotychczas. Funkcjonariusz UCS wejdzie do firmy, pokaże legitymację i rozpoczyna się kontrola. Może żądać natychmiast dowolnych dokumentów firmowych w tym poufnych, a nawet utajnionych. Zdaniem naszego rozmówcy, przedsiębiorcy z Podkarpacia prowadzącego działalność od kilkudziesięciu lat, to po prostu skandal. – Według mnie, to prosty sposób na wykończenie każdej firny – stwierdza. – Nikt nie ma gwarancji, że poufne informacje przekazywane kontrolerowi nie „przeciekną” do konkurencji – zauważa.
Największym kuriozum jest jednak tryb odwoływania się od decyzji naczelnika UCS, który wyda decyzję po kontroli. Otóż rozpatrywać odwołanie się od takiej decyzji przedsiębiorcy będzie… naczelnik UCS, który wydał tę decyzję. – To chyba pierwsza taka kpina z zasady dwuinstancyjności odwołań w historii III RP – uważa nasz rozmówca. – Ciekawe, ilu naczelników z tych 16 UCS w kraju przyzna się do błędu i zmieni własną decyzję – zastanawia się.
Będą działać „pod ciśnieniem”?
Przedsiębiorca nie kryje, że ma pewne podejrzenia co do praktycznego zastosowania twardej kontroli. – Po pierwsze, sądzę, że naczelnicy UCS będą działać „pod ciśnieniem”, to znaczy wymagać się od nich będzie ściągania określonych kwot, by wykazać efektywność twardej kontroli i zapewnić wpływy do budżetu – domniemywa. – W tej sytuacji, chcąc ratować swoje „stołki”, będą to robić bez względu na stan faktyczny w danej firmie – prorokuje. – Po drugie natomiast obawiam się, że mogą pod tym „ciśnieniem” działać na szkodę firm niewygodnych dla obecnej ekipy rządzącej – dodaje.
Monika Kamińska



8 Responses to "Nowe przepisy pozwolą na niszczenie niewygodnych przedsiębiorców?"